Igrzyska we Włoszech pod lupą. Medale i gorzkie pigułki

Łukasz Szeliga

Za nami XIV Zimowe Igrzyska Paralimpijskie w Mediolanie i Cortinie d’Ampezzo (6-15 marca). Reprezentacja Polski wróciła z Włoch z dwoma medalami – srebrnym i brązowym. Sięgnął po nie duet startujący w paranarciarstwie alpejskim – Michał Gołaś oraz jego przewodnik Kacper Walas. Dla nich był to debiut w imprezie tej rangi.

Sportowców z naszego kraju zabrakło podczas ceremonii otwarcia w Weronie. Przesądziło o tym dopuszczenie Rosjan i Białorusinów do rywalizacji pod własnymi flagami. W kolejnych dniach kadrowicze musieli radzić sobie m.in. z presją czy grząskim śniegiem. Osiągnięty sukces może zainspirować OzN do działania, a także wpłynąć na finansowanie teamu. O występie Biało-Czerwonych we Włoszech oraz przyszłości sportów zimowych mówi prezes Polskiego Komitetu Paralimpijskiego i prezes zarządu PZSN Start Łukasz Szeliga.

Nasze Sprawy: Jak można podsumować tegoroczne Zimowe Igrzyska Paralimpijskie?
Łukasz Szeliga: Dla nas były bardzo szczęśliwe ze względu na medale. Ale patrząc na to z innej strony, uwagę mediów przykuł wątek polityczny. Mam na myśli udział rosyjskich sportowców pod własną flagą narodową. To kładzie się potężnym cieniem na IPC [Międzynarodowy Komitet Paralimpijski – przyp. red.]. Powinno być wypracowane rozwiązanie, które zakłada, że jakikolwiek agresor w konflikcie wojennym jest dopuszczany do udziału w zawodach, ale sportowcy występują pod flagą neutralną. To nie dotyczy tylko Rosji i Białorusi, bo takich państw jest więcej. W ten sposób można popatrzeć na Izrael, czasami na Stany Zjednoczone. Natomiast w przypadku konfliktu na Ukrainie sprawa jest ewidentna, kto dokonał agresji. Rosja poprzez takie zabiegi przekonuje, że nic się nie dzieje. Próbuje zakłamywać rzeczywistość, co jest niedopuszczalne.

Czy można to odebrać jako zachętę do dalszego znoszenia sankcji wobec sportowców z Rosji i Białorusi?
Oczywiście, to zabieg polityczny. Jeśli ktoś mówi, że to nie ma nic wspólnego z polityką, to jest to bzdura. Rosja zyskała argument na zjazdy międzynarodowych organizacji, które zarządzają konkretnymi dyscyplinami sportu, np. siatkówką. Podczas nich zapewne zapyta, dlaczego nie jest dopuszczona do startu, skoro Międzynarodowy Komitet zezwolił na takie rozwiązanie. Moim zdaniem ta decyzja powinna skutkować odwołaniem prezesa IPC i zarządu. Tyle że nie ma kto tego zrobić, bo jednak większość ze świata zagłosowała właśnie w ten sposób. To są wady demokracji. Teraz musimy przełykać te gorzkie pigułki związane z występem Rosji i Białorusi. Kiedy oni sięgali po złoto i był grany ich hymn, to było słychać gwizdy, ludzie się odwracali. Po dekoracji Michała Gołasia i Kacpra Walasa uciekaliśmy stamtąd, żeby nie brać w tym udziału.

Wcześniej reprezentantów Polski zabrakło podczas ceremonii otwarcia Igrzysk. To był wyraz solidarności z Ukrainą i sprzeciwu wobec decyzji IPC. Jak to zostało odebrane?
W ceremonii otwarcia mogło wziąć tylko dwoje zawodników z danej ekipy. Tak to było zaplanowane ze względu na rozmiar amfiteatru w Weronie. Natomiast nas tam nie było na znak protestu. W sumie w pochodzie zabrakło 27 państw, z czego 7 oficjalnie wspierało bojkot w tym zakresie. Ceremonia przez akcenty polityczne też dodatkowo ucierpiała, ale z założenia i tak dostęp do niej był limitowany.

