Hokej ważniejszy niż rak. Tyler McGregor, sumienie kanadyjskiego sportu, zagra w finale o złoto z USA

Wyobraź sobie, że masz 15 lat, jesteś wschodzącą gwiazdą hokeja, do tego w Kanadzie, gdzie ten sport jest religią, i właśnie dziś masz zostać wybrany do wymarzonej ligi juniorskiej OHL – przedsionka NHL. Zamiast tego, dokładnie w dniu draftu – momentu, który miał być przepustką do sławy – amputują ci w szpitalu nogę.

Brzmi jak scenariusz łzawej opowieści. A jednak Tyler McGregor nie pozwolił, żeby rak odebrał mu tożsamość sportowca i zdruzgotał marzenia.

Dziś inspiruje miliony rodaków, zbiera pieniądze na dzieci chore na raka, w Mediolanie-Cortinie jest na swoich czwartych igrzyskach paralimpijskich i w niedzielę, jako kapitan reprezentacji Kanady, poprowadzi drużynę w finale hokeja na sledżach przeciwko USA.

Agonia na lodzie
– Każdej zimy mój tata spędzał całe godziny, przygotowując lodowisko na naszym podwórku w Forest w Ontario. Miałem łyżwy na nogach jeszcze przed trzecimi urodzinami. W wieku trzech lat dołączyłem do drużyny Timbits i od tamtej pory gram wyczynowo. Odkąd pamiętam, po powrocie ze szkoły spędzałem całe wieczory na moim przydomowym lodowisku. Potem, gdy robiło się ciemno, wchodziłem do środka i oglądałem hokej w telewizji. Żyłem hokejem i dla hokeja. Oddychałem nim jak tlenem – wspomina.

Szło mu świetnie. Od 11. roku życia dominował w ligach dziecięcych Ontario. Ludzie zaczęli o nim mówić i wróżyć zawodowa karierę. Mając 15 lat czekał na draft do OHL (ligi juniorskiej Ontario, elitarnej kuźni talentów, z której wyszły m.in. takie gwiazdy, jak Wayne Gretzky czy John Tavares).

– Odczuwałem ból w piszczelach, ale nie powstrzymywało mnie to przed dawaniem z siebie wszystkiego. Podczas naszego pierwszego meczu w sezonie, we wrześniu 2009 roku, prowadziliśmy w pierwszej tercji, adrenalina we mnie tętniła. Nagle pod bramką zderzyłem się z obrońcą. Pamiętam tylko przeszywający ból w całej nodze. Próbowałem doczołgać się do ławki, ale noga całkowicie odmówiła posłuszeństwa. Byłem w agonii. Zostałem przewieziony do szpitala – wspomina w artykule własnego autorstwa na łamach „Toronto Life”.

Przetrwanie
Lekarze orzekli czyste złamanie kości piszczelowej i strzałkowej. Zwykła hokejowa kontuzja. Miał wrócić na lód najdalej za dwa miesiące. Nic, czym należałoby się przejmować. Po miesiącu na kolanie wyrósł jednak spory guz, badania wykazały w miejscu złamania brak pięciu centymetrów kości. Diagnoza: mięsak wrzecionowatokomórkowy – rzadka odmiana nowotworu.

Wyrok: „musimy ci amputować lewą nogę, żeby uratować ci życie”.

– Rozpłakałem się. Jakie to niby będzie życie? Moje marzenia o grze w NHL i reprezentowaniu Kanady na igrzyskach olimpijskich właśnie idą do kosza – wspomina.

Jakby tego było mało, amputacja odbyła się w dniu draftu do OHL.

– Po amputacji mój świat się zawalił. Nastawiłem się już, że będę zawodowym sportowcem i miałem poczucie, że coś zostało mi odebrane. To było druzgocące. Straciłem całą pewność siebie, którą miałem wcześniej. Byłem zdezorientowany i przerażony tym, jak będzie wyglądać moja przyszłość. Bardzo bolało mnie to, że nie jestem już tą osobą, którą byłem dawniej – pamięta McGregor.

W przezwyciężeniu tego mrocznego czasu i znalezieniu nowego kierunku kluczową rolę odegrały rodzina, przyjaciele, koledzy z dawnej drużyny, wspierająca lokalna społeczność.

– To była wspaniała praca zespołowa. Gdy zacząłem chemioterapię, cała moja drużyna pojawiła się w szpitalu. Ich obecność sprawiła, że poczułem, iż moje życie się nie skończyło. Drugą rzeczą, która pomogła mi przetrwać, było oglądanie paraolimpiady w Vancouver w 2010 roku, która odbywała się, gdy leżałem w szpitalu. Nagle, patrząc na tych sportowców w telewizji, zyskałem nową wizję mojej przyszłości – wspomina.

Płozy zamiast łyżew
Najważniejszy był jednak powrót do hokeja. Były trener zapoznał McGregora z hokejem na sledżach – dyscypliną, w której zamiast łyżew zawodnicy, z których wielu straciło nogi powyżej kolana, tak jak on, siedzą przypięci do metalowej ramy na dwóch płozach – sledżach.

