Nigdy się nie poddawał…

Widowisko muzyczno-poetyckie „Wołaniem wołam Cię”, Pułtusk 2014

24 grudnia ub. roku w wieku 38 lat zmarł w Grudziądzu Przemysław „Cacek” Cackowski, wybitny muzyk, kompozytor, aranżer, wokalista, multiinstrumentalista i autor tekstów. Był laureatem niezliczonych konkursów, festiwali i innych wydarzeń muzycznych, nie tylko w środowisku osób z niepełnosprawnościami. Człowiek wrażliwy, rozsądny i niezależny. Ci, którzy go znali twierdzą, że nie dało się go nie lubić.

Oto co sam mówił o sobie: – Od lat tworzę jednoosobowy zespół sukcesywnie rozwijających się skrajnych dewiacji muzycznych oscylujących na granicach różnych gatunków muzycznych: poezji śpiewanej, jazzu, rocka czy ambientu.
W moich scenicznych podróżach miałem przyjemność współpracować z wieloma znakomitymi muzykami takimi jak: Zbigniew Górny, Sławek Wierzcholski, Marcin Partyka, Paweł Stankiewicz, Andrzej Zarycki, Tomek Mądzielewski, Hadrian Filip Tabęcki, zespół Kameleon a także z wokalistami wśród których wspomnę  Renatę Przemyk, Mietka Szcześniaka czy Patrycję Markowską.
Współpracowałem jako wokalista z warszawskim zespołem Ordalia, zespołem Mezalians Art, grudziądzkimi formacjami Wallstreet, Freeplace.
Występowałem na wielu scenach m.in.: Teatr Muzyczny w Gdyni, Teatr im. Słowackiego w Krakowie, Opera NOVA w Bydgoszczy, Amfiteatr w Łazienkach Królewskich w Warszawie, Filharmonia w Bydgoszczy.

Wyjątkowa siła

Szersza publiczność usłyszała o Przemysławie Cackowskim w 2010 r. Został wówczas laureatem Festiwalu Zaczarowanej Piosenki im. Marka Grechuty w kategorii dla dorosłych. Na Rynku Głównym w Krakowie zaprezentował 2 utwory. W duecie z Patrycją Markowską wykonał „Świat się pomylił”, a w pojedynkę zaśpiewał „Mamonę” z repertuaru Republiki (https://www.youtube.com/watch?v=muYL0L6E5ss).

– „Cacek” wygrał festiwal bez żadnych wątpliwości. Zachwycił jurorów pięknym, głębokim, silnym głosem i prawdą w przekazie emocji. Dla mnie Przemek ma niespotykaną sprzeczność – zawsze będę mówić o nim w czasie teraźniejszym – siłę spokoju połączoną naturalnie z niepokojącym, intrygującym napięciem. Lubiłam z nim przebywać. Choć mało rozmawialiśmy. Wystarczało, że byłam obok niego, a ogarniał mnie irracjonalny spokój i takie poczucie, że wszystko jest tak jak miało być – wspomina Anna Dymna, prezes Fundacji Anny Dymnej Mimo Wszystko.

To zwycięstwo otworzyło przed nim dodatkowe możliwości. W kwietniu 2009 r. został zorganizowany pierwszy koncert w ramach projektu Zaczarowane Radio Kraków. Zapraszani do niego są właśnie laureaci i finaliści Festiwalu Zaczarowanej Piosenki oraz goście specjalni. Publiczność w Studiu im. Romany Bobrowskiej oklaskiwała m.in. „Cacka” (np. https://www.youtube.com/watch?v=5qgqUxVrfFA).

– Wystąpił u nas chyba z 15 razy. Zawsze był superprzygotowany i widać było, że naprawdę sprawia mu radość, że z nami jest i śpiewa. Kocham ludzi z pasją, a „Cacek” był najprawdziwszym pasjonatem. Kiedy śpiewał, to był zdrowy. Piosenka przywracała mu wzrok i dawała mu siłę, którą zarażał innych ludzi – mówi Anna Dymna.

Do Mimo Wszystko docierały informacje o tym, że Przemek współpracował z różnymi artystami. Również z tymi, którzy wystąpili podczas Festiwalu Zaczarowanej Piosenki. Pomagał im na gruncie muzycznym, co wzbudzało radość w fundacji.

