Kiedy dziecko nie mówi, ale cały czas coś komunikuje

Opowieść mamy o codziennym odczytywaniu sygnałów, potrzeb i emocji niemówiącej Emilki

Pierwsze sygnały zauważyłam, gdy Emilka miała około siedmiu–ośmiu miesięcy. Czułam, że jej rozwój przebiega inaczej niż u dzieci w podobnym wieku. Nie potrafiłam jeszcze nazwać tego, co mnie niepokoiło, ale miałam wrażenie, że pewne umiejętności nie pojawiają się tak, jak się spodziewałam.

Nie było mi łatwo ocenić sytuację. Mieszkaliśmy wtedy w Niemczech, a ja większość czasu spędzałam z córką sama. Wiedzę o rozwoju dziecka czerpałam głównie z książek i internetu. Miałam dwie bliskie koleżanki w Polsce, których dzieci urodziły się mniej więcej w tym samym czasie co Emilka. Rozmawiałyśmy przez telefon i media społecznościowe, dzieliłyśmy się codziennością i obserwowałyśmy kolejne etapy rozwoju naszych dzieci.

Pamiętam rozmowę, podczas której koleżanki opowiadały, że ich maluchy zaczynają naśladować dźwięki zwierząt: „miau, miau” na kotka, „hau, hau” na pieska. Pokazywały palcem to, co je zainteresowało, i coraz wyraźniej dawały znać, czego chcą. Słuchałam ich z radością, ale też z narastającym niepokojem. U Emilki nie obserwowałam podobnych postępów. Nie powtarzała dźwięków ani słów. Często jedynym wyraźnym sygnałem był krzyk.

Wciąż jednak mieliśmy nadzieję, że każde dziecko rozwija się we własnym tempie i że Emilka po prostu potrzebuje więcej czasu. Kiedy zbliżał się bilans dwulatka, pojechaliśmy do polskiej lekarki w Würzburgu. Już po krótkiej rozmowie pani doktor powiedziała, że podejrzewa spektrum autyzmu i zaleciła dalszą diagnostykę. Usłyszałam na głos obawę, którą od pewnego czasu nosiłam w sobie.

Wróciłam z Emilką do Polski, a mąż został jeszcze w Niemczech. Rozpoczęliśmy diagnozowanie córki. Podejrzenia się potwierdziły: Emilka jest w spektrum autyzmu. Miałam nadzieję, że z czasem pojawią się słowa, które pomogą jej wyrażać potrzeby i opowiadać o tym, co przeżywa. Mowa jednak się nie rozwijała. Czasem pojawiało się słowo „mama”, ale nie było używane w sposób, który pozwalałby nam mieć pewność, że córka świadomie się nim posługuje. Emilka nie naśladowała słów i nie wskazywała palcem tego, czego chciała.

Dziś ma sześć lat i nadal nie mówi. Pracujemy nad komunikacją, korzystamy ze wsparcia logopedycznego. Próbowaliśmy także komunikacji alternatywnej i wspomagającej, czyli AAC. Na razie obrazki nie stały się dla Emilki zrozumiałym sposobem porozumiewania się, dlatego chcemy spróbować pracy ze zdjęciami, które mogą być jej bliższe i bardziej czytelne. Szukamy rozwiązań dopasowanych do niej, krok po kroku.

W naszym domu komunikacja często polega na uważnym obserwowaniu i zgadywaniu. Kiedy Emilka czegoś potrzebuje, może zacząć płakać. Wtedy zastanawiamy się, czy jest głodna, spragniona, zmęczona, czy może coś ją boli. Zwracam uwagę na to, gdzie patrzy, dokąd podchodzi i co robi. Zdarza się, że jej spojrzenie podpowiada mi, czego szuka.

Od niedawna pojawił się na przykład bardzo konkretny sygnał: Emilka podchodzi do blatu, nad którym znajduje się szafka z talerzami do zupy. Chce, żebym otworzyła drzwiczki. Wtedy wiem, że prawdopodobnie ma ochotę na zupę. W sklepie potrafi sama sięgnąć z półki po to, co ją interesuje. To drobne sytuacje, ale dla nas znaczą bardzo dużo. Pokazują, że córka ma swoje preferencje i potrafi je w pewien sposób wyrażać, nawet jeśli nie może powiedzieć: „Chcę to”.

