Data dodania: 09.12.2016

„WYBITNA" Reha for the Blind

Pałac Kultury i Nauki w Warszawie przez dwa pierwsze dni grudnia stał się szczególnym miejscem dla osób niewidomych i słabowidzących w Polsce. Tu właśnie od czternastu lat obchodzą swoje największe święto, na które przyjeżdżają z wielu zakątków kraju, jak również z zagranicy. Nazywa się „Reha for the Blind in Poland".

Głównym organizatorem całego ciągu wydarzeń zwanych konferencją Reha for the Blind jest Fundacja Szansa dla Niewidomych, która w tym roku obchodzi także jubileusz 25-lecia istnienia. W tym ogromnym przedsięwzięciu wspierają ją inne znane organizacje środowiska osób niewidomych - Towarzystwo Opieki nad Ociemniałymi w Laskach, Polski Związek Niewidomych i Specjalne Ośrodki Szkolno-Wychowawcze. Dla wielu osób z dysfunkcją wzroku Reha for the Blind to jedyna okazja i możliwość poznania najnowszych rozwiązań i produktów rehabilitacyjnych stworzonych na świecie dla osób niewidomych, innowacyjnych projektów i pomysłów, które niwelują kolejne bariery utrudniające im pełną integrację, aktywność społeczną i zawodową. Jest to również możliwość zaznajomienia się z aktualnymi zmianami i trendami zachodzącymi w naszym kraju, a dotyczącymi tej grupy. Ale nie tylko to. Jest to także okazja poznania wielu ciekawych ludzi, nawiązania nowych znajomości, spotkania się po roku z przyjaciółmi, a wreszcie okazja na skorzystanie z dużej dawki rozrywki. W tym roku przygotowano prawdziwy maraton dla kinomanów z nocną projekcją filmów polskiego kina z audiodeskrypcją.

Tegoroczną XIV edycję Reha for the Blind, którą honorowym patronatem objęła małżonka prezydenta RP Agata Kornhauser-Duda, zatytułowano „Wybitni niewidomi - ich wpływ na rozwój nowoczesnych społeczeństw". Pani prezydentowa w swoim liście przekazanym do uczestników konferencji nawiązała do jej tyłu, pisząc, że „przykład wielu osób ze świata artystycznego i naukowego i ich dokonania są doskonałym dowodem na to, że będąc osobą niepełnosprawną można wiele osiągnąć i w pełni uczestniczyć w życiu. Jestem przekonana, że ta wyjątkowa konferencja przyczyni się do tego jeszcze bardziej".

Podczas konferencji przedstawiano sylwetki różnych wybitnych osób niewidomych, którzy stawiani są za wzór do naśladowania, i którzy łamali stereotypowe postrzeganie osoby niewidomej.
- Właśnie ich śladami podąża wielu niewidomych, w tym beneficjenci naszej Fundacji, którzy podejmują zatrudnienie w branżach, które jeszcze do niedawna były dla niewidomych nieosiągalne - studiują, rozwijają swoje zdolności, pasje, oraz przełamują różne bariery, które je krępują - powiedział Marek Kalbarczyk, prezes Fundacji Szansa dla Niewidomych. - Dlatego w tym roku zdecydowaliśmy się. przypomnieć niektórych wybitnych niewidomych, którzy pomimo różnych utrudnień zapisali się na kartach historii i wpłynęli na rozwój nowoczesnych społeczeństw. Wielu niewidomych zmieniało nasz świat na lepszy, a kolejne pokolenie powinny to kontynuować.
Anna Woźniak-Szymańska, prezes Polskiego Związku Niewidomych, dodała: - Wszystkie działania organizacji pracujących na rzecz osób niewidomych i niedowidzących, były i są okupione ogromnym wysiłkiem tak wybitnych, jak i mniej wybitnych, lecz pracowitych ludzi, którym nieustannie zależy na tym, aby poprawić jakość życia osób niewidomych i zagrożonych utratą widzenia. Im wszystkim należy się nasz ogromny szacunek.
Wybitni muzycy i nie tylko
Marek Kalbarczyk przypomniał o pewnym zdarzeniu, jakie miało miejsce ponad 20 lat temu, kiedy wybitny polski pianista jazzowy Janusz Skowron, został okradziony z całego sprzętu rehabilitacyjnego, w tym z komputera mówiącego, brajlowskiego monitora i innych urządzeń. Fundacja zorganizowała wtedy charytatywny koncert, aby zebrać środki na nowy sprzęt dla artysty, a w tamtych czasach był on bardzo drogi. Na koncercie w Teatrze Buffo dla Janusza Skowrona i dla Fundacji grali takie osobistości, jak Tomasz Stańko, String Connection, Lady Punk, Pefrect, Edyta Bartosiewicz i inni. - Oni grali wtedy dla wszystkich niewidomych, tak to odebrało całe środowisko - dodaje Marek Kalbarczyk.