– Zaczarowana Piosenka to coraz większa, piękna rodzina i to chyba jest największy sukces  tego projektu. To nie jest tak, że uczestnicy zagrają, zaśpiewają, laureaci wezmą nagrody i do widzenia. Oni zawierają przyjaźnie na lata, maja ze sobą kontakt, pomagają sobie, śpiewają razem, komponują wspólnie piosenki, robią aranże. Przemek jest bardzo ważną osobą w naszej zaczarowanej rodzinie. Miał w sobie coś magicznego ­– zaznacza prezes Fundacji Anny Dymnej Mimo Wszystko.

Anna Dymna, prezes Fundacji Anny Dymnej Mimo Wszystko

Przemek miał takie coś, co jest mi w życiu bardzo potrzebne. Jakiś taki cichy mroczny spokój i siłę mimo wszystko. On mógłby zawsze reklamować moją fundację. Mówił mi zawsze bez słów: „Może nie widzę, może nie jestem zdrowy, ale mimo wszystko spróbuj mi coś zrobić, mam taką siłę, że poddasz się. A ja nigdy”. On mi tę siłę wysyłał i to śpiewająco. Mój kochany  superczłowiek.

Po takich ludziach gdy odchodzą, rozumiemy, co jest nam naprawdę potrzebne, bo czuje się ich brak. Jednak nie zostawiają pustki, lecz energię, radość i dziwną, ale prawdziwą moc. Więc Przemek  naprawdę cały czas jest! Rzadko go widywałam, więc łatwo mi w to wierzyć. Teraz częściej puszczam sobie jego piosenki i gdy „czasem czuję, nie wytrzymam, myślę sobie poddam się…. Wiem, że nigdy się nie poddam i że walczyć będę wciąż”.  Słucham tych słów i biorę się w garść.

Z Przemkiem nie rozmawialiśmy o jego chorobie. Wiem, że od czwartego roku życia walczył z nią i ona go, niestety, zabiła. Ale wydaje mi się, że ta śmierć jest przez niego upokorzona, bo zostawił siłę w ludziach. W każdym razie tak o Przemku zawsze będę myśleć z uśmiechem i miłością. A jeśli ktoś mnie zdenerwuje, to puszczę sobie piosenkę „Cacka” i się uspokoję.

Jako artysta trzymał się swojej drogi

Wśród organizacji, z którymi ściśle współpracował na niwie artystycznej Przemysław „Cacek” Cackowski wymieniał Fundację na Rzecz Promowania Aktywności Osób Niepełnosprawnych „Wygrajmy Razem” z Dąbrowy Górniczej. Dla „Naszych Spraw” wspomina go Łukasz Baruch, współzałożyciel i prezes tej fundacji.

Nasze Sprawy: Już prawie miesiąc minął od śmierci Przemka. Kiedy Panowie się poznali i co z tego wynikło?

Łukasz Baruch: Poznaliśmy się w 2010 r. podczas kolejnej edycji festiwalu Zaczarowanej Piosenki w Warszawie, bo tam odbywały się półfinały konkursu. Bliżej zaczęliśmy się poznawać podczas warsztatów finałowych, które odbywały się w Krakowie i wtedy od razu między nami „zaiskrzyło”. To w ogóle była fajna edycja, było dużo ludzi, z którymi można było nawiązać kontakt, ale spośród nich wszystkich przyjaźń przetrwała tylko z Przemkiem.

NS: Jak to się stało, że zaczęli Panowie współpracować w obszarze artystycznym? Z jego udziałem m.in. powstał zespół Mezalians Art złożony z artystów z całej Polski.

