Pies może być skutecznym terapeutą, ale nic na siłę
- 03.09.2026
Dorota Sumińska
Czy pies jest przyjacielem człowieka, czy raczej jego niewolnikiem? Czym tak naprawdę jest dogoterapia i czy każdy pies może być terapeutą? Co jest istotą psiej terapii w przypadku osób z niepełnosprawnością fizyczną? Jaka jest rola czworonożnego terapeuty u osób neuroróżnorodnych? I czy starszy człowiek powinien mieć psa? O tych i innych jeszcze zagadnieniach rozmawiamy z Dorotą Sumińską, lekarką weterynarii, autorką książek, publicystką i najbardziej chyba znaną propagatorką dobrego traktowania zwierząt.
– Chciałabym zacząć tę naszą rozmowę od bardzo prostego pytania: kim dla człowieka jest pies?
– Oddanym przyjacielem, który potrafi trwać bardzo wiernie. Z tym, że gdyby pies miał wybór, to byłby tym przyjacielem bez ograniczeń, ale niestety w obecnym świecie pies dla człowieka jest niewolnikiem. Uczucia ze strony psa są uczuciami dziecka do rodzica. Pies przyszedł z watahy, gdzie rodzic był kimś najważniejszym. Kimś, komu można ufać. Mimo to, taki wilczy szczeniak miał dużo wolnej woli i gdyby człowiek traktował psa tak, jak traktuje drugiego człowieka, a myślę tu o dobrym traktowaniu, to z całą pewnością pies by się z nim zaprzyjaźnił. Ale człowiek zrobił z psa niewolnika, stając się kimś kto decyduje nie tylko o narodzinach, ale często o śmierci, o każdej minucie życia zwierzęcia. O tym, gdzie chodzi, co je, z kim się poznaje. Pies zatem nie ma żadnej wolności. Jeżeli ktoś bardzo pokocha psa, to rzeczywiście może mu stworzyć pozory tej wolności. Nasza cywilizacja to uniemożliwiła. Byłoby bardzo fajnie gdybyśmy byli równymi sobie i pies miałby jakiś wybór w życiu, ale wtedy nie byłoby mowy o udomowieniu, bo to jest ich ubezwłasnowolnienie, tylko o oswojeniu i zaprzyjaźnieniu się. Ponieważ zwierzęta zostały udomowione, włącznie z psem, nie mogą żyć bez człowieka. A to nie jest związane z wolną wolą i wyborem.
– W Pani wypowiedzi pojawił się wątek przyjaźni psa z człowiekiem. Ta przyjaźń to nie tylko wierność człowiekowi, ale też czasami swego rodzaju terapia. Niektórzy twierdzą, że najlepszym terapeutą dla człowieka jest właśnie pies. Czy każdy pies może być terapeutą?
– Ja uważam, że pies może być skutecznym terapeutą, ale tylko wówczas jeżeli między tym psem, a tym człowiekiem jest więź. Wtedy, dzięki psu, człowiek otwiera się na świat. Nie da się jednak tego zrobić w taki sposób, jak to jest stosowane w bardzo wielu miejscach, gdzie wykorzystuje się psy, które muszą być uległe i spolegliwe. Uczy się je od szczeniaka, żeby nie reagowały w sposób nieodpowiedni, ale według człowieka. Nie reagowały na nadmiar karesów, głaskanie, tłum ludzi. To nie jest naturalne zachowanie psa. Psy są selekcjonowane w tym kierunku, są rasy predestynowane do tego, takie które się nadają. Ja nie jestem rasistką więc o rasach w ogóle nie chciałabym rozmawiać. W każdym razie nie uważam – i to nie jest moje zdanie, tylko ludzi zajmujących się psychoterapią naukowo – że wprowadzanie psa terapeuty do dużej grupy ludzi, którzy potrzebują z nim kontaktu, to taka chwilowa karuzela. Takie wejście na chwilę do wesołego miasteczka. To nie jest trwałe, pomimo że te osoby mają potem trochę lepszy humor. Ale jak się czuje potem ten pies, to tak naprawdę nikogo nie obchodzi. On ma po prostu być spolegliwy. A prawdziwy psi terapeuta, to jest istota przebywająca stale z człowiekiem. Znająca go. Pies doskonale wyczuwa nasze nastroje: wie kiedy czujemy się gorzej i wie co nam nie służy. Ja to doskonale wiem po swoich psach. Przeżyłam bardzo dużo trudnych chwil w życiu i moje psy nigdy nie były na to obojętne. I z całą pewnością bardzo dużo mi dały. Nie potrzebowałam psychoterapii tradycyjnej, ale miałam domową dogoterapię.
