Czy w sporcie istnieje słowo „pewność”, co może zmienić jedno spotkanie, a także dlaczego głosował na nią w plebiscycie akurat Lądek-Zdrój – opowiada Faustyna Kotłowska, zawodniczka GZSN START Gorzów Wlkp., dwukrotna mistrzyni świata z 2025 r. w pchnięciu kulą i rzucie dyskiem, zwyciężczyni 7. edycji Plebiscytu Polskiego Komitetu Paralimpijskiego na Sportowca Roku #Guttmanny2025.
Tomasz Przybyszewski, Polski Komitet Paralimpijski: Czym jest dla Ciebie statuetka Guttmanna?
Faustyna Kotłowska: Myślę, że jest to podsumowanie tego sezonu i mojej ciężkiej pracy, jaką włożyłam w to, żeby tak naprawdę móc po tego Guttmanna sięgnąć. Gala jest tylko raz w roku. Można powiedzieć, że moje wyniki sportowe wskazywały na to, że będę wysoko w plebiscycie i ludzie, którzy zagłosowali na mnie, pomogli mi w tym, za co im bardzo dziękuję.
Odbierając nagrodę mówiłaś, że głosowało na Ciebie pewnie pół Gorzowa Wielkopolskiego i Twoja rodzinna Kościerzyna.
Tak, pół Gorzowa, cała Kościerzyna, Lądek-Zdrój i wiele innych miejscowości.
Dlaczego akurat Lądek-Zdrój?
Byłam tam jako wolontariuszka w zeszłym roku po powodziach i złapałam wiele fajnych kontaktów, dzięki czemu kiedy poprosiłam o to, żeby na mnie zagłosowali, to odzew był bardzo duży.
Wspomniałaś o swoich tegorocznych wynikach sportowych. Spodziewałaś się aż dwóch złotych medali na mistrzostwach świata?
Nigdy nie mamy pewności. Ja już dwa razy leciałam na igrzyska z pewnością, że przyjadę z medalem i tak się nie stało. Więc w sporcie słowo „pewność” to ostatnie, co można powiedzieć. Jadąc na mistrzostwa wiedziałam, że dam z siebie 100 proc., mogę powiedzieć, że szłam po dwa złota, ale pewności nigdy nie ma, bo to jest sport.
Czy na miejscu wszystko szło jak z płatka?
Oj nie. Byliśmy w Indiach, tam nic nie szło tak, jak powinno.
Podobno pół kadry miało problemy żołądkowe.
Tak, a ja miałam trzy rundy choroby, więc wielkie dzięki dla lekarza, który ratował nas tam wszystkich i naprawdę miał co robić, bo co chwilę ktoś potrzebował jego pomocy. Myślę, że to dzięki niemu jakkolwiek wystartowaliśmy i pokazaliśmy się jako Polska z bardzo dobrej strony, więc możemy być z siebie dumni. Sprzyjających warunków tam nie mieliśmy, ale jak już tam się jest, to trzeba wziąć sprawy w swoje ręce i dać z siebie wszystko.
W kolejnym sezonie nie ma ani letnich igrzysk, ani mistrzostw świata. Ale to chyba nie oznacza odpuszczania?
Odpuszczać nie mam zamiaru! Nie wiem co przyniesie kolejny sezon, ale na pewno ja dam z siebie 100 proc. Jeszcze nie do końca wiadomo, gdzie i czy w ogóle odbędą się w nadchodzącym roku mistrzostwa Europy. Zakłada się, że powinien to być czerwiec, więc dość prędko, jeśli weźmiemy pod uwagę, że mistrzostwa świata były na przełomie września i października. Najpierw więc impreza docelowa jest na jesieni, a w kolejnym roku w czerwcu – to duża rozbieżność, ale musimy walczyć, nie ma innego wyjścia.
Twoja kariera sportowa może być przykładem dla innych. Czy dzielisz się ze społeczeństwem tym, co robisz?
Zdecydowanie tak, w ostatnim czasie odwiedziłam kilka szkół i jestem otwarta na takie rozmowy, szczególnie z młodzieżą. Wiem, że rozmowa z kimś, kto może być idolem, może dużo wnieść, szczególnie że często ta młodzież jest w „buntowniczym wieku” i rodzice nie są w stanie przemówić do rozsądku. Ale ktoś obcy, kto przyjdzie i powie coś mądrego, czasami potrafi trafić głęboko. Wiem, bo sama przecież byłam młoda.
Też byłaś buntownicza?
Raczej nie. Powiedziałabym nawet, że chciałabym mieć takie dziecko, jakim sama byłam. Pamiętam jednak, jak do mojej szkoły przyjechał kiedyś jeden pan na wózku, Kamil Żeromski. Po jakimś czasie spotkaliśmy się na stadionie podczas startu i było to dla mnie miłe zaskoczenie. Pamiętam, że to była wspaniała lekcja dla mnie, jako nastoletniej dziewczyny.
Czujesz w sobie misję przekazywania dalej tej pałeczki, którą dostałaś od niego?
Nie wiem, ale uważam, że jeśli mogę powiedzieć komuś coś mądrego, co w jakiś sposób zmieni jego myślenie, zachowanie, to oczywiście to zrobię. Zwłaszcza biorąc pod uwagę to, jak młodzież potrafi się zachowywać i jakie ma często podejście, w szczególności do osób niepełnosprawnych. Wiem więc, że takie spotkanie może coś zmienić i o to przede wszystkim chodzi.
Czy na tych spotkaniach są też dzieci z niepełnosprawnościami?
Tak, jeśli jestem w szkole specjalnej albo integracyjnej, to oczywiście są również dzieci z niepełnosprawnościami.
Namawiasz je na sport?
Oczywiście namawiam, zachęcam wszystkich. Ostatnio doszłam jednak do wniosku, że nie każdy się do sportu nadaje. Namawiam więc bardziej do tego, żeby każdy znalazł coś, co będzie go po prostu cieszyło, co będzie wielką frajdą. Bo o to chodzi, niezależnie od tego, czy będzie to sport, czy cokolwiek innego. Warto jednak spróbować. Może nie będzie z nas mistrzów świata, ale skoro mnie się udało, to może i wam się u
Rozmawiał: Tomasz Przybyszewski / PKPar, źródło zdjęcia PKPar
Data publikacji: 15.12.2025 r.