Ł. B.: Jeszcze w czerwcu 2010 roku zaprosiłem Przemka do Dąbrowy Górniczej na Przegląd Piosenki „Dotyk Dźwięku”, jeszcze nie było Fundacji „Wygrajmy Razem”, ale już były zaczątki i plany. Rozmawiałem na ten temat z Przemkiem, mówiłem że organizujemy taki przegląd z udziałem wokalistów  z niepełnosprawnościami od 2008 r., i już wtedy zaprosiłem go na kolejną edycję. Później często brał w nich udział, po raz ostatni w 12. Przeglądzie , w 2019 r. Ponadto często uczestniczyliśmy w tych samych konkursach, projektach więc była możliwość, żeby się bliżej poznać, zaprzyjaźnić. Kiedy założyliśmy Fundację „Wygrajmy Razem” wspierającą artystów uznaliśmy, powinna mieć swoją piosenkę przewodnią, coś w rodzaju hymnu. Ogłosiliśmy wtedy konkurs na tekst tej piosenki i poprosiłem Przemka, żeby do tego tekstu skomponował muzykę. W ten właśnie sposób powstała piosenka „Razem łatwiej”. Hymn był też piosenką tytułową zespołu Mezalians Art, który powstał nieco później. Przemek był kompozytorem muzyki niebanalnej, ambitnej, ale taki właśnie był, nie szedł „na łatwiznę” tylko szukał ciekawych rozwiązań. Chodziło o to, żeby ta piosenka wyrażała jaki staramy się osiągnąć poziom śpiewając jako zespół Mezalians Art.

NS: Ponieważ artyści w tym zespole pochodzą z różnych rejonów kraju, to chyba trudno było często się spotykać, często mieć próby?

Ł. B.: Niestety nie było takiej możliwości. Przemek z nas wszystkich mieszkał najdalej. Jako „pełnowymiarowy” zespół nie mieliśmy okazji zbyt często występować, były to naprawdę ważne okazje, np. byliśmy gośćmi specjalnymi półfinału festiwalu Zaczarowanej Piosenki, a w 2015 r. pani Dymna zaprosiła nas do koncertu „Zwyciężać mimo wszystko”, gdzie mogliśmy promować naszą fundację. Tam jest taka tradycja, że każda z organizacji pozarządowych ma swoją gwiazdę, natomiast my byliśmy gwiazdami sami dla siebie, ale to dało nam szansę wystąpić na tej wielkiej scenie jako Mezalians Art. u boku największych gwiazd polskiej piosenki. To był zaszczyt i przyjemność , że mogliśmy wystąpić w szóstkę.

NS: Jak Pan ocenia Przemka jako muzyka, jako człowieka, przyjaciela?

Ł. B.: Przemek był złożoną postacią, ciekawym człowiekiem. Był bardzo niezależny. Szedł cały czas obraną przez siebie drogą, nie wiem dokąd ta droga prowadziła, ale nie był skłonny do słuchania rad. Był niezależny jako artysta, ale też jako człowiek. Bardzo lubiłem jego spokój, nawet mówiłem mu kiedy razem występowaliśmy: – Lubię występować przed Tobą albo za Tobą, bo jesteś taki spokojny, w ogóle nie masz tremy, działasz na mnie kojąco. Wychodził na scenę ze spokojem, wiedział co chce zaprezentować, był pewny siebie i to mi się u niego podobało i nie ukrywam, że tego też mu trochę zazdrościłem.
Był introwertykiem czyli przeciwieństwem mnie i też bardzo ciekawie się z nim dyskutowało. Najlepiej gdy byliśmy w zestawie dwuosobowym ja i on ewentualnie jakaś dodatkowa osoba, bo wtedy z Przemkiem można było super porozmawiać. To były dyskusje na argumenty, on bardzo dobrze potrafił bronić swoich racji, był merytoryczny. Ja jestem człowiekiem niezwykle emocjonalnym, w dyskusji „rozpalam się” i wchodzę na coraz wyższe tony. Wtedy Przemek w pewnym momencie mówił: „Baruch, Baruch, ale poczekaj” i wtedy to powietrze ze mnie uchodziło i już można było spokojnie rozmawiać. Gdy byliśmy w większej grupie towarzyskiej, co zdarzało się podczas festiwali, to Przemka w ogóle nie było. On się w zasadzie nie odzywał, siedział sobie cichutko i nie uczestniczył w naszych rozmowach. Gdy go pytaliśmy czemu się nie odzywa odpowiadał, że po prostu słucha. Był trochę zamknięty i spokojny. Mimo, że na co dzień był taki stonowany, to na scenie wychodził z niego „zwierz”. On po prostu ożywał na scenie, wyrażał się poprzez muzykę, śpiew, to co tworzył i jak tworzył.
Przemek też współtworzył nasza Fundację. Kiedy ja zaczynałem w 2010 r. to ja śpiewałem zaledwie od trzech lat. To tacy ludzie, z którymi współpracowałem, jak Przemek Cackowski, Grzegorz Dowgiałło, Iwona Zięba, Kasia Nowak to byli „starzy wyjadacze” i bardzo dużo się od nich uczyłem, a Przemka rady były bardzo celne. On też w innych klimatach „siedział” niż ja. On – bardziej muzyka alternatywna, bardziej rockowy, ale też poezja śpiewana. Ja z kolei piosenka aktorska, pop.
Przemek też trzymał się swojej drogi jako artysta, bo nie do wszystkich projektów udało mi się go zaprosić. W 2017 roku zapraszałem go na 10  koncert „Dotyk Dźwięku”, na którym postanowiliśmy zrobić psikusa i zrobiliśmy koncert disco polo i muzyki tanecznej. Przemek nie chciał wziąć w nim udziału i żadne argumenty go nie przekonywały, mówił, że te klimaty są mu totalnie nie po drodze. Był niezależny, miał swoje zdanie i czasami do pewnych rzeczy trudno było go przekonać.
To był taki człowiek, że j nie dało się nie lubić, przez to że był spokojny, że się nie kłócił tylko dyskutował, używał argumentów merytorycznych. Jako artysta był perfekcjonistą, on miał także właściwe przygotowanie – był akustykiem, wiele lat śpiewał i akompaniował. Potrafił się dostosować i był we wszystkim bardzo naturalny.

