Data dodania: 05.10.2016

Operacja Rio. Są powody do dumy

XV Letnie Igrzyska Paraolimpijskie w Rio de Janeiro (7-18 września) należy uznać za udane dla reprezentacji Polski. Biało-czerwoni wywalczyli 39 medali (9 złotych, 18 srebrnych i 12 brązowych) i zajęli dziesiąte miejsce w klasyfikacji medalowej. Optymizmem napawają nie tylko osiągnięte rezultaty, w tym rekordy świata.

- 39 medali, czyli o 3 więcej niż w Londynie, i aż 19 czwartych miejsc to wielki sportowy sukces. Prognozy medalowe były nieco wyższe, ale połowę tych medali brałbym w ciemno, patrząc na budżet, który mieliśmy do zagospodarowania. Na szczęście wsparło nas jak zwykle Ministerstwo Sportu i Turystyki. Gdyby PFRON nie poratował naszych przygotowań programem „Olimpijczyk", to pewnie tych medali mielibyśmy dużo mniej - mówi Łukasz Szeliga, prezes Polskiego Komitetu Paraolimpijskiego oraz prezes Zarządu PZSN Start.

W latach 2013-2016 minister sportu i turystyki przeznaczył ponad 52 mln zł na realizację przygotowań do Letnich Igrzysk Paraolimpijskich w Rio de Janeiro. W 2016 r. Polski Komitet Paraolimpijski otrzymał z Funduszu Rozwoju Kultury Fizycznej 1,6 mln zł na zabezpieczenie wyjazdu reprezentacji do Brazylii.

- Sukces paraolimpijczyków potwierdza, że warto inwestować w sport osób niepełnosprawnych. Minister sportu i turystyki realizuje liczne zadania wspierające tych sportowców - mówi Katarzyna Kopeć-Ziemczyk, rzecznik prasowy Ministerstwa Sportu i Turystyki. Dodaje, że ważną inicjatywą jest podjęta ostatnio współpraca z Państwowym Funduszem Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych. Ma ona przyczynić się do usprawnienia mechanizmów wsparcia finansowego projektów w obszarze sportu osób z niepełnosprawnością. Jej celem jest również inicjowanie oraz realizacja wspólnych działań na rzecz rozwoju sportu tej grupy osób w Polsce.

Efekt „Olimpijczyka"

Do sukcesu sportowego przyczynił się projekt „Olimpijczyk - przygotowanie zawodników niepełnosprawnych do udziału w Igrzyskach Paraolimpijskich". Środki zagwarantował PFRON, a jego realizacja została powierzona Polskiemu Komitetowi Paraolimpijskiemu.

Reprezentanci zgodnie podkreślają, że program bardzo im pomógł. - Doszło potężne źródło dofinansowania i tak naprawdę od października 2015 r. można było zaplanować obszerne szkolenie na cały rok przed Rio. Pamiętam, że przed Londynem zorganizowano trzy zgrupowania. To najważniejsze odbyło się w Wiśle, gdzie skoszarowano wszystkie dyscypliny. Był ścisk, mieliśmy problem z realizacją szkolenia - mówi Maciej Lepiato, który w Rio de Janeiro zdobył złoty medal i ustanowił rekord świata w skoku wzwyż (T44).

Alicja Fiodorow podkreśla, że od stycznia br. reprezentanci Polski bardzo ciężko pracowali. Praktycznie co dwa tygodnie wyjeżdżali na dwutygodniowe obozy. - To było coś nowego, wcześniej mieliśmy zazwyczaj trzy lub cztery obozy przed głównymi zawodami. Niemal cały czas byliśmy w rozjazdach. Zrealizowaliśmy bardzo dużo jednostek treningowych. To okazało się dość męczące, ale opłacalne z perspektywy czasu. Przypuszczam, że gdybyśmy mieli mniej obozów, to nie byłabym tak dobrze przygotowana - opisuje srebrna medalistka z Rio w biegu na 100 m i 200 m (T47).