Wybitni niewidomi kojarzą się wielu osobom w pierwszej chwili z muzykami. I rzeczywiście, muzyka zrodziła - jeśli tak można powiedzieć - wielu wspaniałych niewidomych artystów. Joanna Szafrańska z Fundacji Szansa dla Niewidomych przybliżyła sylwetki niektórych z nich. Naczelne miejsce zajmuje wśród nich Ray Charles, który zmarł w 2004 roku. Wzrok zaczął tracić jako dziecko, aby w wieku siedmiu lat zupełnie oślepnąć. Muzyka była wszystkim co mały Ray kochał. I ona mu się odwdzięczyła. Frank Sinatra powiedział o nim, że jest jedynym geniuszem w branży muzycznej. Śpiewał country, gospel, bluesa, kształtował rythm and bluesa, miał ogromny wpływ na muzykę, a przez swoją charyzmę, popularność i osobowość także na społeczeństwo. To on był pierwszym artystą, który postawił warunek, że nie będzie występował w klubach i salach, które kierują się segregacją rasową - biała publiczność zajmowała przód sali, a czarna jej tył. Stan Georgia, gdzie się urodził wyrzekł się go wtedy jako swojego obywatela. Lecz w 1977 roku władze Georgii oficjalnie przeprosiły artystę, a jego hit „Georgia on my mind" ogłoszono oficjalnym hymnem stanu. Ray Charles prowadził również działalność charytatywną, zebrał ponad 20 mln. dolarów, aby pomagać młodym afroamerykanom w edukacji. Założył również fundację, której celem stało się prowadzenie badań nad ratowaniem słuchu, uważał bowiem, że nie brak wzroku, lecz słuchu, uczyniłby z niego dopiero osobę niepełnosprawną.
- Ray Charles z własnych środków sfinansował także wielu głuchym wszczepienie implantu ślimakowego. Choć nie żyje, jego postać wciąż inspiruje nowe pokolenia - mówi Joanna Szafrańska.

Za geniusza muzycznego uważa się także żyjącego Stevie Wondera, urodzonego w 1950 r. Stevie stracił wzrok z powodu wcześniaczej retinopatii. Był tak uzdolniony muzycznie, że gdy w wieku 11 lat przedstawił agentowi swój utwór muzyczny, wytwórnia płytowa natychmiast podpisała z nim 5-letni kontrakt. Rok później pojechał w swoją pierwszą trasę koncertową. Stevie Wonder zdobył łącznie 24 nagrody Grammy - najwyższe trofea w świecie muzyki rozrywkowej. Podobnie jak Ray Charles miał wielki wpływ na muzykę i społeczeństwo, on również założył fundację („We are you") wspierającą osoby niewidome. To ona wywalczyła, że dokumenty chronione prawem muszą być przetwarzane na formaty dostępne dla osób niewidomych. Gdy dał w 1989 roku koncert w Polsce, cały dochód przeznaczył na ośrodek w Laskach, który przed koncertem odwiedził. To on powiedział: „To że człowiek nie korzysta ze swoich oczu, nie znaczy, że nie widzi".

