Zdalne nauczanie wobec uczniów ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi

W marcu, w związku z zagrożeniem koronawirusem, rząd podjął decyzję o zawieszeniu stacjonarnej działalności wszystkich placówek oświatowych w Polsce, również szkół specjalnych. Początkowo na dwa tygodnie, od poniedziałku 16 marca. Jak chyba w większości krajów europejskich przedłużano tę decyzję o kolejne tygodnie. Obowiązującym standardem edukacyjnym miała się stać nauka zdalna.

Tymczasem rodzice i opiekunowie uczniów o specjalnych potrzebach edukacyjnych zgłaszają w pogotowiu interwencyjnym ruchu obywatelskiego „Chcemy całego życia!”, że w przypadku tych uczniów edukacja zdalna się nie powiodła. Uczniowie i ich bliscy dotkliwie odczuwają brak wsparcia i terapii, wykluczenie cyfrowe. Pojawiają się apele o możliwość przedłużenia etapu edukacyjnego na wniosek rodzica bądź opiekuna i dostosowanie indywidualnych programów edukacyjno-terapeutycznych (IPET) do potrzeb i możliwości ich dzieci.

„Chcemy całego życia!”

To inicjatywa obywatelska dla osób z niepełnosprawnościami i ich rodzin. Sami o sobie piszą: „Nie jesteśmy fundacją ani stowarzyszeniem. Jesteśmy grupą rodziców, opiekunów, osób z niepełnosprawnością i ich przyjaciół z różnych zakątków Polski (…) Mamy dość społecznego wykluczenia, stygmatyzacji, lęku o przyszłość, absurdalnych przepisów, bezdusznej biurokracji, niewolnictwa opiekunów, samotności rodziców pozbawionych podstawowych informacji po diagnozie.” Nie mają wodzów, ani liderów, pracują wspólnie.

List do ministra edukacji narodowej

W piątek, 15 maja, inicjatywa obywatelska „Chcemy całego życia!” wystosowała pismo do ministra edukacji narodowej, Dariusza Piontkowskiego. Pokazuje w nim, że wykluczenie cyfrowe i edukacyjne szczególnie dotknęło uczniów z niepełnosprawnościami. Brak lekcji,  kontaktu z rówieśnikami, brak rewalidacji i terapii, zajęć specjalistycznych z logopedami, pedagogami, psychologami, skutkuje często regresem. Rodzice musieli  przejąć role nauczycieli, terapeutów, rehabilitantów, nie mając do tego kompetencji.

Przytacza się w liście przykłady dzieci, które nie odbyły ani jednej lekcji zdalnej, nie mając komputerów ani telefonów z dostępem do internetu, ich rodziny nie zostały poinformowane przez szkołę, że w takiej sytuacji przysługuje wypożyczenie sprzętu lub możliwe jest inne przekazywanie zadań. Są też dzieci, u których regresy są tak głębokie, że konieczna staje się interwencja farmakologiczna.

W liście czytamy „Takich przykładów znamy bardzo wiele, prowadząc działalność interwencyjno-rzeczniczą w ramach inicjatywy obywatelskiej „Chcemy całego życia!”. Wiemy, że oprócz uczniów dobrze radzących sobie w trybie nauki zdalnej, jest duża grupa wykluczonych, którzy nie mogą podjąć nauki przez internet, i w przypadku których niestety nie podjęto nawet próby dostosowania do nowych form nauczania.”

Rodzice czują się przytłoczeni nadmiarem zadań, raportowaniem, skanowaniem, przesyłaniem, wymaganiami czasami niedostosowanymi do indywidualnych potrzeb ich dzieci i realiów życia rodzin osób z niepełnosprawnościami.

Zbyt duża ilość przesyłanego materiału, tempo pracy jest nieadekwatne do ich możliwości, zważywszy, że odrabiają też zdalnie prace z zajęć terapeutycznych i rewalidacyjnych, co powoduje dodatkowe obciążenia, zamiast wspierać.

„Indywidualne Programy Edukacyjno-Terapeutyczne (IPET), opracowywane dla uczniów niepełnosprawnych w oparciu o orzeczenia z poradni psychologiczno-pedagogicznej, z dniem 16 marca “w większości przypadków uległy hibernacji, bowiem zapisy IPET-ów nie mogą być realizowane w zaistniałych warunkach izolacji” – czytamy w piśmie.