Słowa te potwierdza Milena Olszewska, która zdobyła brąz w łuku klasycznym - Zostałam wyposażona w naprawdę profesjonalny sprzęt łuczniczy. Sądzę, że ten program odciążył też troszeczkę nasze związki sportowe. Mogliśmy sobie na więcej pozwolić i dzięki temu skorzystali inni zawodnicy - opisuje zawodniczka pochodząca z Czarnkowa.

Projekt zapewnił również odżywki, suplementy diety, specjalistyczny monitoring i badania lekarskie. Ponadto zagwarantował wsparcie lekarsko-fizjoterapeutyczne, dietetyków oraz psychologów sportu.

Wspólna kolekcja

Marka 4F wyprodukowała i dostarczyła 40 damskich i 130 męskich zestawów dla paraolimpijczyków, w tym dla sportowców, trenerów i załogi teamu. Każdy zestaw zawierał ubrania, buty oraz akcesoria. - Kolekcja, która została przekazana paraolimpijczykom to pod względem technologii i wzornictwa ta sama kolekcja, którą przygotowaliśmy również dla olimpijczyków, oczywiście z uwzględnieniem specyficznych uwarunkowań sportowców niepełnosprawnych. W sierpniu na warszawskim Torwarze podczas wydawania zestawów paraolimpijczycy mieli możliwość indywidualnego dopasowania stroju, co w przypadku osób niepełnosprawnych odgrywa kluczową rolę - informuje Daria Sulgostowska z biura prasowego OTCF, właściciela marki 4F. Dodaje, że prace nad każdą kolekcją trwają około dwóch lat, tak też było przed Rio de Janeiro. Wpływ na końcowy efekt miał kilkudziesięcioosobowy zespół marki 4F, w tym m.in. projektanci, graficy i technolodzy odzieży.

Została przygotowana kolekcja olimpijska składająca się z trzech linii: defiladowej, treningowej oraz w stylu sport casual. Jej pomysłodawcy postawili na połączenie nowoczesnego designu z barwami narodowymi. Poza bielą, użyto czerwonego neonu. Twórców zainspirowała m.in. kultura brazylijska.

W ubraniach zostały zastosowane niewidoczne wykończenia i dzianiny strukturalne 3D. - Dodatkowo wykorzystano technologie szybkoschnące o powiększonej powierzchni włókien dla lepszego zarządzania wilgocią, technologie antybakteryjne uwalniające od bakterii i przykrego zapachu oraz technologie chłodzące pomagające utrzymać optymalną temperaturę ciała podczas aktywności fizycznej - opisuje Daria Sulgostowska.

Docenić medalistów

Polska wysłała 90 reprezentantów w 13 dyscyplinach. Rolę chorążego reprezentacji pełnił Rafał Wilk. - Byłem zaskoczony propozycją, nie spodziewałem się jej. Później w głowie pojawiła się klątwa chorążego, która wiadomo z czym się wiąże. Przemyślałem to sobie, rano podjąłem decyzję. Uznałem, że jestem dobrą osobą, żeby to przełamać - opisuje handbiker.

41-latek przywiózł z Rio de Janeiro dwa medale: złoty i srebrny. Lepszym dorobkiem z reprezentacji Polski może pochwalić się jedynie Natalia Partyka, która dwukrotnie wysłuchała Mazurka Dąbrowskiego. Najpierw wygrała zmagania indywidualne (klasa 10), sięgając po swoje czwarte kolejne złoto na Igrzyskach Paraolimpijskich. Później odniosła sukces wspólnie z drużyną, która w finale (klasa 6-10) pokonała 2:1 Chinki. Dorobek reprezentantów opisaliśmy na naszych łamach (http://naszesprawy.eu/aktualnosci/11718-medalowa-kronika-z-rio-de-janeiro.html).

Ministerstwo Sportu i Turystyki przewiduje już identyczne nagrody finansowe za medale zdobyte przez olimpijczyków i paraolimpijczyków. Jeszcze w Londynie był wyraźny podział na niekorzyść sportowców z niepełnosprawnością. W tym roku stawki te zostały znacznie podniesione i są największe w historii.

