Niedosyt po Pekinie. Sztuczny śnieg faworyzował gospodarzy

Reprezentacja Polski nie zdobyła żadnego medalu podczas XIII Zimowych Igrzysk Paraolimpijskich w Pekinie (4-13 marca). Sportową rywalizację zdominowała ekipa gospodarzy, a do startu nie dopuszczono Rosjan i Białorusinów. Najlepszymi wynikami naszych kadrowiczów okazały się 2 piąte miejsca. Wywalczyli je Witold Skupień w narciarstwie biegowym oraz Iweta Faron w biathlonie. Organizatorzy wprowadzili restrykcyjne obostrzenia pandemiczne, a zawody odbyły się na sztucznym śniegu.

Polska ukończyła Zimowe Igrzyska Paraolimpijskie w Pekinie z zerowym dorobkiem medalowym. Ostatnio taka sytuacja miała miejsce 8 lat temu w Soczi. Natomiast w 2018 r. w Pjongczangu cieszyliśmy się z sukcesu Igora Sikorskiego, który zajął trzecie miejsce w slalomie gigancie na monoski.

– Jest niedosyt, bo nie możemy się pochwalić choćby jednym medalem. Mieliśmy 3 szanse – Igor Sikorski, Witek Skupień oraz Iweta Faron. Ale nie spodziewałem się, że wszystkie wykorzystamy. Przed Pekinem powiedziałem, że jakiekolwiek miejsce na podium będzie tym, na co możemy liczyć. To, co pokazały Igrzyska, jest rzeczywistym odzwierciedleniem stanu, jaki obecnie mamy – mówi „NS” Łukasz Szeliga, prezes Polskiego Komitetu Paraolimpijskiego i prezes zarządu PZSN Start.

W klasyfikacji medalowej zdecydowanie najlepsza okazała się reprezentacja Chin. Na własnym terenie zdobyła aż 61 medali (18 złotych, 20 srebrnych i 23 brązowe), w tym 19 w narciarstwie alpejskim. 4 lata temu ekipa ta wróciła z Pjongczangu z jednym krążkiem, dającym tytuł mistrzowski. Drugie miejsce przypadło Ukrainie (29: 11-10-8), która w biathlonie sięgnęła aż po 22 medale. Za nią znalazły się Kanada (25: 8-6-11) i Francja (12: 7-3-2). Czołową piątkę skompletowały Stany Zjednoczone (20: 6-11-3), które nie miały sobie równych w 2018 r.

– Dużym zaskoczeniem jest wygrana gospodarzy, bo w ostatnich latach nie widzieliśmy chińskich zawodników na zawodach Pucharu Świata. Oni byli skupieni na trenowaniu u siebie. Właściwie nikomu nieznani sportowcy pojawili się w Pekinie i osiągnęli świetne rezultaty – komentuje Igor Sikorski, który po raz trzeci wziął udział w Zimowych Igrzyskach Paraolimpijskich.

Jak zaznacza Łukasz Szeliga, nikt nie spodziewał się takiej dominacji reprezentacji Chin. Ale to najludniejszy kraj na świecie i ma olbrzymie możliwości wybierania zawodników. Ci, których wstępnie wyselekcjonowano do szerokiej kadry, zostali niemal na 6 lat zamknięci. W tym okresie podlegali ogromnemu reżimowi treningowemu. I to przyniosło efekt w postaci zdecydowanego zwycięstwa w klasyfikacji medalowej. To również przełożyło się na wyniki reprezentantów Polski w biegach narciarskich i biathlonie.

Wpływ wojny
Do rywalizacji w Pekinie zostało zgłoszonych 546 sportowców z 46 państw. W tym gronie nie było reprezentacji Rosji i Białorusi, które zostały przez IPC (Międzynarodowy Komitet Paraolimpijski) wykluczone z udziału w imprezie, ze względu na zbrojną napaść na Ukrainę. Sportowcy z tych krajów nie mogli wystąpić również pod neutralną flagą.
– Komitety narodowe zostały zaproszone na spotkanie, na którym IPC początkowo ogłosił, że Rosja i Białoruś będą mogły uczestniczyć w Igrzyskach. Kiedy to usłyszałem, wstałem i zacząłem mocno protestować. To zamieniło się w dyskusję, a przedstawiciele innych państw poparli moje argumenty. Ostatecznie zapadła decyzja o wykluczeniu, co było jedynym logicznym rozwiązaniem – podkreśla Łukasz Szeliga.

Również Igor Sikorski uważa, że finalnie zostało zajęte odpowiednie stanowisko w tej sprawie. Kara dla reprezentacji Rosji i Białorusi to przejaw solidarności z Ukrainą. Wybuch wojny wpłynął na atmosferę przed i w trakcie Zimowych Igrzysk Paraolimpijskich. Jak przekonuje medalista z Pjongczangu, udział reprezentantów skonfliktowanych państw mógłby doprowadzić do napięć. I realnych zagrożeń, bo przecież w biathlonie używa się broni.

– Przed Igrzyskami spodziewałem się dobrego występu zawodników z Ukrainy. Ale to, co zrobili w Pekinie, zasługuje na ogromny szacunek. Oni potrafili się zmobilizować w bardzo trudnej sytuacji, kiedy docierały do nich informacje o kolejnych ofiarach czy ucieczkach z kraju – dodaje Łukasz Szeliga.

