9000 osób pobiegnie na Błoniach po protezę dla motocyklisty z Krakowa. Wywiad z beneficjentem Poland Business Run 

Mariusz beneficjent PBR

Jego pasją od zawsze były motocykle, jednak ostatni wyścig zakończył się tragicznie. W czasie zawodów na Słowacji Mariusz Juszczak przewrócił się, a inny motocyklista przejechał po jego nodze. Lekarze podjęli decyzję o amputacji. Dziś 27-latek z Krakowa powoli wraca do sprawności i zbiera środki na profesjonalną protezę nogi. 4 września na krakowskich Błoniach wystartuje dla niego bieg charytatywny. Z beneficjentem Poland Business Run 2022 rozmawiamy o wypadku, pasji i planach na przyszłość.

Redakcja: Jak wyglądał Twój wypadek? Czy coś z niego pamiętasz?

Mariusz Juszczak: Pamiętam każdą chwilę ze swojego wypadku. Podczas wyścigu pierwszej rundy Wyścigowych Motocyklowych Mistrzostw Polski, będąc tuż za prowadzącym zawodnikiem, delikatnie przestrzeliłem zakręt. Zdarzało mi się to wielokrotnie podczas treningów, więc nie odpuszczając gazu, zacząłem wracać na właściwy tor. Niestety, tym razem przednia opona złapała uślizg na krawężniku wysokim na jakieś 2-3 cm… Razem z motocyklem wylądowałem dość łagodnie na asfalcie. Niestety, podczas gdy motocykl zaczął przesuwać się wzdłuż krawędzi toru, ja zacząłem sunąć powoli w poprzek.

Upadałem już wiele razy, ale wiedziałem, że ponieważ jest to pierwszy zakręt pierwszego okrążenia, jest duże ryzyko potrącenia przez jednego z ponad 20 zawodników, do czego po chwili doszło. Nie straciłem przytomności po uderzeniu i kiedy zobaczyłem, że mam złamaną nogę na wysokości uda, wiedziałem, że nie jest dobrze. Starałem się jednak zachować zimną krew i współpracować z ratownikami. Z jakiegoś powodu nie podjęto decyzji o szybkim transporcie do szpitala i po prawie 3 godzinach od wypadku straciłem przytomność w karetce. Obudziłem się niecały miesiąc później…

R: Jaka była Twoja pierwsza myśl, gdy okazało się, że nogę trzeba amputować?

MJ: Nogę amputowano mi, kiedy byłem w śpiączce. Niedługo po wypadku, w ambulatorium, byłem w stanie ruszać palcami u stopy, ale już wtedy przygotowywałem się mentalnie, że może to być ostatni raz. Tak więc gdy obudziłem się w szpitalu widok braku nogi nie przeraził mnie tak bardzo, jak fakt, że byłem nieprzytomny cały miesiąc.

R: Kiedy mogłeś znów w miarę aktywnie funkcjonować?

MJ: Hmm, myślę, że był to moment, w którym trafiłem do domu. Był to pierwszy dzień października, tak więc około 3 miesięcy od wypadku. Przy czym prawdziwą samodzielność uzyskałem dopiero w okolicach grudnia, mam na myśli choćby wychodzenie z domu, poruszanie się o kulach.

R: Co zmieniło się w Twoim życiu po amputacji?

MJ: Na pewno mam dużo więcej czasu. Moje życie obracało się wokół motocykli, treningów, wyjazdów. Teraz jest spokojniej. Poświęcam ten dodatkowy czas rodzinie i przyjaciołom oraz pracy. Muszę być też bardziej cierpliwy i pamiętać o tym, żeby wyjść trochę wcześniej na autobus, bo póki co sobie do niego nie podbiegnę…

R: Czym są dla Ciebie wyścigi motocyklowe? Czy chciałbyś wrócić do tej dziedziny?

MJ: Zdecydowanie był to mój powód do życia. Chciałem to robić odkąd pamiętam i dążyłem do tego samodzielnie przez lata. Miałem kupę szczęścia, poznając ludzi, którzy pomogli mi dotrzeć do miejsca, gdzie byłem. Rodzina nie popierała za bardzo tego, co robię, stąd też po tym wszystkim nie chcę wracać do samych wyścigów, mimo już wielu otrzymywanych propozycji klas, w których startują ludzie z niepełnosprawnościami. Chcę jednak wrócić na tor, bo jest to dla mnie coś bez czego nie wiem, czy się w życiu obejdę. Odwiedzając ostatnio znajomych na padoku, czułem się, jakby żadnego wypadku nie było, a ja po prostu przyjechałem na kolejny weekend wyścigowy.

R: Co lub kto był dla Ciebie wsparciem w tym trudnym okresie?