- W ocenie ministra sportu kwota wynikająca z poprzedniego rozporządzenia była zbyt niska, aby w sposób należyty uhonorować wybitne osiągnięcie sportowe, jakim niewątpliwie jest zdobycie medalu na igrzyskach olimpijskich, igrzyskach paraolimpijskich lub igrzyskach głuchych - mówi Katarzyna Kopeć-Ziemczyk. Dodaje, że wypłata nagrody następuje do końca roku kalendarzowego. Wywalczenie złota oznacza 64,4 tys. zł, srebra - 46 tys. zł, a brązu - 36,8 tys. zł. Resort zmienił też rozporządzenie dotyczące warunków przyznawania nagród pieniężnych dla paraolimpijczyków. Mogą na nie liczyć medaliści, a wcześniej warunkiem było 12 uczestników konkurencji.

- Dochodziło do kuriozalnych sytuacji. Przywoziłem złoto okraszone rekordem świata, ale nie miałem ani nagrody za medal, ani stypendium. A nikomu nie umniejszając spadochroniarz miał szesnastu zawodników, zajął ósme miejsce z bardzo słabym wynikiem i nagle okazywało się, że otrzymywał stypendium ministerialne. To dotyczyło też innych dyscyplin, nawet pełnosprawnych sportowców. Ja stypendium ministerialnego nie widziałem od Londynu, a od 2011 r. sport traktuję jako pracę, a nie hobby - opisuje Maciej Lepiato.

Finansowe wsparcie gwarantuje też PKN Orlen, który podjął współpracę z Polskim Komitetem Paraolimpijskim. Koncern został sponsorem, a umowa ma obowiązywać do października 2017 r. Wcześniej firma wspierała niepełnosprawnych lekkoatletów, sześciu złotych medalistów jest stypendystami programu „Pełnia Życia".

Rio z rekordami

Poziom sportu paraolimpijskiego wzrasta. Zbigniew Lewkowicz, trener sekcji lekkoatletycznej Gorzowskiego Związku Sportu Niepełnosprawnych Start oraz szkoleniowiec kadry narodowej para olimpijczyków, nigdy nie ukrywał obaw związanych z Letnimi Igrzyskami Paraolimpijskimi w Rio de Janeiro. Głównie ze względu na odległość od Europy, klimat, różnego rodzaju zmiany i czynniki zewnętrzne. - Jestem dumny, że Polacy też idą do przodu, choć mamy znacznie mniejsze możliwości, jeśli chodzi o sprzęt rehabilitacyjny, technologię ortopedyczną, wózki, protezy itp. Nie wspominam już o możliwościach treningu, moim zdaniem obiekty sportowe są na bardzo słabym poziomie. O poziomie sportowym naszej reprezentacji świadczą medale, a nie było łatwo o nie. Padło ponad 240 rekordów, więc to jest liczba, która musi kłaść na kolana sportowców - mówi trener reprezentacyjnych lekkoatletów.

Dwa zwycięstwa reprezentantów Polski zostały okraszone rekordami świata. Ewa Durska uzyskała rezultat 13,94 m w finale pchnięcia kulą (F20). - Przed Rio nie myślałam o rekordzie. Po zdobyciu medalu przebiegłam wokół stadionu. Wszyscy stali i klaskali, byli tak uśmiechnięci. To nic, że ja nie byłam z Brazylii. Czułam, że jestem doceniona - opowiada 39-latka.

Maciej Lepiato w finale skoku wzwyż (T44) osiągnął wysokość 2,19 m. - Dla mnie rekord świata jest ważny, bo to gratyfikacja finansowa. Od marca jestem szczęśliwym tatą, w przyszłym roku ślub, więc na kwestie finansowe patrzę inaczej, bo trzeba zadbać o rodzinę - mówi 28-latek.