Innym niewidomym muzycznym geniuszem jest Andrea Bocelli, który urodził się w 1958 roku we Włoszech. Wzrok stracił w wyniku jaskry i wylewu doznanego w wieku 12 lat podczas gry w piłkę. Jego talent muzyczny zauważono w szkole, i choć marzył o karierze tenora, wybrał studia prawnicze na Uniwersytecie w Pizie, śpiewem dorabiając w barach, pubach i klubach. Być może świat nigdy nie poznałby jego talentu, gdyby nie Fornaciari Zucchero, muzyk, który na początku lat 90. szukał tenora do duetu podczas trasy koncertowej. Bocelli wysłał mu kasetę ze swoim śpiewem, a ten pokazał ją Pavarottiemu, aby ocenił jego śpiew. Pavarotti po przesłuchaniu kasety odpowiedział mu, że nie musi więcej nikogo szukać. Zucchero zabrał Andreę w trasę koncertową, która okazała się ogromnym międzynarodowym sukcesem.
- Koncerty Bocelliego wszędzie przyciągają tłumy, a nagrania zdobywają nagrody. Także Andrea założył charytatywną fundację, pomaga ona osobom wydostać się z biedy - mówi Joanna Szafrańska.

Podczas tego wydarzenia przypomniano także postać wybitnego niewidomego polskiego muzyka, niestety mało znanego poza środowiskiem muzycznym z powodu przedwczesnej tragicznej śmierci w 1973 r. To pianista jazzowy Mieczysław Kosz. Urodził się w 1944 roku w wielodzietnej rodzinie, we wsi Antoniówka, a wzrok stracił w wieku 12. lat na skutek postępującej jaskry. To matka zaraziła go muzyką śpiewając mu ludowe piosenki, a potem umieszczając syna w ośrodku dla niewidomych dzieci w podwarszawskich Laskach. Tam szybko zauważono jego talent muzyczny, co też spowodowało, że niedługo trafił do muzycznej szkoły dla ociemniałych dzieci w Krakowie. Znakomita pedagog fortepianu prof. Romana Witeszczakowa przekazywała mu wiedzę muzyczną i szlifowała technikę gry. Grając już później w krakowskich, zakopiańskich, warszawskich klubach i kawiarniach, aż po występ na Jazz Jambore w 1967 roku, szybko zdobył uznanie i sławę w środowisku jazzowym, które obwołało go jednym z największych i najoryginalniejszych talentów w polskiej muzyce. Jego styl gry porównywano do Billa Evansa, czerpał jednak także inspiracje z muzyki romantycznej i z folkloru. Kosz zaczął koncertować w Europie, zagrał również na najbardziej prestiżowym jazzowym festiwalu w Montreux, gdzie wystąpił Bill Evans. Gdy wydawało się, że sława i sukces otworzyły przed nim szeroko swoje podwoje, Mieczysław Kosz ginie tragicznie, wyskakując z okna mieszkania (podejrzewa się samobójstwo). Najbogatszym źródłem informacji o niezwykłym pianiście jest biografia „Tylko smutek jest piękny", autorstwa Krzysztofa Karpińskiego.
- Polski Związek Niewidomych wydał audiobook tej książki, nagrania dokonał aktor Henryk Machalica, który pięknie ją czyta, jest więc dostępna w Bibliotece PZN - mówi Krzysztof Karpiński.
Na wykład o niewidomym pianiście Mieczysławie Koszu przyszedł znany aktor Piotr Adamczyk.

Publikacje o wybitnych niewidomych
Elżbieta Oleksiak z Polskiego Związku Niewidomych w swoim referacie przedstawiła różne publikacje wydane o wybitnych niewidomych w Polsce. Warto przypomnieć, że pierwszą publikacją historyczną tego typu jest „Historia niewidomych polskich w zarysie", Ewy Grodeckiej. To jedyna do tej pory książka omawiająca historię niewidomych w trzech okresach: do 1918 roku, od 1918 do 1945 i od 1945 do lat 60.
- Do dziś nie ma książki, która by dokończyła tę wspaniałą historię wybitnych niewidomych - mówi Elżbieta Oleksiak.

