Według najnowszego badania UCE RESEARCH i Implant Medical ponad jedna trzecia dorosłych Polaków (36,9 proc.) rezygnuje z leczenia stomatologicznego z powodów finansowych. Dla dużej części społeczeństwa stomatologia to dobro luksusowe. Najczęściej z leczenia zębów rezygnują osoby młode w wieku 18-34 lat i seniorzy po 65. roku życia, powodując przez to ryzyko poważnych chorób m.in. serca, nerek czy stawów…
– W tych grupach wiekowych kwestie finansowe mają szczególnie istotny wymiar, choć z różnych powodów. Młodzi dorośli funkcjonują często w warunkach niestabilności dochodów, wysokich kosztów życia i ograniczonego dostępu do oszczędności. To sprawia, że wydatki na leczenie stomatologiczne konkurują bezpośrednio z realizacją innych podstawowych potrzeb, takich jak utrzymanie mieszkania – podkreśla dr n. med. Piotr Przybylski z kliniki Implant Medical, konsultant merytoryczny badania.
– Z kolei osoby starsze dysponują zazwyczaj stałym, ale ograniczonym dochodem, który nie pozwala na pokrycie kosztów zaawansowanego leczenia, zwłaszcza protetycznego czy implantologicznego. W ich przypadku szczególnie widoczny jest problem tzw. ubóstwa zdrowotnego, gdzie potrzeby medyczne rosną, a możliwości ich finansowania maleją – zwraca uwagę ekspert.
Niestety w Polsce ryzyko finansowe związane z leczeniem zębów prawie w całości spoczywa na pacjencie. Systematyczny wzrost cen usług stomatologicznych sprawia, że wydatki na zdrowie – zwłaszcza te nieobjęte szeroką refundacją – są jednymi z pierwszych, które podlegają ograniczeniom – mówi doktor Przybylski.
Tłumaczy, że odroczenie leczenia prawie zawsze kończy się zwiększeniem wydatków, a z ekonomicznego punktu widzenia pacjent wpada w tzw. spiralę kosztów. Próba oszczędności w krótkim okresie prowadzi do wielokrotnie wyższych obciążeń finansowych w przyszłości. Kończy się wyborem najtańszego rozwiązania, często też kosztem jakości lub trwałości efektu.
– Nieleczone stany zapalne w jamie ustnej generują koszty, które są rozproszone w różnych obszarach medycyny – od kardiologii, przez diabetologię, po nefrologię. Z punktu widzenia ekonomiki zdrowia oznacza to przesunięcie wydatków z relatywnie taniej profilaktyki do znacznie droższego leczenia powikłań – ostrzega dr Przybylski.
Należy też uwzględnić koszty pośrednie, takie jak spadek aktywności zawodowej, wcześniejsze przechodzenie na świadczenia zdrowotne czy ograniczenie zdolności do pracy. W skali całej gospodarki brak inwestycji w zdrowie jamy ustnej przekłada się więc na realne straty ekonomiczne.
Jak wyjaśnia ekspert najczęstsze rezygnacje są bezpośrednio związane z ich wysokim kosztem jednostkowym oraz brakiem efektywnych mechanizmów finansowania tych świadczeń.
Możliwość odkładania leczenia zębów ogranicza jedynie ból. W pierwszej kolejności finansowane są – niezależnie od sytuacji finansowej – wydatki konieczne oraz pilne, które mają bezpośredni wpływ na codzienne funkcjonowanie. Natomiast te o charakterze odtworzeniowym lub poprawiającym jakość życia są odkładane lub eliminowane
Doktor Piotr Przybylski przestrzega, że prowadzi to do narastania deficytów zdrowotnych i przewiduje, że będą one coraz trudniejsze i droższe do skompensowania, zarówno dla samych pacjentów, jak i dla całego systemu ochrony zdrowia.
Oprac. IKa, źródło: UCE RESEARCH, fot. SHVETS production /pexels.com
Data publikacji: 05.05.2026 r.