Tylko w niewielu przypadkach IPET-y dostosowano do nowych warunków, należy dołożyć wszelkich starań, aby dostosować edukację do indywidualnych potrzeb i potencjału każdego ucznia; stąd apel do ministra o zarządzenie w trybie pilnym obowiązkowej ewaluacji i modyfikacji zapisów tych programów, stosownie do aktualnych warunków nauczania, w izolacji spowodowanej pandemią. Miałby to zrobić zespół IPET-owy we współpracy z rodzicami, opiekunami.

Ewaluacja zapisów powinna się odbywać systematycznie, z jednoczesnym monitorowaniem efektów. Nawet przy powrocie do stacjonarnego nauczania potrzebne będzie  wieloaspektowe przygotowanie, szerokie wsparcie dla uczniów i ich opiekunów.

W wypadku utrzymania zdalnego trybu pracy potrzebne są stałe regulacje dotyczące potrzeby i obowiązku wdrażania dostosowań i modyfikacji IPET-ów do aktualnych warunków.

Okres pandemii pozbawił uczniów prawa do rzetelnej edukacji. Inicjatywa „Chcemy całego życia!” apeluje o możliwość dodatkowego wydłużenia etapu edukacyjnego na kolejny rok szkolny na wniosek rodziców bądź opiekunów uczniów z niepełnosprawnościami.

To pozwoli im uniknąć długotrwałego regresu, nadrobić zaległości, wyrównać tempo rozwoju.

List zamieszczono na facebooku, w ciągu kilku dni uzyskał kilkaset udostępnień i kilkadziesiąt komentarzy, pokazujących wiele aspektów problemu. Przytaczamy skróty najbardziej reprezentatywnych.

Misterna konstrukcja codzienności

Jako pierwsza głos zabrała mama chłopca ze spectrum autyzmu:

– Popieram! Dla przykładu dla dzieci ze spektrum autyzmu i ich rodziców ten czas to budowanie od nowa misternej kontrukcji codzienności, która runęła w kilka dni – dla dzieci bez przyczyny, bo COVID-19 jest dla nich pojęciem abstrakcyjnym. I tylko groźnym, zamykającym. Więc pozamykały się w swoich światach, a rodzice rozpoczęli misterną drogę powrotu, by wybudować nowy bezpieczny świat. Mimo starań i chęci rozwojowy i edukacyjny regres już niestety jest widoczny. Ale najważniejsze, by nie opanował psychiki dziecka. Powrót do normalności też nie może odbyć się na rozkaz!

Kolejni rodzice też informowali o regresie widocznym u ich dzieci:

– To prawda, zdalne nauczanie to nienauczanie. Syn z autyzmem – autoagresja, krzyki, wrzaski. A nauczyciel wymaga, bo musi się rozliczyć. Ale pytam z czego? Z tego, że ja za dziecko odrobię zadanie, bo dziecko sobie nie radzi?

Pani Bożena: – Ja też się pod tym wszystkim podpisuję. Syn 16 lat, autyzm, uczęszcza do technikum informatycznego, gdzie zdalne nauczanie polega tylko na podaniu strony, określeniu które zadania i terminu kiedy odesłać. Totalna porażka – niestety w ogóle sobie z tym nie radzimy, syn wpada w złość, bo jest ogrom materiału, a ja nie jestem w stanie mu pomóc w lekcjach, też nikogo nie interesuje czy ma dostęp do internetu, mieszkamy w takim miejscu że raz jest raz nie ma. Rozmawiałam z wychowawczynią i zgłosiłam problem, oczywiście ona to rozumie, ale za nie odesłane zadania sypią minusy i zostajemy sami, znikąd pomocy, zrozumienia…

– Nie jesteśmy dla Waszych raportów! To nie działa! Edukacja zdalna dzieciaków z poważnymi dysfunkcjami wymaga dostosowania – prawdziwego, życiowego, z uwzględnieniem zasobów rodziny – jej możliwości – pisze kolejna. Oceniania za co – za przepracowaną podstawę programową, czy sprawne wysyłanie  nagrań skanów i plików? Czy jedno i drugie?