Inne ważne książki i publikacje przedstawiające wybitnych polskich niewidomych, z którymi warto się zapoznać, to biografia „A jednak w pamięci", o Janie Silchanie (1889-1971), twórcy szkoły muzycznej w Krakowie dla niewidomych, współtwórcy Centralnego Ośrodka Tyflologicznego w Warszawie i wydawcy czasopism. To również biografia wybitnego śpiewaka operowego Ryszarda Gruszczyńskiego (1916-2001) pt. „Błogosławieństwo ciemności", to biografia o Edwinie Kowaliku (1928-1997) „Życie dźwiękiem pisane", wybitnym pianiście, redaktorze Magazynu Muzycznego, którego dziełem życia było opublikowanie brajlowskiej wersji nut wszystkich kompozycji Chopina, czy też biografia Włodzimierza Gorańskiego (1886-1973) zatytułowana „Dłoń na dźwiękach", wybitnego tyflologa, doktora nauk filozoficznych, studiującego na Paryskiej Sorbonie. Niezwykłą książką jest również „Historia pisana na żywo", prezentująca 40 wybitnych działaczy niewidomych i niedowidzących tworzących historię środowiska, oraz 2-tomowa biografia „Oni torowali drogi", o kilkunastu zasłużonych dla środowiska osobach niewidomych, żyjących w latach (1775-1973)

O innych niezwykłych niewidomych mówiła również Agnieszka Olszewska z Instytutu Rehabilitacji Niewidomych Fundacji Szansa dla Niewidomych, m.in. o Leonhardzie Eulerze (1707-1783), wybitnym szwajcarskim matematyku i fizyku, który już w wieku 14. lat studiował na Uniwersytecie w Bazylii języki klasyczne, teologię, historię, filozofię, matematykę i fizykę. Z jego dokonań korzystają współcześni naukowcy. Wyjątkową postacią była Helen Keller (1880-1968), amerykańska głuchoniewidoma pisarka, pedagog i działaczka społeczna, autorka wielu książek, która podjęła najpierw studia, zdobyła znajomość kilku języków, aby poświęcić życie innym osobom upośledzonym. Wspominano także zmarłego w ubiegłym roku polskiego matematyka, wieloletniego pracownika Instytutu Matematycznego PAN, prof. Witolda Kondrackiego (1950-2015), zajmującego się geometrią różniczkową i teorią pola, a w ostatnich latach życia pracującego w międzynarodowym programie detekcji i fal grawitacyjnych. Drugą pasją prof. Kondrackiego były podróże po świecie, w które także zabierał innych niepełnosprawnych, organizując wiele wypraw. Swoją postawą i pasją inspirował wielu niewidomych, dodając im odwagi, aby nie przestawali realizować swoich zainteresowań i marzeń.

Modele i mapy dotykowe – plusy i mankamenty
Duże zainteresowanie podczas konferencji wzbudziło także wystąpienie Macieja i Agnieszki Kłopotawskich, pt. „Modele i mapy dotykowe znajdujące się w przestrzeni miejskiej", pracowników Politechniki Białostockiej, którzy sprawdzili wszystkie istniejące w Polsce makiety dotykowe, które są atrakcją dla turystów i służyć mają także turystom niewidomym i słabowidzącym. Takich modeli i makiet powstaje w Polsce coraz więcej, ma to związek z przepisami, które zobowiązują inwestorów do przystosowania nowych lub remontowanych obiektów do potrzeb osób niepełnosprawnych, także niewidomych. Makiety stawiane są głównie przed zabytkami i historycznymi obiektami, aby służyły odwiedzającym te miejsca osobom z dysfunkcją wzroku za pomoc umożliwiającą im poznanie obiektu dotykiem i napisem w brajlu. Pierwsze modele pojawiły się w Polsce w połowie lat 90., np. Ratusz we Wrocławiu. Państwo Kłopotawscy sprawdzili łącznie 70 takich makiet w kraju. Niestety ich wykonanie, dostępność, funkcjonalność, czytelność i lokalizacja, pozostawiają wiele do życzenia.

- Makieta Teatru Starego w Lublinie jest zamknięta wewnątrz budynku, do którego, mimo czterech naszych próśb, nas nie wpuszczono - mówi Maciej Kłopotawski. - Nie udało nam się również obejrzeć modelu Stadionu Narodowego w Warszawie, która podobno zaginęła. Wiemy jednak, że w Internecie pojawiło się bardzo wiele negatywnych opinii o tej makiecie gdy ją udostępniono, być może to jest powód usunięcia jej przez władze Narodowego. Niestety nie wystawiono nowej. Natomiast w Żorach makietę przykryto szybą, aby się nie zniszczyła, więc osoby niewidome nie są w stanie z niej korzystać.