Historyczny sukces

W 2017 r. Przemysław Cackowski został pierwszym Polakiem, który zdobył główną nagrodę Lions World Song Festival for the Blind „Sounds from the Heart” (Światowy Festiwal Piosenki dla Niewidomych „Głos z serca”). Impreza organizowana jest od 2013 r. i odbywa się co dwa lata w Krakowie.

– Jeszcze nie dociera do mnie zwycięstwo, muszę to przetrawić. Jestem w tym momencie bardzo rozchwiany emocjonalnie, ale myślę, że za około godzinę w końcu do mnie dotrze – powiedział „NS” tuż po zakończeniu Koncertu Galowego w Teatrze im. Juliusza Słowackiego.

Sukces wyśpiewał sobie prezentując „Kolejny hit” (https://www.youtube.com/watch?v=BF43zAtEG3Y). Ale dla wokalisty z Grudziądza nie był to debiut w tej imprezie. cztery lata wcześniej był w gronie uczestników pierwszej edycji festiwalu.  Wówczas zaprezentował utwór „Chciałbym umrzeć o poranku” (https://youtu.be/Q9fCUdhneas?t=207),  a stolicę Małopolski opuścił z Nagrodą Polskiej Organizacji Turystycznej.

– Każdego z uczestników prosiliśmy o krótką notkę biograficzną. Przemek przedstawiał siebie jako jednoosobową orkiestrę. I rzeczywiście to określenie pasowało do niego. U nas najpierw zaprezentował balladę, a później utwór w rockowym klimacie. W mojej opinii był bardzo wszechstronnym artystą, a prywatnie – bardzo  wrażliwym, miłym i ciepłym człowiekiem – mówi Agnieszka Góralczyk z Lions World Song Festival Office.

Festiwalowej publiczności zaprezentował się jeszcze w 2019 r. Organizatorzy imprezy zapraszają bowiem gości specjalnych, w tym zwycięzcę poprzedniej edycji. I znów można było usłyszeć „Kolejny hit” (https://www.youtube.com/watch?v=hhFqn1SmWik).

– W czwartej edycji mieliśmy dość napięty grafik, sporo atrakcji dla uczestników. Podczas prób festiwalowych główny aranżer i dyrektor festiwalowy zapytał Przemka, czy możemy przesunąć jego próbę albo czy byłby w stanie zaśpiewać bez wcześniejszego wykonania. Odpowiedział, że nie ma sprawy – wspomina Agnieszka Góralczyk. Dodaje, że miał taką pewność siebie jako wokalista, nie potrzebował nawet próby przed koncertem. Po prostu wychodził, śpiewał i to bez nuty fałszu. We wszystkim, co robił, był na luzie. Organizatorzy wiedzieli, że zmaga się nie tylko z dysfunkcją wzroku. Jednak nigdy nie poczuli, że czegoś od nich wymaga. Zawsze był skromny i niesamowicie ciepły.