Przejdźmy do rywalizacji sportowej. Michał Gołaś z Kacprem Walasem dwukrotnie stanęli na podium. Na medal zdobyty podczas Zimowych Igrzysk Paralimpijskich czekaliśmy od 2018 r. Natomiast od wywalczenia dwóch krążków podczas jednej imprezy minęło 20 lat. Jak więc można ocenić występ Polaków?
Dwa medale to jest olbrzymi sukces. W zimowej rywalizacji musimy uwzględnić nie tylko trudności wynikające z położenia geograficznego. Do tego dochodzą m.in. kwestie dotyczące połączenia klas startowych. Przykładowo, w pływaniu każdy zawodnik bez nogi płynie z tymi, którzy nie mają nóg itp. Tu jest inaczej, wszyscy startujący na stojąco są wrzuceni do jednego worka. Tylko ich klasy mają przypisany faktor, przez który mnoży się czas. Niestety, te faktory są bardzo dalekie od ideału i niesprawiedliwe. Rozpoczęły się prace nad tym, aby to zmienić. Na medal czekaliśmy 8 lat. Wówczas Igor Sikorski pokazał, że choć jesteśmy z Polski, to mamy know-how, żeby walczyć z alpejskimi potęgami.

Posłużę się Pana stwierdzeniem z rozmowy, którą odbyliśmy po Zimowych Igrzyskach Paralimpijskich w 2022 r. Cytuję: „Z kolei w konkurencjach alpejskich widzę dwóch zawodników z bardzo dużym potencjałem na możliwości medalowe” (. Czy to było przepowiedzenie sukcesu?
To jest konsekwencja tego, co zrobili Michał z Kacprem. Już 4 lata temu wyglądali bardzo dobrze, a od 2022 r. jeszcze się rozwinęli. Cieszę się, że to moje oko trenerskie mnie nie myli w tym obszarze. W całym sezonie w Pucharze Świata pokazywali, że będą walczyć o medale. Na Igrzyskach nasi zawodnicy znaleźli się w gronie czterech duetów rywalizujących o ułamki sekund. Udowodnili sportową klasę i wytrzymali potężną presję. Ona pojawia się raz na 4 lata i nie każdy potrafi sobie z nią poradzić. Michał i Kacper wiedzieli po co przyjechali do Włoch i co robią. To są bardzo młodzi sportowcy, a zachowują się bardzo profesjonalnie. Od nich mogliby się uczyć inni zawodnicy, jak należy się skupić i walczyć do samego końca. A to, że przegrali złoty medal o 0,27 sekundy, to dla mnie nie ma żadnego znaczenia. Mają motywację do tego, żeby powalczyć o zwycięstwo. Jednocześnie przy nich mogą rozwinąć się inni zawodnicy. W zapleczu jest m.in. młodsza siostra Michała – Oliwia. Są jeszcze młodsi – Julian Czerwiński czy Ambroży Mars. Oni również mogą skorzystać na tym sukcesie.

W przypadku paranarciarstwa biegowego najlepszy wynik osiągnął Witold Skupień, który zajął piąte miejsce w rywalizacji na 10 km stylem klasycznym. Tym samym powtórzył rezultat z 2018 r. z Pjongczangu i z 2022 r. z Pekinu. Jak to można skomentować?
Witek biega grupie osób na stojąco bez użycia kijów. W zasadzie jest trzech takich zawodników i prezentuje się z nich najlepiej. Niestety, na bazie tych faktorów nie był w stanie się przebić. Do tego trzeba wspomnieć o warunkach na trasie. Śnieg był bardzo grząski. Witek po prostu się w nim zakopywał i można powiedzieć, że był bez szans. Dał tam z siebie przynajmniej 100 proc. To piąte miejsce to najlepszy wynik narciarzy biegowych, całkiem niezły rezultat. Z kolei Piotr Garbowski, startujący z przewodnikiem Jakubem Twardowskim, miał dobre występy w tym sezonie w Pucharze Świata, ale walka o podium na Igrzyskach jest już znacznie trudniejsza. To mnie nie zaskoczyło, ale naprawdę mamy jakąś przyszłość. Niebawem będziemy rozmawiać z trenerem Wiesławem Cempą, bo ciągle jest zbyt mały przypływ osób na wysokim poziomie sportowym.