Wiele makiet postawiono w przestrzeni bardzo odległej od przedstawianego obiektu, jak to ma miejsce na Placu Mickiewicza w Poznaniu, gdzie osobom niewidomym niezwykle trudno będzie ją odnaleźć. Podobnie w Karpaczu, gdzie makieta przedstawiająca znany kościół Wang, ulokowana została w miejscu, którego nie zauważą nawet osoby widzące.
Idealnymi przykładami usytuowania makiety jest kościół Apostołów Piotra i Pawła w Krakowie oraz makieta przed głównym wejściem Bazyliki Mariackiej w Gdańsku. Makiety stoją przy głównym ciągu komunikacyjnym, gwarantującym, że nie zostaną ominięte.

- Gorzej już jest z makietą Katedry Wrocławskiej we Wrocławiu, którą usytuowano we wnęce pomiędzy murami Katedry, jednak przed makietą stoi maszt z lampą podświetlającą ten piękny sakralny obiekt i prawdopodobieństwo zderzenia się osoby niewidomej z tym masztem jest bardzo duże - mówi Maciej Kłopotawski. - Latarnię postawiono także przed makietą przedstawiającą kościół w Kościerzynie, dodatkowo makieta stoi na wysepce pomiędzy parkingami. Z kolei niewidomy turysta może mocno się poturbować lub złamać nogę korzystając z makiety w Poznaniu na Ostrowie Tumskim, gdyż bardzo blisko od makiety znajduje się niższy poziom chodnika.

Jedyna makieta w Sierakowicach stoi na granicy dwóch nawierzchni - z jednej strony jest chodnik, z drugiej żwir, a obok położono głazy, które są dodatkowymi przeszkodami. Makietę w Bielsku-Białej umieszczono tak nisko na nawierzchni rynku, że można ją poznać i odczytać dotykiem jedynie chodząc na czworakach. Dworzec kolejowy we Wrocławiu szczyci się ścieżkami dla osób z dysfunkcją wzroku, które zaprowadzą je w każde miejsce dworca. Niestety nie do makiety, do której już nie położono ścieżki prowadzącej. Natomiast władze w Wieluniu postawiły makietę na trawniku z zasadzonymi na całej powierzchni kilkucentymetrowymi tujami, i choć pięknie opisuje ona obiekt w czterech językach i brajlu, nie można do niej dojść. - Kiedy podeszliśmy ją obejrzeć, przechodnie zwracali nam uwagę, że depczemy klomb - dodaje Maciej Kłopotawski.

Zbyt niskie i zbyt wysokie postumenty i podstawy, to problem wielu makiet. Część makiet, jak np. makieta Rynku Kleparskiego w Krakowie, czy Placu Mickiewicza w Poznaniu, mają tak mocno zniekształcone detale, że daleko im do rzeczywistego wyglądu obiektu, który przedstawiają. Obiekty przypominają formę ciastowatą, albo były wykonane w plastelinie. Osoba niewidząca, na podstawie tak mocno zniekształconego obrazu, będzie budowała swoje wyobrażenie o wyglądzie obiektu, które będzie przekłamane. Część map została bardzo zgeometryzowana i uproszczona, na nich budynki sprowadzono wyłącznie do prostopadłościanów i ostrosłupów. Wiele makiet (kilkadziesiąt procent) nie ma poza tym informacji, jaki obiekt makieta przedstawia. Makieta Bazyliki Mariackiej w Gdańsku, którą pochwalono za dobre usytuowanie, posiada ogromne loga sponsorów finansujących makietę, lecz nie ma informacji, co makieta przedstawia. Podobnie jest z makietą Ratusza w Gdańsku - są loga fundatorów makiety, ale bez podpisu, co to za obiekt.