MJ: Zdecydowanie najbliższa rodzina. Ta sama rodzina, która – jak wspomniałem – nie popierała za bardzo tego, że się ścigam, kompletnie nie miała mi za złe tego, co się stało. Czułem się zrozumiany jak nigdy dotąd. Nasze relacje są lepsze niż kiedykolwiek. Bardzo dziękuję swojej siostrze za ogrom pracy, którą wykonała w najgorszym okresie. Chcę również niesamowicie podziękować swojej dziewczynie, Weronice, której wtedy cały świat zawalił się na głowę, a jednak cały czas przy mnie była i jest, i której zawdzięczam tyle, że nie wiem, czy kiedykolwiek będę w stanie jej to wynagrodzić. Jestem ogromnie wdzięczny również wszystkim przyjaciołom, którzy odwiedzali mnie w szpitalu, a później czekali na mnie kiedy pierwszy raz wracałem do domu.

R: Czy pomogli również znajomi z branży?

MJ: Tak! Niesamowita reakcja środowiska motocyklowego była dla mnie niezłym zaskoczeniem. Dzięki pieniądzom ze zbiórek organizowanych przez ogólnopolskie i krakowskie środowiska motocyklowe udało mi się szybko stanąć na pierwszej protezie. Otrzymałem tak wiele wiadomości i telefonów z życzeniami, że do dziś nie dałem rady na wszystkie odpowiedzieć, za co przy okazji strasznie przepraszam. Bardzo się cieszę, widząc, ilu ludziom na mnie zależy i ta myśl, że nie jestem sam zdecydowanie pomaga stawiać czoła kolejnym wyzwaniom!

R: Proteza, której potrzebujesz, jest bardzo zaawansowana i przez to bardzo droga. Co umożliwi Ci taki sprzęt?

MJ: Przede wszystkim powrót do aktywnego życia. Lubiłem chodzić w góry, pobiegać, ćwiczyć, pływać. Na obecnej protezie nie ma szans, żebym o własnych siłach mógł się wybrać na szlak, nie mówiąc o bieganiu. Muszę uważnie stawiać każdy krok. Moja lewa noga, mimo że nie ucierpiała w samym wypadku, straciła prawie kompletnie mięsień czworogłowy od braku ruchu. Dopiero po prawie roku od wypadku, przy regularnych ćwiczeniach, odzyskałem ruch wyprostu w kolanie. Ten fakt w połączeniu z uszkodzonymi więzadłami, bo akurat kolano, które mi zostało, dość poważnie złamałem kilka lat wcześniej, powoduje, że muszę naprawdę uważać, poruszając się na protezie. Przykładowo, z powodu tak słabej lewej nogi, nie jestem w stanie zejść po schodach, kiedy nie ma barierki. Elektroniczny przegub kolanowy w nowej protezie mocno zdejmie ciężar zarówno z głowy, jak i z drugiego „zdrowego” kolana.

R: Jak się czujesz, wiedząc, że ponad 30 tys. osób wystartuje w biegu charytatywnym, by zebrać środki na Twoją protezę i wsparcie innych beneficjentów Poland Business Run?

MJ: Jestem im niezmiernie wdzięczny i jestem pod wrażeniem wielkości zaangażowania Fundacji w pomoc osobom takim jak ja. Nie zdawałem sobie sprawy z rozmiarów działań, jakie są podejmowane. Mam nadzieję, że kiedyś również będę mógł się pojawić na starcie!

R: Jakie są Twoje dalsze plany?

MJ: Obecnie zaczynam pracę, o którą się już dłuższy czas starałem, z czego się bardzo cieszę. Staram się regularnie ćwiczyć swoją lewą nogę w domu i planuję powrót na siłownię, kiedy w pełni zagoję łokieć po ostatnim załamaniu, do którego niestety przyczyniła się obecna proteza. Myślę również o powrocie do prowadzenia szkoleń motocyklowych, ale muszę jeszcze do tego odzyskać trochę sił. Mam również nadzieję, że będę mógł wrócić do czynności takich jak własnoręczne serwisowanie motocykli czy pomóc ojcu w jego małej firmie transportowej.

R: Dziękujemy za rozmowę!

A dla osób, które tak jak Mariusz potrzebują protezy (a także wózka, rehabilitacji czy wsparcia psychologicznego) mamy dobre wieści. Wciąż można wysłać wniosek o wsparcie do Fundacji Poland Business Run i zostać beneficjentem charytatywnej sztafety. Organizacja wspiera osoby z niepełnosprawnościami narządów ruchu oraz po mastektomii (zapewniając turnusy rehabilitacyjne). Więcej informacji na stronie www.polandbusinessrun.pl w zakładce “Dla beneficjentów”.

Info i fot. Fundacja PBR

Data publikacji: 26.07.2022 r.

Udostępnij

Zachęcamy do zapisania się do Newslettera

Przeczytaj również