Połowa chorych z WZW C wymagających pilnego leczenia objęta terapią

Połowa chorych z WZW C wymagających pilnego leczenia objęta terapią

Prawie 20 tys. chorych z wirusowym zapaleniem wątroby typu C objęta jest rewolucyjną terapią, ale wciąż jest to połowa pacjentów, którzy wymagają takiego leczenia w trybie pilnym - powiedziała 28 października na konferencji prasowej w Warszawie prof. Anna Piekarska z Uniwersytetu Medycznego w Łodzi.

Wyjątkowo skuteczne leki, które zrewolucjonizowały leczenie wirusowego zapalenia wątroby typu C (WZW C), wprowadzono w naszym kraju dzięki refundacji z budżetu w lipcu 2015 r. Są one łatwe w użyciu, podawane doustnie, na dodatek bardzo bezpieczne i dobrze tolerowane. Na świecie zarejestrowano je w 2014 r.

– Dotychczasowe obserwacje polskich pacjentów wykazały, że wyleczenie z tego zakażenia uzyskuje się tymi lekami aż u 99-100 proc. pacjentów, a są to ciężko chore osoby z marskością wątroby, wyjątkowo trudne do leczenia – podkreśliła prof. Anna Piekarska z Kliniki Chorób Zakaźnych i Hepatologii UM w Łodzi. Mimo ogromnego postępu medycyny nie ma drugiej choroby, w której osiągano by tak spektakularne efekty.
Specjalistka powiedziała, że prawie 20 tys. pacjentów objętych dotąd terapią to wciąż połowa chorych wymagających jak najszybszego leczenia – a to wynika z limitów w refundacji. – Ci chorzy mogą poczekać jeszcze dwa, trzy miesiące, ale dłuższe oczekiwanie może być dla nich niebezpieczne z powodu postępujących zmian w wątrobie – powiedziała.

Leczenie WZW C nowej generacji lekami trwa zwykle 12 tygodni i jedynie u niektórych chorych, z mniejszymi zmianami w wątrobie, może być skrócone do 8 tygodni. Po zakończeniu leczenia, czyli po trzech miesiącach, przy tak wysokiej skuteczności terapii można nim objąć kolejnych pacjentów z listy najpilniejszych przypadków choroby.
– Z powodu WZW C, która doprowadza do marskości i niewydolności wątroby, leczenia w sumie wymaga w naszym kraju około 200 tys. osób – wyjaśniała prof. Piekarska. Zdecydowana większość z nich nie wymaga natychmiastowej terapii. Zdaniem specjalistki, chorzy z niewielkimi zmianami w wątrobie mogą poczekać na terapię jeszcze rok, a nawet dwa lata.

Zakażonych jest jednak znacznie więcej niż 200 tys. osób wymagających leczenia. Podejrzewa się – bo nie ma dokładnych statystyk – że w minionych kilkudziesięciu latach chorobą został zarażony około 1 proc. naszego społeczeństwa. Jedynie u 20 proc. z nich infekcja została zwalczona przez układ odpornościowy. U pozostałych osób, które się z wirusem zetknęły się, ale go nie zwalczyły, choroba zwykle długo przebiega w utajeniu i pierwsze objawy wywołuje dopiero po 20-30 latach.
– Z tego powodu większość Polaków nie wie o tym, że została zainfekowana wirusem wywołującym zapalenia wątroby typu C, którego ich organizm nie zwalczył – powiedziała prof. Piekarska. Dotychczas wykryto go jedynie u 20 proc. zakażonych, u których się on rozmnaża i powoduje zniszczenia w wątrobie. W innych krajach wykrywalność tej infekcji jest większa, np. w Szwecji zdiagnozowano ją u 80 proc. osób zakażonych.

Zdaniem prof. Piekarskiej, wykrywalność WZW C w naszym kraju powinno się wkrótce zmienić, ponieważ w 2016 r. po raz pierwszy na obecność tego zakażenia w ciągu 3 miesięcy przebadano ponad 60 tys. Polaków. Teoretycznie jedynie w ramach tej akcji mogło zostać wykrytych nawet 5 tys. zakażonych osób. Do tej pory rocznie wykrywano zaledwie 3,5 tys. osób z WZW C.
– Również w 2017 r. i latach następnych dzięki badaniom przesiewowym częściej powinno być wykrywane to zakażenie – dodała specjalistka.

Według prof. Piekarskiej w aż 84 proc. przypadków do zakażenia WZW C w minionych kilkudziesięciu latach dochodziło w placówkach służby zdrowia. – Powodem tego wcale nie były głównie operacje. Najczęściej dochodziło do nich podczas drobnych zabiegów, takich jak pobieranie krwi, iniekcje, usuwanie znamion, zabiegi stomatologiczne oraz endoskopia – zapewniała specjalistka. W pozostałych przypadkach infekcje zdarzały się na skutek niesterylnego zabiegu tatuażu, u fryzjera lub kosmetyczki.

Na pytanie PAP, czy w zakażeniach WZW C nadal dominują te sytuacje, w których dochodzi do nich w placówkach służby zdrowia, prof. Piekarska powiedziała, że w jej ocenie wciąż tak jest, choć dzięki nowym procedurom i wymogom dochodzi do nich znacznie rzadziej niż dawniej. – Niestety, nadal się zdarzają – dodała.

W 1993 r. wprowadzono testy krwi na obecność wirusa zapalenia wątroby typy C, dzięki czemu nie dochodzi już do zakażenia tym patogenem poprzez przetoczenia krwi. – Zachęcamy do poddawania się takim testom, nie są one refundowane z budżetu, ale kosztują nie więcej niż 20 zł – podkreśliła prof. Piekarska. W razie pozytywnego wyniku, badanie trzeba powtórzyć, bo może być ono fałszywie pozytywne.

Wirusowym zapaleniem wątroby typu C najczęściej zakażone są osoby w wieku 45-70 lat. U co trzeciego zakażonego doprowadza ono do marskości wątroby, dlatego infekcja ta jest najczęstszym powodem przeszczepu wątroby w naszym kraju. Jeśli choroba nadal nie jest leczona, może dojść do nawrotu infekcji w przeszczepionej wątrobie.

– Nie ma szczepionki chroniącej przed wirusowym zapaleniem wątroby typu C i obawiam się, że bardzo długo jej jeszcze nie będzie – powiedziała prof. Piekarska. (PAP)

zbw/ agt/

Data publikacji: 28.10.2016 r.

 

Udostępnij

Zachęcamy do zapisania się do Newslettera

Przeczytaj również