Wiele miejsca poświęcono rozstrzygnięciu finałowego biegu na 1500 m (T13). Czterech zawodników uzyskało lepszy wynik niż Amerykanin Matthew Centrowitz jr, który na tym samym dystansie zdobył mistrzostwo olimpijskie w Rio de Janeiro.
- To sprawa pompowana przez media. Trenerzy, którzy siedzą w lekkiej atletyce, nie byli zaskoczeni. Na pewno na Igrzyskach Olimpijskich w Rio sprawni zawodnicy biegali na medale, a nie na czas. Na Igrzyskach Paraolimpijskich od początku biegli na czas i wyniki były rewelacyjne jak na światowy poziom sportu osób niepełnosprawnych. Gdyby zawodnicy pełnosprawni pobiegli tak w mitingu, gdzie organizatorzy płaciliby za rekordy, to trzeba byłoby na to inaczej patrzeć - opisuje Zbigniew Lewkowicz.

W TV i Internecie

Wiele emocjonujących relacji można było obejrzeć w TVP1 i TVP Sport, a także na stronie internetowej sport.tvp.pl. - Po doświadczeniach z poprzednich lat, jak i znakomitych występach naszych paraolimpijczyków w poprzednich igrzyskach, zdecydowaliśmy się na zakup praw do Paraolimpiady w Rio de Janeiro. To było nie tylko wypełnienie misji przez Telewizję Polską, lecz także docenienie tych wybitnych sportowców. Zdobytymi medalami w Rio udowodnili, że warto na nich stawiać - mówi Marek Szkolnikowski, zastępca dyrektora TVP Sport.

Blok paraolimpijski był nadawany na żywo od ok. 23:30 i trwał po 3 godziny. Z kolei ok. 8:30 program „Pełnosprawni - nasze Rio" stanowił podsumowanie zakończonego dnia. Oprócz ceremonii otwarcia i zamknięcia, telewizja postawiła przede wszystkim na lekką atletykę, pływanie, tenis stołowy i szermierkę.

- Specyfika zmagań osób z niepełnosprawnościami sprawiała, że nie byliśmy w stanie pokazać wszystkich występów Polaków. Telewizja Polska nabyła prawa za pośrednictwem Europejskiej Unii Nadawców. Ta organizacja przygotowała cztery kanały z wydarzeniami olimpijskimi. Z niektórych dyscyplin, jak np. kolarstwa szosowego, EBU w ogóle nie produkowała sygnału międzynarodowego - mówi Marek Szkolnikowski. Dodaje, że transmisje z Igrzysk Paraolimpijskich w Rio oglądało w TVP1 i TVP Sport średnio ok. 100 tys. widzów. Największym zainteresowaniem cieszyły się: ceremonia otwarcia, zawody lekkoatletyczne oraz finał drużynowych zmagań w tenisie stołowym kobiet, w którym reprezentacja Polski wywalczyła złoty medal. Średnia oglądalność dla tych transmisji wyniosła ok. 300 tys. osób, a w szczytowym momencie nawet 500 tys.

Treści wideo on-line były też udostępniane Internecie. Na stronie internetowej sport.tvp.pl zostały odtworzone ponad 496 tys., natomiast na oficjalnym profilu TVP Sport na Facebooku - aż 2,1 mln razy.
- Letnie Igrzyska Paraolimpijskie pokazały, że warto je oglądać, bo możemy zobaczyć obrazki, których nie mamy na co dzień. Basia Niewiedział dosłownie rzutem na taśmę wywalczyła brąz i to był jeden z najbardziej niesamowitych momentów w Rio. Myślę, że ludzie zobaczyli sportowców w osobach z niepełnosprawnościami - opisuje Łukasz Szeliga.