– Gdy po raz pierwszy usiadłem na sledżu, poczułem frustrację, bo nauka była niesamowicie trudna. W hokeju na sledżach używasz górnej partii ciała do jazdy, podawania i strzelania, więc musisz być oburęczny, co jest bardzo nienaturalną umiejętnością. Kochałem wyzwania, więc postanowiłem, że nauczę się tego i będę niesamowity – wspomina. – Wróciły stare nawyki z dzieciństwa. Spędzałem całe wieczory siedząc na sledżu i ćwicząc w garażu. Uczyłem się na własnych błędach, zawodząc raz za razem. Gdy już opanowałem podstawy, dołączyłem do pobliskiej ligi. Na początku byłem tragiczny, ale moi koledzy z drużyny byli wyrozumiali i zachęcali do wysiłku – dodaje.

W ciągu sześciu miesięcy zrobił takie postępy, że przerósł umiejętnościami drużynę. Trener reprezentacji paralimpijskiej, Kieran Block, zaprosił go na obóz selekcyjny kadry. Wypadł tak dobrze, że w wieku 17 lat zostałem najmłodszym zawodnikiem w historii Team Canada. I cztery lata po amputacji pojechał na igrzyska paralimpijskie do Soczi 2014. Kanada zdobyła tam brąz. W Pjongczangu w 2018 i cztery lata później w Pekinie – srebro.

Dług wdzięczności
Tymczasem Taylor rzucił się w wir współpracy z wieloma organizacjami charytatywnymi, wspierającymi rodziny chorych na nowotwory dzieci.

– Choć miałem wtedy 15 lat, leczono mnie w szpitalu dziecięcym. Napatrzyłem się na maluchy walczące z rakiem – niektóre miały zaledwie roczek, dwa, trzy. Postanowiłem, że teraz, gdy mam ku temu środki, chcę próbować pomagać innym tak bardzo, jak tylko mogę – tłumaczy.

Bohaterem McGregora od dawna był Terry Fox. To słynny Kanadyjczyk, u którego w 1977 roku zdiagnozowano raka kości. Ponieważ dla niego było za późno na ratunek, postanowił zebrać pieniądze na badania nad rakiem. Żeby namówić rodaków do wpłaty symbolicznego dolara, w „Maratonie Nadziei” planował przebiec 8000 km (codziennie 42 km, czyli pełny dystans maratoński, przez siedem dni w tygodniu). Na prymitywnej, stalowej protezie, która powodowała bolesne otarcia i krwawienie kikuta.

Po 143 dniach i przebiegnięciu 5373 km musiał przerwać bieg, ponieważ rak zaatakował płuca. Zmarł rok później, mając zaledwie 22 lata.

– Kiedy dowiedziałem się, że mam raka, mój lekarz powiedział mi coś, czego nigdy nie zapomnę: „Gdybyś zachorował w latach 70., jak Terry Fox, miałbyś tylko 20 procent szans na przeżycie. Dziś, dzięki niemu i badaniom, które sfinansował, masz ponad 80 procent”. W tamtej chwili Terry przestał być dla mnie tylko odległym bohaterem z podręczników historii. Stał się kimś, komu zawdzięczam życie. Poczułem, że mam obowiązek kontynuować jego misję, tak jak on to robił dla mojego pokolenia – mówi Tyler.

Sledże Nadziei
McGregor stworzył w 2021 roku kampanię Sledge Skate of Hope (Sledże Nadziei). Podczas corocznych edycji przejeżdża na sledżu dystans 420 km (w każdej z dziesięciu prowincji Kanady po 42 km dziennie, tak jak Fox). To tytaniczny wysiłek.

– W hokeju na sledżach twoje ramiona są jednocześnie twoimi nogami i twoim napędem. Kiedy robisz 42 kilometry dziennie, po pewnym czasie przestajesz czuć dłonie, a każdy ruch kijami staje się walką z narastającym paleniem w barkach. To wysiłek, który wykracza poza fizyczność – to gra psychologiczna. Były dni, kiedy pogoda nas nie oszczędzała, a ja, siedząc kilka centymetrów nad lodem, czułem każde uderzenie mroźnego wiatru. Ale wtedy przypominałem sobie, przez co przechodzą dzieci na oddziałach onkologicznych. Ich ból nie kończy się po 42 kilometrach. To dawało mi siłę, by pchać dalej, nawet gdy moje ciało mówiło „dość” – opowiada Tyler.

Datki przeznacza na Fundację Terry’ego Foxa – już w sumie 430 tys. dolarów. Jak podkreśla, robi to, bo nie chce być zapamiętany tylko jako sportowiec.

– Chcę być zapamiętany jako ktoś, kto starał się uczynić otaczający go świat odrobinę lepszym, niż go zastał. To moja nadrzędna zasada – mówi.

„McGregor nie jest tylko kapitanem na lodzie. Jest sumieniem kanadyjskiego sportu, który przypomina nam, że prawdziwa wielkość mierzy się tym, co dajesz innym, gdy gasną światła jupiterów” – napisano o nim w „The Hockey News”.

W niedzielę w Mediolanie Tyler McGregor znów wyjedzie na lód. Dla kibiców nie będzie ważne, ile bramek strzeli. Bo on swój najważniejszy mecz wygrał już dawno temu – na szpitalnym korytarzu w Ontario.

Michał Pol, Cortina d’Ampezzo, fot. Connormah, CC BY-SA 3.0, via commons.wikimedia.org

Informacja prasowa Polskiego Komitetu Paralimpijskiego

Data publikacji: 14.03.2026 r.

Udostępnij

Zachęcamy do zapisania się do Newslettera

Przeczytaj również