Data dodania: 18.03.2017

Mistrzostwa Polski w Narciarstwie Alpejskim 2017

U schyłku lutego odbyły się kolejne Mistrzostwa Polski w Narciarstwie Alpejskim Niepełnosprawnych EDF CUP 2017, zorganizowane przez Beskidzkie Zrzeszenie Sportowo-Rehabilitacyjne „Start". Uczestników zakwaterowano we „własnym" Ośrodku Przygotowań Paraolimpijskich Start w Wiśle, zaś same zawody odbywały się na stoku Zagroń w Istebnej.

Pierwszy dzień, przypadający w niedzielę 26 lutego, to jak zwykle zakwaterowanie, klasyfikacja medyczna, odprawa techniczna. Biuro zawodów pracuje wtedy pełną parą, ale konkurencje odbywają się dopiero w poniedziałek i wtorek, 27 i 28 lutego. Przez dwa dni mogliśmy podziwiać nieprawdopodobne umiejętności zawodników ze schorzeniami narządu ruchu, oraz – co wzbudza równie wielkie zdumienie widzów - niedowidzących i niewidomych. Amputacje, porażenia, niedowłady kończyn dolnych nie są przeszkodą do zjazdów ze stoku w szalonym tempie, sylwetki zawodników migają między słupkami slalomu z taką prędkością, że trudno nadążyć za nimi obiektywem.

Do Istebnej zjechała elita
Na starcie zjawiła się liczna, blisko sześćdziesięcioosobowa grupa uczestników, w tym Igor Sikorski, Marcin Krężel, Andrzej Szczęsny, Michał Chrobak - mistrzowie...

Piękna, słoneczna pogoda sprzyjała, można było przez kilka godzin obserwować współzawodnictwo, fantastyczny poziom zjazdów alpejczyków. Cieszyć się komentarzami obserwujących mistrzostwa widzów, którzy często po raz pierwszy widzieli niepełnosprawnych narciarzy w akcji. Na najwyższym poziomie.

Jak zwykle, na służbie Krzysztof Głombowicz, relacjonujący zawody. Widział wszystkich uczestników, wszystkie zjazdy, od początku do końca. Po zakończeniu swoją oceną mistrzostw podzielił się z czytelnikami „Naszych Spraw":

- Na początek trzeba wyjaśnić dlaczego zawody nie odbyły się w Szczyrku, jak zapowiadano. Po prostu Szczyrk jest dla nas trudniejszy od strony technicznej. Nie ma tam gdzie zaparkować samochodów, jest bardzo mało miejsca. Trudny dojazd. Zawsze był problem z ustawieniem mety, na szczęście tam byli bardzo sympatyczni ludzie, którzy dowozili zawodników na przykład ratrakami albo skuterami, ale zdecydowanie korzystniej jest w Istebnej. Łatwiej jest logistycznie to wszystko zorganizować, wszyscy mogą dojechać, duży parking, bardzo przyjemna obsługa. Powiedzieli mi wczoraj: my się też czegoś nauczyliśmy.