Ale też dodaje: Czapki z głów dla nauczycieli, którzy swoją kreatywnością łatają dziury systemowe, znajdują rozwiązania i jeszcze troszczą się o dobrostan całej rodziny.

Zawiódł system, nauczyciele naszych dzieci nas nie zostawili

‚Zawiódł system, nauczyciele naszych dzieci nas nie zostawili bez pomocy” pisze pani Magda.

Inna mama dodaje: „Mam wrażenie, że ludzie stanowiący prawo, piszący ustawy są całkiem oderwani od rzeczywistości. Tej, w której najsłabsi zostają pozostawieni sami sobie. My mamy to szczęście, że nasz syn dobrze się odnalazł w sytuacji, która go zastała. Mamy też ten komfort, że zostaliśmy zaopiekowani, ale to, tak jak piszesz, nauczyciele sami często łatają te wielkie dziury systemowe. Chwała tym, którzy upominają się o tych, którzy sami często nie mogą się o siebie upomnieć. Wielkie brawa za Waszą walkę.”

„Po raz kolejny system edukacji nakazuje dostosować / dopasować / dobiec dzieciom do niego (…) on nie jest elastyczny, nie dopasowuje się do dzieci, rodziców, ich rzeczywistych możliwości.”

Pani Ewa z Zabrza, mając na uwadze tamtejszą Szkołę Specjalną nr 40 pisze:

„W pełni mogę się pod tym podpisać! Jednak tym razem – i jestem z tego powodu bardzo szczęśliwa – nie mogę się doczepić jeżeli chodzi o zdalną naukę, nasza szkoła stanęła na wysokości zadania, zrobili nowy specjalny plan lekcji, według którego są przesyłane lekcje, gdyby poszli starym planem mielibyśmy 8 przedmiotów dziennie, do tego mam stały kontakt z wychowawcą i nauczycielami, co chwilę dzwonią bądź piszą – czy wszystko u nas w porządku czy w czymś pomóc itp. Na samym początku też pytali czy mamy dostęp do internetu i komputera, czy Michał ma na czym lekcje robić.

Z dumą mogę powiedzieć, że nasza szkoła nie myśli o własnej wygodzie a myśli o uczniach. Serduchem jestem z tymi co, niestety, nie mają tyle szczęścia co my.

Jeden z kolejnych wpisów: „Zdalne lekcje. Niestety tylko z nazwy. Nikt się nie zastanawiał co się dzieje po drugiej stronie ekranu. Jak w tej trudnej sytuacji mają odnaleźć się dzieci z niepełnosprawnościami. (…) Wysłanie zadania do ucznia i czekanie na odpowiedzi to nie jest zdalne nauczanie. Rozumiem, że trzeba się z tego wywiązać, ale gdzie w tym wszystkim jest DZIECKO ? DZIECKO z niepełnosprawnością, często niemówiące, zamknięte w domu z rodzicem bez możliwości uczestniczenia w zajęciach, terapiach, dzięki którym mogło funkcjonować. Ma to wszystko zabrane. Nie wyobrażam sobie, żeby dzieci, które potrzebują więcej czasu, aby przyswoić wiedzę w miarę swoich możliwości, nie mogły powtórzyć tego roku. Gorąco apeluję o pomoc w tej sytuacji, o zauważenie problemu, który narasta każdego dnia! Wszystkim rodzicom i ich dzieciom życzę lepszego jutra i zrozumienia ludzi, jak trudny to czas dla naszych dzieci.”

I nauczyciele… 

Pani Alina: – Jako nauczyciel w szkole specjalnej popieram wszystkie postulaty, zgadzam się z tym, że w wielu domach odgrywają się życiowe tragedie, ale wierzcie drodzy rodzice, my nauczyciele robimy wszystko, żeby być z Waszymi dziećmi na co dzień, cierpimy z powodu oddalenia… Dodaje jednak, że pismo napisane w takiej formie może pogrążać nauczycieli.

Inna nauczycielka również popiera postulaty rodziców, ale też myśli, że obróci się wszystko przeciwko  nauczycielom, choć bardzo się starają. Poddaje w wątpliwość, czy modyfikacja IPET-u coś zmieni w warunkach pracy w sytuacji pandemii i w domach.