– Czyli pies skuteczny jako terapeuta, ale w opcji jeden na jeden?
– Zdecydowanie tak.
– A jak pies może pomóc osobie z niepełnosprawnością fizyczną?
– Moim zdaniem trzeba zacząć od tego czy ta osoba z niepełnosprawnością ma na to ochotę. Czy chce kontaktu z psem. Ja uważam, że nie każdy człowiek tego chce, czy potrzebuje. Powiedziałabym nawet, że wielu ludzi nie tylko nie powinno mieć psów, ale nawet się z nimi kontaktować. Zatem jeśli człowiek rzeczywiście tego chce i darzy czworonogi sympatią, to oczywiście pies może mu otworzyć świat. Pies może bowiem bardzo wiele. Człowiek, który jest niepełnosprawny ma często bardzo ograniczony taki czy inny rodzaj kontaktu ze światem i z ludźmi. Tymczasem pies daje mu tę bliskość kogoś życzliwego, kto jest zawsze. Poza tym on nigdy nie będzie patrzył na niego, jak na kogoś gorszego. Nie trzeba się go wstydzić, nie trzeba mieć jakiś oporów. Pies będzie przy nim zawsze. Będzie patrzył, będzie czekał na uśmiech, na dotyk. To jest cudowna sprawa. To jest jak kontakt matki z dzieckiem. Pies naprawdę daje nam cały swój świat, choć my mu dajemy tylko troszeczkę z tego świata. I tak samo da go osobie z niepełnosprawnością. Jeżeli ktoś ma niepełnosprawność fizyczną, na przykład porażenie czterokończynowe i nie może w ogóle chodzić, to pies wskoczy na jego łóżko, będzie go „całował”, będzie mu po psiemu „opowiadał” o tym, co widział. Myślę, że to jest najpiękniejsze, co może dać pies.
– A jak to jest w przypadku osób neuroróżnorodnych? One albo nie bardzo się chcą otworzyć na świat, albo otwierają się za bardzo. Czy i w takich przypadkach pies może być terapeutą?
– To wszystko zależy od człowieka, no i oczywiście od psa, z tym, że w tym przypadku bardziej od człowieka. Rodzajów na przykład ADHD jest bardzo dużo i są różne, a od tego wiele zależy. Na pewno trzeba pamiętać o jednej najważniejszej rzeczy: pies nie może na tym ucierpieć. Tego typu terapie nie powinny być wykorzystywaniem kogokolwiek, a tym bardziej istoty, która niestety przed tym obronić się nie może. Więc tu jest znowu kwestia życzliwości ze strony człowieka. Osoby z dysfunkcjami czy to neurologicznymi, czy właśnie psychicznymi są przecież bardzo różne. Często jest tak, że ktoś nadpobudliwy, nadruchliwy, ktoś z dużymi niepokojami, czy lękami dzięki psu odnajduje choć częściowo spokój, bo pies będzie go rozumiał. Jeżeli pies go pozna i pokocha, to będzie doskonale wiedział co mu jest potrzebne do tego, żeby się uspokoić. Tylko dalej wracamy do tego bycia jeden na jeden.
– Czyli po prostu przebywanie z psem a nie korzystanie z usług psa na życzenie?