Po raz pierwszy byliśmy na stoku Zagroń w Istebnej i stanowiło to mile zaskoczenie. Pogoda dopisała – pierwszego dnia – boska, piękne słońce, wiosenna temperatura, rano minus 5 stopni. Stok przygotowany rewelacyjnie. Mieliśmy jednak pewne obawy, bo z upływem godzin temperatura rosła, wszyscy trzymaliśmy kciuki, aby udało się zrobić drugi przejazd. Udało się.
Pierwszego dnia był slalom gigant, zawodnicy poradzili sobie bardzo dobrze. To jest trasa uniwersalna - i dla tych, którzy potrafią już bardzo dobrze szusować i dla tych, którzy dopiero zaczynają. Oczywiście mistrzowie, jak Igor Sikorski czy Marcin Krężel, którzy zdobywają medale na pucharach Europy czy mistrzostwach świata, tak jak Igor, pokazali wczoraj swoją ogromną klasę, chociaż Igor musiał w gigancie uznać wyższość Bartosza Mrozka. Popełnił drobny błąd, od razu kilka sekund ucieka i był drugi. Ale to, co pokazał dzisiaj w slalomie, to czapki z głów – wielka klasa. Myślę, że te zawody były jednymi z lepszych na przestrzeni kilkunastu lat, bo tyle czasu je prowadzę.
Za drugi dzień należy się podziękowanie dla niebios – zapowiedzi były mało optymistyczne, faktycznie pod koniec zmarzliśmy, wiało strasznie, ale najważniejsze że nie padało, chociaż nadeszły ciężkie, granatowe chmury.
Byłem zachwycony sędzią, który nam robił pomiar czasu, usłyszałem wiele jego cennych uwag na temat slalomu giganta, ciężko pracował przez te wszystkie dni. Od kilku lat prowadzi różne zawody, wiele widział, ale po raz pierwszy zobaczył zawodników z niepełnosprawnością i to od razu na najwyższym poziomie! Był pod ogromnym wrażeniem, zwłaszcza kiedy zobaczył Andrzeja Szczęsnego, który pojechał rewelacyjnie! A jakie Igor Sikorski zrobił na nim wrażenie - nie mógł uwierzyć, że na takim siedzisku można tak świetnie jeździć!
Wyniki, medale
W grupie niedowidzących mężczyzn trzeci w gigancie przyjechał Dawid Suchodolski, który w slalomie następnego dnia został zdyskwalifikowany. Natomiast brąz w slalomie przypadł w udziale Jarosławowi Skarżyńskiemu z synem przewodnikiem. Srebrne medale w obu konkurencjach otrzymał Tadeusz Sypień. Fantastycznie pojechał Maciej Krężel, prowadzący ostatnio w Pucharze Europy, na mistrzostwach świata piąte miejsce. W Istebnej zdobył dwa złote medale. I w slalomie i w gigancie był najlepszy ze swoją przewodniczką Anią Ogarzyńską w grupie zawodników z dysfunkcją wzroku. Drugiego dnia – między swoim pierwszym i drugim zjazdem miał zaledwie 30 dziesiątych sekundy różnicy!
W grupie stojących mężczyzn – na trzecim miejscu w obydwu konkurencjach i dwa medale brązowe zdobył Kamil Gregorczyk ze Startu Kielce (ubiegłoroczny zdobywca srebra w Białce Tatrzańskiej). Slalom wygrał Andrzej Szczęsny, kiedyś też zawodnik Startu Kielce, obecnie występujący w klubie z Bielska-Białej. Andrzej Szczęsny jak zwykle ustawiał, pomagał, organizował, informował, zjeżdżał tyłem, niemal tańczył na jednej narcie, gdzieś tam między tym zjechał, uzyskał łączny czas przejazdu 1:27.88 i zdobył złoty medal! Dwa srebrne – Michał Chrobak, zawodnik, który pięknie się spisał, przegrywając drugiego dnia z Andrzejem Szczęsnym zaledwie o 7 sekund! Jak zwykle wzbudzał kompletne niedowierzanie i zainteresowanie kibiców. Kochają go też fotografowie i kamerzyści.
Zresztą podczas uroczystości wręczania medali – każde nazwisko, każde miejsce wzbudza podziw, wzruszenie; wrócił Michał Klos - swego czasu reprezentant kraju i uczestnik najważniejszych imprez europejskich - i zdobył złoty medal w slalomie gigancie! Pierwszy czas przejazdu 46.07, jako jedyny zawodnik drugi czas miał jeszcze lepszy 45.48! W slalomie nie powiodło się tak dobrze – został zdyskwalifikowany.
Niesamowitych emocji dostarczyli również panowie poruszający się na mono-ski. W gigancie trzecie miejsce – Zygmunt Gackowiec, drugie miejsce – srebrny medalista mistrzostw świata – Igor Sikorski, z czasem 1:37.00. I pierwsze Bartosz Mrozek, z łącznym czasem 1:35.25. Spisał się na stoku rewelacyjnie, mogliśmy obserwować świetną walkę tych dwu zawodników z różnicą zaledwie sekundy w łącznych czasach! Drugiego dnia Mrozek wyleciał z trasy i został zdyskwalifikowany w pierwszej rundzie, trzeci przyjechał Szymon Klimza, Gackowiec zajął drugie miejsce, a złota nie dał sobie odebrać Igor Sikorski, z łącznym czasem za dwa przejazdy 1:19.81!

Wielu zawodników poprawiało swoje czasy, niektórzy zajmowali wyższe miejsca, ze względu na kilkanaście dyskwalifikacji w drugim dniu.