Chce się śpiewać

Przemysław Cackowski wystąpił na płycie „Chce się śpiewać”, która w 2019 r. została wydana przez Centrum Rehabilitacji im. ks. Biskupa Jana Chrapka w Grudziądzu. Później była ona nominowana do nagrody Fryderyka 2020 w kategorii Album Roku Blues. Na krążek trafiło 17 utworów Sławka Wierzcholskiego, założyciela Nocnej Zmiany Bluesa. O nowe aranże zadbał zespół instrumentalny Bartka Staszkiewicza. Natomiast swoje umiejętności wokalne zaprezentowali artyści z niepełnosprawnościami.

– Kiedy Krystyna Grabowska [prezes Centrum Rehabilitacji – przyp. red.] wpadła na pomysł tej płyty, to dla mnie było naturalne, żeby zaśpiewał m.in. Przemek. Poznałem go podczas Ogólnopolskiego Przeglądu Twórczości Artystycznej Niepełnosprawnych OPTAN, gdzie pełniłem rolę jurora. Śpiewał i grał na instrumentach klawiszowych, był bardzo utalentowany i wrażliwy – wspomina Sławomir Wierzcholski.

Słynnemu bluesmanowi zależało na tym, żeby zaproszeni artyści nie zrobili kopii jego utworów. Chciał, żeby podeszli do przedsięwzięcia w sposób twórczy. To miały być odświeżone i współczesne wersje znanych piosenek. I tak się stało, co nie zawsze jest proste, nawet dla utalentowanych wokalistów. Bo przecież część osób potrafi pięknie śpiewać, ale nie radzi sobie z tworzeniem, tylko wzoruje się na pierwotnym wykonaniu.

– Na płytę nagrywały też inne osoby niewidome, ale miałem świadomość, że Przemek jest w trudniejszej sytuacji. Cierpiał na dodatkowe schorzenia, np. musiał mieć dializy, więc mógł być zmęczony, rozdrażniony, obolały. Nigdy nie dał po sobie tego poznać. Był bardzo dzielny, za to go podziwiałem – mówi Sławomir Wierzcholski.

Założyciel Nocnej Zmiany Bluesa zachęcał też do przygotowania wideoklipów. I zapowiedział, że postara się o promocję takich materiałów w telewizji. Ostatecznie powstał jeden klip, utworu „Zawsze pod prąd” (https://www.youtube.com/watch?v=UBzzpZecYmA). Stało się tak dzięki aktywności Cacka.

– Dostaliśmy czas w Teleexpressie, ale Przemek musiał przyjechać do Warszawy. Nie widział problemów, wsiadł w autobus, odebrałem go i pojechaliśmy na nagranie. On wiedział, że nie wystarczy pięknie zaśpiewać, ale jeszcze trzeba zrobić coś, żeby słuchacze o tym się dowiedzieli. Bardzo lubię takie podejście do życia – opisuje bluesman. Dodaje, że będzie mu brakowało Przemka. Jeszcze przed pandemią poprosił go o nagranie roboczych wersji pewnych utworów. Zrobił to bez problemu.

Hołd dla Przemka

24 grudnia ub.r. niewidomy wokalista i poeta Szymon Wasiłowicz czytał wiadomości na Facebooku. Wyświetlił mu się post na profilu Festiwalu Piosenki Osób Niepełnosprawnych mocART, odbywającego się w Katowicach. Pomyślał, że być może Przemek nagrał nową piosenkę. Albo że organizatorzy zamieścili zapowiedź kolejnej imprezy muzycznej. Ewentualnie składają jakieś gratulacje dla „Cacka”. Jednak to była informacja o śmierci. Kiedy zaczął ją czytać, był w ogromnym szoku, choć wiedział o jego problemach zdrowotnych.

– Spotykaliśmy się na różnych festiwalach, na których występowaliśmy. Podczas jednego z nich Przemek miał zaraz wyjść na scenę, ale zasłabł. Wezwaliśmy karetkę, został postawiony na nogi i zdecydował się wystąpić. Wkroczył na scenę, zaśpiewał i wygrał. To było niesamowite, bo się nie poddał. To dowodzi, że był niezłym fighterem – mówi Szymon Wasiłowicz.

