Data dodania: 25.10.2017

W Polsce za mało przeszczepów, również od żywych dawców

900-1000 transplantacji przeprowadzają rocznie w Polsce lekarze. To wciąż za mało, a potrzeby będą rosły – ocenili eksperci podczas konferencji prasowej w Zabrzu. Zaledwie 5 proc. przeszczepów stanowią te od żywych dawców.

Jak poinformował 24 października konsultant krajowy w dziedzinie transplantologii klinicznej prof. Lech Cierpka – na przeszczep nerki w kraju czeka ok. 1300-1400 osób, na serce - 350 osób, na wątrobę - 350, trzustkę 50 osób, na płuco – 70 osób, na rogówkę 3 tys. osób, na przeszczep szpiku – 3,4–4 tys. osób.

- Rocznie w Polsce przeprowadza się ok. 900 - 1000 transplantacji, w tym ok. 250 transplantacji wątrób, 80 - serca, 30-40 trzustek, 30 transplantacji płuc. Trzeba pamiętać, że schyłkowa niewydolność narządów jest przypisana do społeczeństwa starzejącego się – powiedział prof. Cierpka podczas konferencji, zorganizowanej w przededniu obchodzonego 26 października Światowego Dnia Donacji i Transplantacji przez Śląskie Centrum Chorób Serca (ŚCCS) w Zabrzu – jeden z czołowych ośrodków transplantacyjnych w kraju.

- Gdybyśmy byli na poziomie donacji naszych południowych sąsiadów – Czechów - uratowalibyśmy dużo więcej osób – podkreślił dyrektor ŚCCS prof. Marian Zembala. Transplantolodzy zgromadzeni na zabrzańskiej konferencji apelowali o wzmożenie wysiłków w celu zwiększenia liczby dawców. Jak wskazywali, bariery tkwią zarówno w systemie organizacji przeszczepów, jak i w świadomości, zarówno społeczeństwa, jak i kadry medycznej.

Prof. Andrzej Więcek ze Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach, powiedział, że żywych dawców jest w Polsce znacznie mniej, niż w Stanach Zjednoczonych czy krajach skandynawskich. - Ten odsetek jest niższy niż 5 proc. W innych krajach – Stanach Zjednoczonych, krajach skandynawskich przekracza 40 proc. My jesteśmy jeszcze dość daleko, to zdecydowanie za mało– ocenił.

Jak mówił prof. Więcek, wielu potencjalnym dawcom, którzy chcieliby oddać komuś bliskiemu nerkę lub fragment wątroby, uniemożliwia to stan zdrowia; przeszkodą jest np. nadciśnienie czy choroba serca. - Trzeba być perfekcyjnie zdrowym i staramy się nie liberalizować tych kryteriów – zastrzegł.
Jak podkreślił, życie z jedną nerką jest całkowicie bezpieczne. - Przyjaciel, który ma 60 parę lat powiedział mi ostatnio, że miał robione USG i okazało się przy okazji, że ma tylko jedną nerkę. Urodził się z jedną, nigdy nie chorował. Życie z jedną nerką nie ma najmniejszego wpływu na losy tych osób, na jakość i długość ich życia, kobiety mogą bez problemu rodzić dzieci – wyjaśniał.

Swoimi doświadczeniami dzieliła się z uczestnikami konferencji mama Antoniego, który już w pierwszym roku życia musiał przejść przeszczep wątroby, a dawcą była właśnie pani Agata. - Matka zrobiłaby wszystko dla dziecka, to oczywiste. Operację przespałam, potem bardzo bolało, ale byłam pod dobrą opieką. Teraz mam tylko bliznę, którą uważam za swoją ozdobę. Wszystko się udało, jesteśmy szczęśliwą rodziną– opowiadała dziennikarzom.

Prof. Więcek ocenił, że pracujący w szpitalach koordynatorzy, którzy czuwają nad tym, aby zgłaszać potencjalnych dawców, "odegrali fantastyczną rolę". Jego zdaniem byłoby dobrze, gdyby było ich więcej, bo obecnie to często jeden koordynator na duży szpital. - W tych oddziałach, gdzie potencjalnie dawcy mogą być – urazowe, neurochirurgiczne - próbujemy docierać do tych osób, żeby ich świadomość zwiększyć. Rozmawiając z ordynatorami czy osobami odpowiedzialnymi w wielu przypadkach widzimy, że nie są do końca przekonani, że to jest potrzebne. To ważne, by tym osobom pokazywać, ile osób może uratować jeden dawca, bo można od jednej osoby pobrać serce, nerki, wątrobę, trzustkę rogówkę. Chcemy tam docierać, edukować również tych ordynatorów – powiedział, podkreślając, że wskazana byłaby w tym zakresie większa kontrola czy nadzór, by nie tracić możliwości pobrań narządów. (PAP)

Anna Gumułka
Data publikacji: 25.10.2017 r.


Budowa portalu i digitalizacja wydań archiwalnych
zostały dofinansowane ze środków PFRON