Muzyczne przesłanie

Dzięki TVP doszło do telewizyjnej premiery teledysku „Niepokonani" (https://www.youtube.com/watch?v=iUd4wOMDPfY). Zespół Piersi przygotował ten utwór na bazie „Bałkanicy". W ten sposób muzycy spontanicznie zareagowali na teledysk przygotowany dla brytyjskich paraolimpijczyków. Pokazał im go dyrektor Fundacji Piersi Mirosław Paszkowski. - Zachwycił nas pomysł i stwierdziliśmy, że Polacy też zasługują na taki gest. „Bałkanica" od razu była brana pod uwagę, ponieważ kojarzy nam się nie tylko z dobrą zabawą, ale również z występami biało-czerwonych na różnych stadionach i boiskach świata - opisuje Adam Asanov, wokalista zespołu Piersi.

Teledysk do utworu wspierającego paraolimpijczyków powstał 30 sierpnia na stadionie AWF w Warszawie. Na planie nie zabrakło reprezentantów Polski, którzy później pokazali się w Rio de Janeiro. Specjalnie przybyli też m.in. Jerzy Kryszak, Skiba, a całość wyreżyserował Antoni Królikowski.

- Przyjaciół nie trzeba długo namawiać. Tak było również w tym przypadku, zwłaszcza że każdy z przybyłych gości wspiera ideę uprawiania sportu przez osoby z dysfunkcjami - mówi Adam Asanov.

O muzyczny akcent zadbał też Wojciech Makowski. Jeszcze przed wylotem do Rio de Janeiro przedstawił teledysk do utworu „Igrzysk czas" (https://www.youtube.com/watch?v=m2p9Qs093CY). 24-latek postanowił przybliżyć specyfikę sportu paraolimpijskiego. - W miarę możliwości zajmuję się muzyką. Przed Rio pojawiła się wewnętrzna potrzeba, że muszę coś zrobić, nie tylko tam pojechać. Nie jest to jednak mój sposób na przygotowywanie się do startu, bo mnie muzyka wręcz denerwuje przed zawodami. Wtedy wyciszam się, koncentruję się, ale to sprawa indywidulana - opisuje zdobywca srebrnego medalu na 100 m stylem grzbietowym (S11).

Zarazić sukcesami

TVP nie posiada jeszcze praw do zmagań w PjongCzang w 2018 r. oraz Tokio w 2020 r. Dotyczy to zarówno rywalizacji olimpijczyków, jak i paraolimpijczyków. - Staramy się jednak, by licencje do tych imprez nabyć. Jest to dla nas bardzo ważne i odpowiednie rozmowy są już prowadzone - poinformował Marek Szkolnikowski.

Sukces sportowy w Rio de Janeiro oraz zaangażowanie telewizji mogą przyspieszyć rozwój sportu paraolimpijskiego w Polsce. Maciej Lepiato uważa, że było błędne koło. Sponsorzy nie przychodzili, bo sport nie pojawiał się w mediach. Sponsorzy nie angażowali się, to i nie było dofinansowania i mediów. - Bardzo fajnie, że Rio zostało pokazane. Rozmawiałem z różnymi ludźmi po przylocie do Polski i niektórzy powiedzieli, że muszą sobie przewartościować życie. Kiedyś chodzili smutni, bo deszcz pada, nie świeci słońce, ucho boli czy swędzi lewa noga. Przekonali się, że osoby z większymi problemami nie narzekają i spełniają się w 100 proc. - opisuje 28-latek. Według niego ważne, że polski kibic mógł sobie wyrobić własne zdanie na temat sportu paraolimpijskiego. Wcześniej spora część społeczeństwa bazowała na stereotypach.

Zbigniew Lewkowicz uważa, że przekaz medialny może przyciągnąć potencjalnych reprezentantów kraju do klubów sportowych. - Jest bardzo dużo osób niepełnosprawnych, które nie wierzą w siebie lub nie wiedzą, że mogą rozpocząć przygodę ze sportem. Chciałbym, żeby to pasmo sukcesów zaraziło jak najszerszą grupę. Czekamy na chętnych w całej Polsce - mówi trener reprezentacyjnych lekkoatletów.