A jaka przyszłość czeka parasnowboard?
We Włoszech jedyną naszą reprezentantką była Natalia Siuba-Jarosz. Medal zdobyty przez nią byłby kompletnym zaskoczeniem. Dla nas ważne jest też, żeby być na Igrzyskach i promować dany sport. Taki wyjazd to również ważny element. Zwłaszcza że w Polsce ten sport cieszy się sporą popularnością wśród osób z niepełnosprawnościami. Na pewno musimy sporo popracować. Chcemy, żeby została rozszerzona grupa startujących, bo nie wszystkie kategorie, które rywalizują w Pucharze Świata czy Mistrzostwach Świata, były podczas Igrzysk Paralimpijskich. Gdyby grupa, w której występuje Monika Kotzian, weszła do programu Igrzysk, to może nasza zawodniczka walczyłaby o medal.

Jak występ reprezentacji Polski wpłynie na rozwój sportów zimowych?
Temat medali pojawia się w mediach. To daje też wiarę osobom, które chciałyby kiedyś pojechać na igrzyska. Informacje o sukcesie na pewno dotarły do ludzi, którzy siedzą zamknięci w mieszkaniach. Liczymy na to, że te historie zainspirują kogoś do działania. Czy to się przełoży na finansowanie? Próbujemy pozyskać sponsorów do tego bardzo kosztownego teamu narciarskiego. Mam nadzieję, że ten sukces uda się przekuć na lepsze wymiary w obszarze partnerstwa i sponsoringu. Szczególnie w dyscyplinie, w której Polska zdobyła medale w Cortinie.

W grę wchodzi rozszerzenie kadry?
Tam jest małe zaplecze. Żeby to mogło funkcjonować równolegle, to trzeba dodać trochę funduszy. Inaczej jedzie się trenować w 6 osób w Alpy, inaczej 8, a jeszcze inaczej 15. Zmienia się obsługa do takiego teamu. Jeśli pojawi się więcej zawodników, to będą potrzebni dodatkowi trenerzy i serwisanci, chociażby ze względu na proces przygotowywania nart na zawody. Jeden trener nie jest w stanie poradzić sobie z serwisami, ze sprawami logistyczno-technicznymi.

4 lata temu był Pan zaskoczony zwycięstwem Chin w klasyfikacji medalowej Zimowych Igrzysk Paralimpijskich. We Włoszech powtórzyli ten sukces. To konsekwencja ich działań?
Myślę, że po prostu nie zatrzymali machiny, którą uruchomili u siebie przed Pekinem. To jest państwo, które nie zrezygnuje ze zdefiniowanego celu. Zaskoczyło mnie to, co zrobili u siebie, szczególnie w narciarstwie alpejskim. Nie sądziłem, że mogą kogoś przygotować na złoty medal, a jednak zrobili to. Natomiast trudno się z nimi porównywać. Z tym mają problem sportowe potęgi, nawet Stany Zjednoczone. Niestety musimy z pokorą przyjmować niektóre ciosy zadawane m.in. ze strony reprezentantów Chin. Jednak widzimy też, że nie zawsze znajdujemy się w tej grupie, która im ustępuje. Prawdziwy talent sportowy jest w stanie sobie poradzić z ich zawodnikami.

Jakie więc sukcesy może osiągnąć reprezentacja Polski podczas kolejnych Zimowych Igrzysk Paralimpijskich, które odbędą się w 2030 roku we francuskich Alpach?
Michał i Kacper są zmotywowani i bardzo ambitni. Zakładam, że przez 4 lata zostaną zwiększone nakłady na ten sport, co musi zaowocować również szansami na medale w konkurencjach szybkich. Oni mieli niewiele okazji do jazdy na długich nartach, a to jest zupełnie coś innego. Do prędkości uzyskiwanych w grupie, w której startuje Michał z Kacprem, trzeba się przyzwyczaić. Zakładam więc poszerzenie możliwości medalowych o szybkie konkurencje. Data publikacji

Rozmawiał Marcin Gazda, źródło zdjęcia. paralympic.org.pl

Data publikacji: 07.04.2026 r.

Udostępnij

Zachęcamy do zapisania się do Newslettera

Przeczytaj również