- Makieta Placu Wszystkich Świętych w Krakowie posiada napisy w dwóch językach, ale brak jest podpisu w brajlu - kończy Maciej Kłopotawski. - Makieta kościoła Wang w Karpaczu ma z kolei napisy wyłącznie w brajlu. Zadzwoniłem do twórcy i zapytałem dlaczego osoby widzące nie mogą przeczytać, co makieta pokazuje. Jej autor odpowiedział „bo makieta jest dla niewidomych". To jest niestety sprzeczne z projektowaniem uniwersalnym. Dochodzi jeszcze problem z czystością makiet, z których znaczna część jest zwyczajnie brudna, jak np. makieta Ratusza we Wrocławiu, albo są zalane wodą bo projektant nie przewidział otworów odpływowych, czy też zasypane niedopałkami, jak wnętrze makiety Stadionu we Wrocławiu.

Pies przewodnik nie dla każdego
Dużym zainteresowaniem cieszyła się również prezentacja Joanny Witkowskiej z Fundacji Vis Maior, pt. „Pies przyjacielem niewidomego". Pani Joanna od pięciu lat korzysta z psa przewodnika, przedstawiała warunki jakie trzeba spełniać starając się o takiego psa oraz wyzwania stojące przed takimi osobami. Jeśli niewidomy ma kłopoty w poruszaniu się z białą laską, to nie będzie też dobrze współpracować z psem przewodnikiem, ponieważ wiele technik wykorzystywanych w chodzeniu z białą laską, wykorzystuje się z psem.

- Pies nie działa jak GPS, nie można mu podać adresu i wyłączyć własnego myślenia - mówi Joanna Witkowska. - Psem trzeba bardzo dobrze kierować i wydawać komendy, a w związku z tym trzeba dobrze się orientować w przestrzeni i mieć wyczulony mocno słuch na to, co się wokoło dzieje. Własna umiejętność odnajdowania różnych punktów orientacyjnych w terenie jest podstawą w pracy z psem przewodnikiem. Zatem nie każda osoba niewidoma może mieć psa przewodnika.
Dla kogo jest więc pies przewodnik?
- Dla osoby aktywnej, która posiada duże potrzeby wychodzenia z domu. Poza tym, nie jest tak, że pies raz wyszkolony umie wszystko na całe życie, dlatego z psem trzeba cały czas ćwiczyć, rozwijać jego umiejętności i utrwalać te, które już nabył. Są dodatkowe obowiązki, gdyż o swojego psa trzeba dbać, wychodzić z nim regularnie na spacer, karmić go i zapewnić mu opiekę weterynaryjną. I oczywiście osoba niewidoma musi lubić zwierzęta, umieć zaufać psu i się z nim zaprzyjaźnić, bo na tym polega współpraca.

Dlatego przyznanie psa nie odbywa się szybko. Czas oczekiwania na swojego psa wynosi zwykle ok. dwóch lat, czasem krócej. Wszystko zależy od tego, czy któryś z psów kończących szkolenie, będzie dobrze pasował do wskazanej osoby.
- Dopasowanie psa do człowieka temperamentem i charakterem to połowa sukcesu. Druga połowa, to ciężka wspólna praca - kończy Joanna Witkowska.

Dla tegorocznych uczestników Reha for the blind organizatorzy przygotowali jeszcze bardzo wiele atrakcji, w tym spotkanie z aktorką Joanną Jabłczyńską, z dziennikarzem sportowym Dariuszem Szpakowskim, koncert akustyczny Mate.O, występ grupy Andrzeja Kurpiela, wizaż dla kobiet, warsztaty odtwarzania audiodeskrypcji, Gabinet Dotyku i Dźwięku, Smart Brailler uczący pisma brajla, ping-pong dla niewidomych, blind tennis, bezwzrokowe strzelanie z broni laserowej, czy turniej niewidomych w układaniu kostki Rubika. Całość okraszała duża wystawa tyflorehabilitacyjna. Wiele z tych wydarzeń przedstawia bogata galeria zdjęciowa.

Zobacz galerię...

Tekst i fot. Piotr Stanisławski

Data publikacji: 09.12.2016 r.


Budowa portalu i digitalizacja wydań archiwalnych
zostały dofinansowane ze środków PFRON