Według Łukasza Szeligi paraolimpijczycy pokazali, jak można się rehabilitować poprzez sport. – Kiedy ktoś namawiał mnie na sport, to pukałem się w głowę. Poszedłem na pierwszy trening i zrozumiałem, że ruch jest najbardziej potrzebny tym, którzy mają ograniczenia. Rio pokazało, że światy osób niepełnosprawnych i pełnosprawnych mogą być bliżej siebie. Nie ma się co wstydzić swoich ograniczeń - mówi prezes Polskiego Komitetu Paraolimpijskiego oraz prezes Zarządu PZSN Start.

Zdaniem medalistów

Rafał Wilk, kolarstwo szosowe: złoty medal w jeździe indywidualnej na czas (H4) i srebrny medal w wyścigu ze startu wspólnego (H4)
Jechałem do Rio z celem walczenia o dwa złote medale. Trochę się zawiodłem, kiedy zobaczyłem trasę. Myślę, że to była najbardziej zepsuta trasa, jaka mogła być i tym bardziej na imprezie takiej rangi. Jeździliśmy praktycznie po stole. Było tak płasko, generalnie ani metra wzniesienia. Trudno, ktoś o tym zadecydował. Taka trasa była i należało się do niej dostosować. Tak też zrobiłem.
Jazda na czas to jest etap prawdy. Każdy jedzie ze sobą, walczy ze sobą. Jeśli ktoś jest przygotowany, to później są wyniki. Następnego dnia odbył się wyścig ze startu wspólnego. Tempo było mocne, tylko tym coś można było zrobić.
Ogromnie cieszę się ze srebrnego medalu. Tym bardziej nie muszę mówić, że trasa była pode mnie czy nie pode mnie. Nie można było zrobić żadnej selekcji naturalnej. Srebrny to też jest medal.

Ewa Durska, lekka atletyka: złoty medal i rekord świata w pchnięciu kulą (F20)
Nawet nie myślałam o rekordzie świata, chciałam zdobyć medal. Z Sydney i Londynu też mam złoto, ale w Rio zamierzałam pokazać, że jestem najlepsza i zawsze można na mnie liczyć. Wchodząc na start miałam w głowie tylko jedno: „Muszę wygrać i pokazać Polsce, że potrafimy". Przed moim występem reprezentacja nie miała jeszcze złotego medalu, ja sięgnęłam po ten pierwszy. Nie mogłam doczekać się Mazurka Dąbrowskiego.
Dla mnie najważniejsze jest, że ten medal przekażę dla dziewczynki z Goleniowa, która zachorowała na białaczkę. Pomysł pojawił się w ostatnich dniach. Początkowo myślałam o wybraniu domu dziecka. Jednak po przemyśleniach stwierdziłam, że więcej zrobię dla tej rodziny. Już rozmawialiśmy o zorganizowaniu licytacji, wszystkim zajmie się szkoła. Chcemy to nagłośnić na całą Polskę, żeby zebrać jak najwięcej pieniędzy.

Maciej Lepiato, lekka atletyka: złoty medal i rekord świata w skoku wzwyż (T44)
Pierwszy trening po Londynie był tak naprawdę już pod Rio de Janeiro. Chciałem, żeby w tym czteroletnim okresie co roku przywozić złoty medal z głównej imprezy i uzyskiwać rekord świata. Założony cel udało się zrealizować z nawiązką. Jednak jest coraz trudniej, bo ciągle rośnie poziom sportowy. Po każdym sezonie siadamy z trenerem, żeby wyciągnąć wnioski pozytywne i negatywne. Uczymy się na swoich błędach, bo takie też są zawsze. Próbujemy zmian, coś dodajemy, coś zabieramy. Medal oznacza, że te wszystkie wyrzeczenia, rozłąki z rodziną, wyjazdy, mają sens.
Najważniejszym czynnikiem, który wpłynął na dobry występ w Rio, był program „Olimpijczyk". Zapewnił nam spokój w przygotowaniach, można było sobie wszystko zaplanować. Teraz mamy dłuższą przerwę, a mnie czeka zabieg.