Kilka nauczycielek i terapeutek ma takie same refleksje, że z powodu wadliwego systemu cierpią dzieci przede wszystkim, ich rodzice i co ambitniejsi nauczyciele. Nie wszyscy nauczyciele stanęli na wysokości zadania. Ważne, żeby nie generalizować, nie wrzucać wszystkich do jednego worka

Inna nauczycielka: – Prowadzę zdalne lekcje w ostatniej klasie SPP. Chłopak w czerwcu powinien skończyć edukację. Napisał na grupie Watsapp „Chcę zostać w szkole”. Proszę mi wierzyć nie umiałam opanować łez. Wśród nauczycieli też panuje taki pogląd, że dzieci i młodzież z niepełnosprawnością intelektualną, jeśli tylko rodzice sobie tego życzą, powinna powtórzyć ten rok.

– Skończy się tym, że nie wywalczycie nic, a winą za wszystko obarczy się nas, nauczycieli… Powinniśmy razem o to powalczyć…. Szkoda, że do konsultacji przy pisaniu pisma nie zaangażowaliście nas, nauczycieli… Wielu z nas jest z Waszym dziećmi całymi dniami pracując różnymi metodami, wspierając, pocieszając. Proszę nie odbierać tego apelu do Was negatywnie. Są nauczyciele, którzy autentycznie pracują, dostosowując wszystko do indywidualnych potrzeb Waszych dzieci, ale Ministerstwo stwierdziło, że faktycznie nie pracujemy i zabrano nam dodatki za warunki pracy. GŁOŚNO KRZYKNĘ ŻE NIE CHODZI O PIENIĄDZE…. Żeby nikt nie posądził nas o pazerność… Zdyskredytowano nas, nasze starania, naszą pracę.

– Zgadza się, zabrano nam dodatki, a paradoksalnie mamy więcej pracy, teraz pomaga mi nawet rodzina w nagrywaniu i montowaniu filmików, które przesyłam uczniom i rodzicom – powiedziała NS nauczycielka dzieci ze spectrum autyzmu. – Ja wiem, który z moich uczniów ma problemy ze słuchem, z koncentracją, z napięciem mięśniowym i męczy się, jak pisze, dla każdego mam inne metody, a teraz osobno dla każdego przygotowuję materiały, zadania, inne metody muszę opracować dla każdego rodzica, praca się zwielokrotnia.

Ja bym powiedziała, że jest tu duża wina podstawy programowej, takiej samej dla wszystkich.

Takiej samej dla autystów, którzy często mają mnóstwo problemów z logicznym zrozumieniem tekstu, poleceń, a na ich barki zrzuca się to samo, co dla zdrowych dzieci, które też mają problem – na przykład 30 proc. maturzystów nie zdaje egzaminu z matematyki! A gdzie w tym autyści, którzy maja dużo trudniej?

Pani Beata jest kolejna mamą, która docenia nauczycieli:

– Chciałabym dodać, jako matka autystyka , który uczy się w szkole specjalnej w zespole edukacyjo-terapeutycznym, że list jest potrzebny. Jednak boję się, że odbije się to na nauczycielach w szkołach specjalnych. (…) Nie neguję treści listu, ale brakło w nim wyjaśnienia. Nauczyciele nas nie zostawili ,zawiódł system.
Nauczyciele starali się bardzo. Na te możliwości, które posiadali.
Wiadomo, że wszędzie ktoś wskaże nauczyciela, który sam poległ. To są jednostki.
To są ci nauczyciele, których dawno nie powinno być, ale broni ich Karta Nauczyciela.
Rodzice mają prawo być zmęczeni.
Boli mnie jednak stwierdzenie, że „mamy nie narzekać, bo otrzymujemy pieniądze za opiekę”.
Dużo osób, które tak się wypowiada nic o nas nie wie, są rodzice pracujący, są rodzice z depresją czy nerwicą. To po prostu jest ciężki okres dla rodziców.
Sama pomoc z PFRON okazała się zbyt powierzchowna, brak rehabilitacji, brak opieki wytchnieniowej.
Wszystko złożyło się razem i taki jest efekt.

Zachowano oryginalną pisownię wpisów i brzmienie wypowiedzi.

Zobacz galerię…

Ilona Raczyńska, fot. Mariola Piętak, freepik.com

Data publikacji: 18.05.2020 r.

Udostępnij

Zachęcamy do zapisania się do Newslettera

Przeczytaj również