Są jednak obszary, w których porozumienie jest znacznie trudniejsze. Jednym z nich jest korzystanie z toalety. Mimo że regularnie ją do niej prowadzimy i pokazujemy, do czego służy toaleta, Emilka nie sygnalizuje nam, że chce siusiu. Nadal korzysta z pieluch. Nie wiemy, w jakim stopniu odczuwa dyskomfort związany z mokrą pieluchą, bo nie zawsze wydaje się on dla niej zauważalny. To kolejna codzienna sytuacja, w której musimy szukać sposobu, by lepiej rozumieć jej potrzeby.

Najtrudniejsze chwile przychodzą wtedy, gdy Emilka choruje. Dziecko, które mówi, może spróbować wyjaśnić, że boli je brzuch, gardło albo ucho. Może wskazać miejsce bólu lub odpowiedzieć na pytanie. My nie mamy takiej pewności. Córka może płakać przez dłuższy czas, a my próbujemy ustalić, co się dzieje. Czy to zęby? Ucho? Pęcherz? Emilka miewała infekcje układu moczowego i problemy z uszami, dlatego czasem potrzebujemy konsultacji kolejnych lekarzy, by znaleźć przyczynę jej złego samopoczucia.

To właśnie bezradność wobec bólu jest dla mnie jednym z najtrudniejszych doświadczeń. Chciałabym, żeby córka mogła powiedzieć, co ją boli, czego się boi i czego potrzebuje. Chciałabym nie musieć zgadywać. Jednocześnie z biegiem lat nauczyłam się rozpoznawać niektóre różnice w jej płaczu i zachowaniu. Inaczej płacze, gdy jest znudzona, inaczej, gdy się boi, a jeszcze inaczej, kiedy prawdopodobnie odczuwa ból. Znam te sygnały coraz lepiej, choć nadal nie zawsze wiem, co dokładnie oznaczają.

Myślę, że wielu rodziców dzieci niemówiących zna to uczucie: nieustanne obserwowanie, łączenie faktów i szukanie odpowiedzi. Z zewnątrz może wyglądać to jak zwykłe zgadywanie, ale w rzeczywistości jest codzienną próbą porozumienia się z własnym dzieckiem. Uczymy się jego gestów, spojrzeń, dźwięków i reakcji. Czasem udaje nam się odczytać sygnał od razu, a czasem potrzebujemy czasu i pomocy specjalistów.

Nie przestajemy szukać sposobów, które pozwolą Emilce skuteczniej się porozumiewać. Mam nadzieję, że uda nam się rozwinąć komunikację alternatywną choćby w podstawowym zakresie — tak, by mogła jasno pokazać, że chce jeść lub pić, że potrzebuje przerwy albo że coś ją boli. Nie oczekuję wielkich kroków z dnia na dzień. Marzę o narzędziu, które da jej więcej możliwości wyrażania siebie, a nam pozwoli lepiej ją zrozumieć.

Dziecko, które nie mówi, wciąż ma potrzeby, emocje, upodobania i własny sposób poznawania świata. Brak słów nie oznacza, że nie ma nic do przekazania. Czasem komunikat kryje się w spojrzeniu, ruchu, dźwięku, płaczu albo w tym, że dziecko prowadzi nas do konkretnego miejsca. Naszym zadaniem jest być uważnym, szukać znaczenia tych sygnałów i nie rezygnować z prób porozumienia.

Dla mnie komunikacja z Emilką to codzienna nauka. Nie zawsze znam odpowiedź i nie zawsze potrafię od razu pomóc. Ale każdego dnia staram się lepiej odczytywać to, co córka próbuje mi przekazać. Bo nawet jeśli nie słyszę jej słów, chcę, żeby wiedziała, że jej sygnały są ważne — i że cały czas próbuję ją usłyszeć.

Justyna Turek

Data publikacji: 26.10.2026 r.

Udostępnij

Zachęcamy do zapisania się do Newslettera

Przeczytaj również