Zdarza się też innego rodzaju nieprzewidywalny pech – Piotrowi Szymali z katowickiego Startu drugiego wypięła się narta. Ale widać towarzysząca zawodnikom adrenalina zrobiła swoje – nie przerwał zjazdu, zapiął nartę i ukończył slalom, osiągając w sumie wynik o 27 sekund słabszy niż pierwszego dnia.

Słabo obsadzone są konkurencje kobiet, w tym sporcie brakuje płci pięknej. Slalom gigant w kategorii niedowidzących ukończyły dwie zawodniczki – Anna Kosińska-Tadej i druga – Kaja Dobranowska. Drugiego dnia udało się dojechać tylko tej pierwszej, Kaja została zdyskwalifikowana w pierwszym przejeździe.

W kategorii stojących startowała tylko Zuzanna Karpiel.
Pozostając z fantastycznymi śnieżnymi wspomnieniami gratulujemy zwycięzcom i wszystkim uczestnikom, do zobaczenia za rok!

Koszty związane z organizacją i przeprowadzeniem Mistrzostw Polski pokrył organizator ze środków Funduszu Rozwoju Kultury Fizycznej przekazanych przez Ministerstwo Sportu i Turystyki.

Igor Sikorski dla „Naszych Spraw"
Jest zawodnikiem Startu Bielsko-Biała, „świeżym" wicemistrzem świata w narciarstwie zjazdowym w Tarvisio (Włochy), które odbywały się w dniach 21 stycznia - 01 lutego. Igor w ostatnim dniu zawodów zajął drugie miejsce w slalomie. Po pierwszym przejeździe był liderem, wyprzedzając Holendrów i Japończyka, który bronił tytułu. W drugim przejeździe Holender Jeroen Kampschreur wygrał o 0,37 sekundy, Igor Sikorski przyjechał drugi, nad następnymi mieli ponad dwie sekundy przewagi.

- Jechał Pan na Mistrzostwa Świata do Włoch w nie najlepszej kondycji?
- Niestety, wirus krążył w ekipie, w końcu padło też na mnie, rozchorowałem się, przez kilka dni byłem w niedyspozycji, pierwszego dnia w ogóle nie startowałem, dostałem gorączki. Na szczęście organizm się dość szybko zregenerował i mogłem przystąpić do kolejnych wyścigów.

- Nie można powiedzieć, że nie miał Pan silnej konkurencji...
- Nie, to jest przecież ścisła czołówka świata, trzydziestu najlepszych na świecie zawodników na monoski.

- Forma stale Panu rośnie, ma Pan coraz lepsze wyniki...
- Tak, z sezonu na sezon zakładam sobie nowe, kolejne, wyższe cele i jak na razie, muszę przyznać, że udaje mi się je realizować. To efekt ciężkiej pracy.

- To jakie cele stawia Pan sobie teraz?
- Już mówiłem wiele razy – celem jest medal na Igrzyskach Paraolimpijskich w PyeongChang 2018. Wiadomo, narciarstwo to jest taki sport, że wszystko może się wydarzyć i nie da się do końca wszystkiego przewidzieć i zaplanować, ale jednak zrobię wszystko, co w mojej mocy, żeby sie przygotować odpowiednio i trafić z formą na marzec 2018.

- W jaki sposób Pan trafił do tego sportu, jak to się zaczęło?
- Przed wypadkiem jeździłem na snowbordzie i też na nartach. Sporty zimowe były bardzo bliskie memu sercu. Po wypadku zastanawiałem się, czy będzie jeszcze jakaś możliwość ich uprawiania. Dzięki Internetowi znalazłem informację, że tak, że można jeździć i w Polsce są organizowane szkolenia w Karpaczu u Jarosława Roli (polski sportowiec, uprawiający między innymi narciarstwo alpejskie, uczestnik Paraolimpiady w Turynie – przyp. red.).

- Dość nietypowo – nie żaden rehabilitant czy fizjoterapeuta namówił do uprawiania sportu, tylko sam Pan wyszukał w Internecie?
- Tak, interesowałem się narciarstwem alpejskim i chciałem jeździć, to było moją pasją.

- Dziękuję bardzo za rozmowę.

Zobacz galerię...

Ilona Raczyńska
Fot. Life Image, autorka
Dziękujemy zespołowi Life Image za nieodpłatne udostępnienie zdjęć z prawem do ich publikacji w „Naszych Sprawach".
Data publikacji: 18.03.2017 r.


Budowa portalu i digitalizacja wydań archiwalnych
zostały dofinansowane ze środków PFRON