Data dodania: 24.03.2017

Interwencyjne leczenie udarów mózgu poparła rada przejrzystości AOTMiT

Rada przejrzystości AOTMiT opowiedziała się za finasowaniem z budżetu interwencyjnego leczenia udarów niedokrwiennych mózgu, które obecnie wykonywane jest sporadycznie, u około dwustu pacjentów rocznie.

Ostateczną decyzję w tej sprawie podejmie Ministerstwo Zdrowia.

Interwencyjne leczenie udarów niedokrwiennych polega na natychmiastowym przewiezieniu chorego do szpitala i jak najszybszym udrożnieniu tętnic doprowadzających krew do mózgu - tłumaczy kierownik Centrum Interwencyjnego Leczenia Udaru i Chorób Naczyniowych Mózgu Instytutu Psychiatrii i Neurologii w Warszawie dr hab. n. med. Adam Kobayashi.

- Zabieg polega na nakłuciu tętnicy udowej i – w sposób zbliżony do koronarografii czy zakładania stentów w sercu – dojścia specjalnymi cewnikami do tętnic szyjnych albo kręgowych, które doprowadzają krew do głowy. Pod lampą rentgenowską sprawdzamy, gdzie jest skrzeplina, a następnie małym stentem przypominającym koszyk zbieramy tę skrzeplinę i wyciągamy ją na zewnątrz – wyjaśnia specjalista. Jest to tzw. trombektomia mechaniczna.

Dr hab. Kobayashi ocenia, że na razie w Polsce wykonuje się nie więcej, niż 200 takich zabiegów rocznie. - Spodziewamy się, że jak ta procedura będzie już refundowana, to na początku będzie ich około 2-3 tys. Z epidemiologii wynika, że pacjentów, którzy kwalifikowaliby się do mechanicznej trombektomii, byłoby około 5 tys. na jakieś 60-70 tys. udarów niedokrwiennych - dodaje.

W Polsce w skali roku udar mózgu zdarza się u 80-90 tys. osób i jest drugą przyczyną zgonów (po zawałach serca) oraz głównym powodem niepełnosprawności wśród osób po 40. roku życia. Prof. Radosław Kaźmierski ze Szpitala MSWiA w Poznaniu twierdzi, że ciągu roku na skutek udaru umiera od 33 do 50 proc. pacjentów, a z co drugi z tych, co przeżywają, nie jest w stanie samodzielnie funkcjonować i wymaga pomocy.

Na niedokrwienny udar mózgu przypada około 90 proc. wszystkich udarów (pozostałe to tzw. wylewy krwi do mózgu). Najczęściej stosowane jest wtedy leczenie farmakologiczne. Dr hab. Kobayashi wyjaśnia, że jest to tzw. tromboliza dożylna, czyli trwający godzinę dożylny wlew leku, który rozpuści skrzep.

- Do trombolizy kwalifikowany jest praktycznie każdy pacjent z udarem niedokrwiennym, który przyjedzie do szpitala w odpowiednio krótkim czasie, czyli do 4,5 godziny od momentu wystąpienia objawów. Powyżej tego czasu skuteczność leku jest niewielka, żeby nie powiedzieć zerowa, a już na pewno niwelowana przez powikłania, bo jest to lek bardzo silnie rozrzedzający krew i boimy się krwawień do mózgu - wyjaśnia Kobayashi.

Do mechanicznej trombektomii kwalifikowani są ci pacjenci, którzy mają skrzeplinę w dużym naczyniu albo mają przeciwskazania do trombolizy dożylnej (ponieważ przyjmują leki przeciwzakrzepowe lub przeszli niedawno jakąś operację albo duży uraz). Metoda ma również tę zaletę, że można ją zastosować do 6 godzin po wystąpieniu objawów udaru.

Taki zabieg przeszła 44-letnia Monika Kołodziej z Piaseczna, która pod koniec października 2015 r. doznała udaru niedokrwiennego mózgu. Przewieziono ją do Instytutu Psychiatrii i Neurologii w Warszawie, gdzie najpierw zastosowano u niej leczenie trombolizą dożylną, a kiedy to nie pomogło - przeprowadzono mechaniczną trombektomię.

Pacjentka po 11 dniach opuściła szpital i przeszła sześciotygodniową rehabilitację. Może już normalnie funkcjonować, choć prawą rękę ma wciąż nie w pełni sprawną. - Jest to pewien problem, bo jestem praworęczna. Mam problem z pisaniem. Chodzi o precyzję ruchów. Jak zaczynam pisać, to jest normalnie, a potem drobię. Tak samo nie mam siły ścierać warzyw - opowiada.

Dr hab. Kobayashi uważa, że pacjent po zabiegu trombektomii mechanicznej ma 50 proc. szans, że będzie w pełni sprawny. W przypadku innych chorych - leczonych tradycyjnie - szanse na odzyskani samodzielności nie przekraczają 20-30 proc. - Poza tym w rocznej obserwacji pacjenci po tym zabiegu poprawiają się, lepiej się rehabilitują, mają lepsze ukrwienie mózgu i dochodzą do sprawności częściej, niż pacjenci, którzy tego zabiegu nie mieli - podkreśla.

Specjalista zwraca uwagę, iż obojętnie, jaką metodę leczenia udarów mózgu się zastosuje; najważniejsze jest jak najszybsze wezwanie pomocy. - Generalna zasada jest taka, że im szybciej tym lepiej, to znaczy rośnie szansa na odzyskanie pełnej samodzielności. Jeśli od udaru minie więcej niż sześć godzin, nie mamy szansy na podjęcie skutecznego leczenia– dodaje.

Lepiej niepotrzebnie wezwać karetkę pogotowia, niż przegapić pierwsze objawy udaru. - Niektórym pacjentom, szczególnie rano, wydaje się, że osłabione czucie w ręce mają dlatego, że na niej spali, próbują tę rękę rozmasować. W efekcie przyjeżdżają za późno i nie możemy ich w żaden sposób leczyć. Bywa i tak, że do szpitala pacjent trafia nawet po kilku dniach – ostrzega dr hab. Kobayashi.

Wśród najczęstszych objawów udaru prof. Maria Trusz-Gluza z Katedry i Kliniki Kardiologii Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach wylicza: osłabienie siły mięśniowej kończyny górnej lub dolnej, nagłą asymetrię twarzy, jednostronne niedowidzenie i zaburzenia mowy. - Wówczas pacjent wymaga natychmiastowej hospitalizacji, najlepiej w specjalistycznym oddziale udarowym – dodaje.

Zdarza się też, że pacjent nie może się wysłowić, a jego mowa jest bełkotliwa. - Czasami też nie rozumie on, co się do niego mówi. Zazwyczaj nie traci jednak przytomności. Charakterystyczne jest osłabienie jednej połowy ciała; opada kącik ust, jedna ręka jest słabsza albo pacjent w ogóle nie może nią ruszać. To samo dotyczy nogi. Są też zaburzenia czucia i widzenia po jednej stronie. To są typowe objawy udaru mózgu - podkreśla dr hab. Kobayashi. (PAP)

zbw/ zan/

Data publikacji: 24.03.2017 r.


Budowa portalu i digitalizacja wydań archiwalnych
zostały dofinansowane ze środków PFRON