„Cacek” często był nagradzany. Stanowił konkurencję dla innych uczestników, ale rywalizacja toczyła się fair. Kiedy nie przebywał na scenie, chętnie dzielił się swoją wiedzą muzyczną. Szymon pytał go np. jak zaśpiewać poszczególne utwory. I wiele się od niego nauczył. Zawsze otrzymywał wskazówki w takiej przyjaznej atmosferze. Wymieniali się doświadczeniami życiowymi związanymi z dysfunkcją wzroku.

– Kiedyś Przemek powiedział mi, że muzyka to jego chleb, że kocha to, co robi. Przeglądając jego profil na Facebooku, można było przeczytać o kolejnych festiwalach, nagrodach czy obejrzeć zdjęcia z różnymi wykonawcami. Później dotarło do mnie, że rzeczywiście żył muzyką. To artysta przez duże A, wiele osiągnął  – wspomina Szymon Wasiłowicz.

Według niego „Cacek” był bardzo utalentowany i zachwycał mocnym głosem. Do dziś pamięta jego wykonanie „Jaskółki uwięzionej” podczas jednego z festiwali. Później już nie słyszał, aby ktoś inny zaśpiewał tak dobrze ten utwór.

– Pomyślałem sobie, że warto byłoby zorganizować koncert upamiętniający Przemka. Oczywiście nie teraz, tylko w dalszej perspektywie, po pandemii. To byłaby forma hołdu złożona przez osoby, które spotkał w swoim życiu – mówi Szymon Wasiłowicz. Dodaje, że „Cacek” stał się nieśmiertelny dzięki muzyce. W sercach wielu ludzi będzie miał miejsce jako artysta i przede wszystkim przyjaciel.

Marcin Gazda, Ryszard Rzebko, fot. Marcin Gazda, Centrum Rehabilitacji im. ks. Biskupa Jana Chrapka w Grudziądzu

 

„IDŹ PRZEZ ŻYCIE TAK, ABY ŚLADY TWOICH STÓP

PRZETRWWAŁY CIĘ”

/ks. Biskup Jan Chrapek/

 

ŚP. PRZEMEK „CACEK” CACKOWSKI /5.06.1982 – 24.12.2020/ 

Wybitny muzyk, wokalista i kompozytor
Ambasador Teatru Życia im. ks. Biskupa Jana Chrapka

Odszedł człowiek o wielkich zaletach umysłu i charakteru, otwarty i życzliwy. podejmował inicjatywy zmierzające do przywrócenia osobom niepełnosprawnym możliwości uczestnictwa w różnorodnych formach artystycznej aktywności.

Był też naszym przyjacielem, na którego radę i wsparcie zawsze można było liczyć. Był rzeczywiście – co jest ważnym określeniem człowieka. Był tak, w tym ważnym Teatrze Życia, że ludzie stawali się więksi i piękniejsi.

Współpracowaliśmy od wielu lat w projektach  „Sztuki bez barier” m.in w przygotowaniu:

1/ widowiska „ Wołaniem wołam cię” autorstwa  Ernesta Brylla  –  Pułtusk  lipiec 2014

2/ koncertu i nagrania płyty „ Mec – jego portret”- Grudziądz czerwiec 2015

3/koncertu i nagrania płyty „ Z dobrych przeczuć” autorstwa Tadeusza Woźniaka – Grudziądz wrzesień 2016

4/ koncertu i nagrania płyty „Chce się śpiewać”  autorstwa Sławka Wierzcholskiego – Grudziądz 2018

5/ koncertu jubileuszowego  z okazji 85. urodzin Ernesta Brylla „Zagrajcie nam dzisiaj wszystkie srebrne dzwony” – Centrum Promocji Kultury w Warszawie 10.09.2020

6/ organizacji programów konfrontacji artystycznych.

Kiedy odchodzi „przyjaciel sprawy” trudno się z tym pogodzić, bo przed chwilą był, pomagał Teatrowi Życia, wspierał przeróżne działania…

 

Drogi Przemku,
Żegnamy cię z bolesnym zdumieniem, że odszedłeś na zawsze.
Dziękujemy, że ofiarowałeś nam to, co najdroższe – swoją przyjaźń.

W imieniu artystów niepełnosprawnych Teatru Życia im. ks. Biskupa Jana Chrapka

Krystyna Grabowska

Zobacz galerię…

Data publikacji: 29.01.2021 r.

Udostępnij

Zachęcamy do zapisania się do Newslettera

Przeczytaj również