Alicja Fiodorow, lekka atletyka: srebrne medale w biegu na 100 m i 200 m (T47)
Cztery lata temu w Londynie zdobyłam medale srebrny i brązowy. Teraz dwa srebrne, więc jest lepiej. Gdyby ktoś mi je przepowiedział kilka miesięcy temu, to byłabym zdziwiona.
Od ubiegłego roku mam nową konkurentkę Amerykankę, która w Rio zdobyła dwa złota. Wiedziałam, że ciężko będzie walczyć o medale, więc brałabym je w ciemno przed wyjazdem. Jechałam z nastawieniem, że gdzieś wywalczę choć brązowy krążek. Też nie wiedziałam w jakiej dyspozycji są moje przeciwniczki, sprawdzałam rankingi. Gdyby Kubanka, która od lat praktycznie wszystko wygrywała, była w swojej dyspozycji, to prawdopodobnie wróciłabym z dwoma brązowymi medalami.
Dwa srebra są dla mnie niesamowitym sukcesem. Oznaczają, że jeszcze nie pora na zakończenie kariery. Trzeba walczyć dalej i przygotować się do przyszłorocznych mistrzostw świata w Londynie, które odbędą się już w lipcu.

Wojciech Makowski, pływanie: srebrny medal na 100 m stylem grzbietowym (S11)
To były moje pierwsze Letnie Igrzyska Paraolimpijskie. Narzekanie na wyniki byłoby zwykłą zachłannością z mojej strony. Zdobyty medal jest najlepszym ukoronowaniem pracy, którą wykonywaliśmy przez ostatnie lata. To nagroda za wszystkie poświęcenia i niepewność.
Przed startem starałem się nie myśleć o medalu, choć w podświadomości jest on marzeniem, które chciałoby się zrealizować. Tłumaczyłem sobie, że trenowałem, żeby przyjechać do Rio. Teraz trzeba skoczyć do wody, a dystans na zawodach jest niczym w porównaniu z dystansem na treningach. Trzeba popłynąć jak najlepiej, można zawalczyć ciałem, a myśleniem się nic nie zrobi.
Jestem osobą niewidomą. Kiedy już dopłynąłem, to nie wiedziałem, które miejsce zająłem. Moment wyjścia z wody był bardzo trudny, bo nie miałem pojęcia, co się wydarzyło. O wyniku dowiedziałem się od trenera. Dotarło to do mnie kilka godzin później, dopiero po opuszczeniu basenu z medalem w ręku. Podczas dekoracji byłem jeszcze tym wszystkim oszołomiony.

Milena Olszewska, łucznictwo: brązowy medal w łuku klasycznym
Start w Rio de Janeiro mogę uznać za udany, zwłaszcza indywidualny. Dziewczyny z Iranu i Chin były najmocniejsze, dwa pierwsze miejsca zajęły zasłużenie. Wśród kolejnych dziewczyn rozegrała się walka o brąz. W tej grupie udało mi się być najlepszą, to bardzo dobry rezultat.
Medal stanowi dla mnie kolejny ważny punkt w łuczniczej karierze, która może jeszcze nie jest zbyt długa, trwa dziewięć lat. Cały czas mam wrażenie, że to dopiero początek tej pięknej przygody. W Rio potwierdziłam, że Londyn nie był przypadkiem [brązowy medal - przyp. red.] Moim marzeniem jest długo utrzymać się w światowej czołówce. Sądzę, że powoli, systematycznie realizujemy ten plan. Ten medal jest kolejnym krokiem.
Kiedy kończą się Igrzyska Paraolimpijskie, to w głowie zawodnika pojawiają się kolejne. W moim przypadku też tak jest. Cztery lata to dużo czasu, wiele się może wydarzyć, ale chciałabym wytrwać, wystartować i powalczyć o cos więcej.

Zobacz galerię...

Marcin Gazda
Data publikacji: 05.10.2016 r


Budowa portalu i digitalizacja wydań archiwalnych
zostały dofinansowane ze środków PFRON