– Zdecydowanie tak: bycie z tym zwierzęciem. Poza wszystkim innym – dla człowieka, który ma opory, by spełnić potrzebę, chociażby opiekuńczości, zrobić coś, co ludzie przyjmą ze zdziwieniem, pies przyjmie jako dar i będzie z tego powodu szczęśliwy. Jeżeli pokocha człowieka będzie zachwycony jego bliskością. Psy mogą nam dać ogrom miłości, ogrom współczucia i zrozumienia. Tego wszystkiego, czego ludzie nie dają.
– Niektóre szpitale i hospicja akceptują wprowadzanie specjalnie przeszkolonych psów do pacjentów, którzy przyjmują ich odwiedziny z wielką radością. Co Pani o tym sądzi?
– Wiem o tym, ale to jest atrakcja i trudno to nazwać terapią. Bardziej poprawianiem humoru czy nastroju i w takim kontekście może być uznawane za terapię. Tylko nie wiem na ile ten pies jest z tego zadowolony. Ja znowu patrzę na wszystko pod kątem zadowolenia z obu stron i uważam, iż nasze kontakty ze zwierzętami powinny polegać na tym, że obie strony coś z tego czerpią. Jeżeli chcemy mieć do czynienia ze zwierzętami, to musimy to tak zorganizować, żeby obie strony czerpały z tego radość. Na pewno radość jest bardzo dobrą terapią przy każdej dolegliwości, więc takie odwiedziny psa w szpitalu czy hospicjum powodują to, że ludzie się uśmiechają. Poza tym coś się wokół nich dzieje, nie skupiają się tylko na patrzeniu w sufit. Tak samo jest w przypadku odwiedzin w szpitalach, zwłaszcza dziecięcych, wolontariuszy, np. z Fundacji Dr Claun. Uważam, że nawet w niektórych sytuacjach jest to lepsze rozwiązanie, bo ci wolontariusze przychodzą tam sami i sami chcą to robić. Natomiast pies jest tam przyprowadzany bez względu na to, czy tego chce, czy nie.
– To jeszcze porozmawiajmy o psach i ludziach starszych. Usłyszałam niedawno opinię lekarki, że pies i osoba 65 plus po prostu się wykluczają, bo… pies się męczy. Było to powiedziane w kontekście zaspokajania psich potrzeb, m.in. spacerów.
– Nie zgadzam się z tym i co więcej w ogóle nie rozumiem takiej opinii. Za rok będę miała 70 lat i cały czas mam psy, choć oczywiście ograniczam ich liczbę, teraz mam ich pięć, wszystkie są w starszym wieku. I moje psy by za mną nie nadążyły. A jeśli ktoś się tutaj męczy, to raczej ja, opiekując się nimi, ale to jest mój świadomy wybór. Oczywiście starszy człowiek powinien z wiadomych względów mieć starego psa. I takich starych zwierząt, które nie mają własnego domu jest całe mnóstwo. I co trzeba zrobić w Polsce, by to się zmieniło? Weterynaria jest niestety skomercjalizowana, a ceny usług ogromne. Myślę więc, że powinien być założony fundusz, taki jak ubezpieczenia, dla starych ludzi, którzy mają psy. Ci sami ludzie ze swojej emerytury wpłacaliby co miesiąc jakąś sumę, na ten wspólny fundusz, żeby potem było w razie potrzeby finansowane z niego leczenie psów. I mam nadzieję, że ktoś to zrobi, bo wtedy starsi ludzie mogliby mieć kogoś, kto nie będzie ich w żaden sposób oceniał a po prostu będzie im towarzyszył. Jako psi terapeuta również.
– Bardzo dziękuję za rozmowę.
Rozmawiała Halina Guzowska, fot. Paula Pawłowska, sesja dla Zwierciadła
Data publikacji: 03.09.2026 r.
W każdą sobotę o godz. 16.30 na You Tube można posłuchać audycji Doroty Sumińskiej pt. Sumińska – Zwierzę Ci się