Z kolei w naszej kadrze znalazło się 11 zawodników i 4 przewodników. Dla 5 naszych sportowców z niepełnosprawnościami był to pierwszy występ w Zimowych Igrzyskach Paraolimpijskich. W gronie debiutantów znalazł się m.in. Krzysztof Plewa. Jednak jego występ w Pekinie stanął pod znakiem zapytania. Przed wylotem miał pozytywny wynik testu na obecność koronawirusa w organizmie. Ostatecznie dotarł do Chin później niż pozostali kadrowicze. Biało-Czerwoni wystartowali w czterech z sześciu dyscyplin: biathlonie, biegach narciarskich, narciarstwie alpejskim oraz parasnowboardzie. Natomiast w programie imprezy znalazły się też curling na wózkach i hokej na lodzie na siedząco.

Chińska lekcja
Zwieńczyć karierę sportową medalem Zimowych Igrzysk Paraolimpijskich. Taki plan miał Witold Skupień, który na narciarstwo biegowe postawił 10 lat temu. W styczniu br. zajął drugie miejsce podczas Mistrzostw Świata w parasportach zimowych w Lillehammer, a więc powtórzył swój sukces z 2017 r. Ten wynik napawał optymizmem przed najważniejszą imprezą czterolecia. Ale bieg na 20 km stylem klasycznym (grupa stojąca) nie ułożył się po myśli 32-latka. Ostatecznie zajął w nim piąte miejsce. Do zwycięzcy stracił prawie 2,5 minuty, a do trzeciego w stawce – 52,5 sekundy.

– Starałem się, ale w mojej koronnej konkurencji troszeczkę mi zabrakło. W klasyku niezwykle ważne jest smarowanie nart. Nie trafiliśmy z nim, a ja biegam bez kijków. Na trasie było za dużo półkroczków, kroczków. Po dwóch okrążeniach takiego siłowania się, czułem spore zmęczenie. Na trzecim poszedłem na maksa, czy wytrzymam, czy nie. Wtedy straciłem już całkowicie szansę na medal – opisuje reprezentant kraju.

Jak się później okazało, był to jeden z dwóch najlepszych wyników Polaków w Pekinie. Jednocześnie Witold Skupień wyrównał swoje najlepsze osiągnięcie z Zimowych Igrzysk Paraolimpijskich, w których wziął udział po raz trzeci. 4 lata temu w Pjongczangu został sklasyfikowany również na piątym miejscu w biegu narciarskim na 20 km.
W Pekinie wystartował też w sprincie. W tym przypadku rywalizację zakończył w kwalifikacjach, zajmując ostatecznie 17. miejsce. Z kolei jedenasty był w biegu na średnim dystansie stylem dowolnym. Na zakończenie imprezy wziął udział w sztafecie mieszanej 4 x 2,5 km, gdzie wspólnie z Iwetą Faron został sklasyfikowany na szóstym miejscu.

– Na początku Igrzysk nie tylko my mieliśmy problem z tym smarowaniem. Niektóre kadry również bardzo długo go szukały. Część trafiła, część nie, a ten śnieg był taki nieprzewidywalny. W biegu sztafetowym dobrze dobraliśmy smary i pokazałem już wszystko, co mogę. Szkoda, że tak nie było w biegu na 20 km. To jest lekcja dla nas, ale też porażka – mówi Witold Skupień.

Walka z problemami
Jeszcze przed wylotem do Pekinu ogłoszono, że chorążymi naszej reprezentacji zostali Andrzej Szczęsny oraz Iweta Faron. 22-latki zabrakło jednak na ceremonii otwarcia, ponieważ kolejnego dnia miała zaplanowany start. Na trasie musiała być ok. godz. 10, natomiast powrót z ww. uroczystości przewidziany był na ok. godz. 1 w nocy. Z trenerem uznała, że występ jest ważniejszy. I w biathlonowym sprincie (grupa stojąca) zajęła piąte miejsce. W drodze do mety bezbłędnie strzelała. Do triumfatorki straciła 42,9 sekundy, a do zdobywczyni trzeciego miejsca – 21,1 sekundy.

– Nadal pozostaje niedosyt, bo medal był bardzo blisko, zajmowałam medalową pozycję. Zastanawiałam się, co by było, gdybym np. nie popełniła pewnych błędów. Ten wynik nie tak bardzo mnie satysfakcjonuje, ale z czasem dojdzie do mnie, że mimo wszystko jest to piąte miejsce na Igrzyskach – stwierdza zawodniczka, która po raz drugi wzięła udział w Zimowych Igrzyskach Paraolimpijskich.

W Pjongczangu jej najlepszym rezultatem była ósma lokata w biathlonie na 10 km. W Pekinie swoje umiejętności miała też zaprezentować w biathlonie na średnim dystansie. Jednak nie przystąpiła do rywalizacji ze względu na kłopoty żołądkowe. Następnie wystartowała w narciarstwie biegowym. Zmagania w sprincie zakończyła w półfinale, ostatecznie zajmując dziewiątą pozycję. Z kolei w biathlonie na długim dystansie nie dotarła do mety. Tuż przed startem pojawił się nieoczekiwany problem – zacinający się karabinek. Dobrała części z innego i wystartowała. Ale zeszła z trasy po trzech niecelnych strzałach na pierwszej strzelnicy. Ostatnim występem była wspomniana już wcześniej sztafeta mieszana 4 x 2,5 km, w której wywalczyła szóste miejsce.

– Spodziewałam się, że będę miała problemy żołądkowe w Chinach, bo ogólnie się z tym borykam. Ta sytuacja bardzo negatywnie wpłynęła na mnie. Chciałam wystartować, ale 2 dni praktycznie nic nie jadłam, organizm był odwodniony. Gdzieś też z boku usłyszałam też, że symulowałam i zrobiło się nieprzyjemnie – opisuje Iweta Faron.

Z czystą kartą
Igor Sikorski poleciał do Pekinu, żeby zdobyć swój kolejny medal Zimowych Igrzysk Paraolimpijskich. W tym przekonaniu utwierdził go występ podczas styczniowych Mistrzostw Świata w parasportach zimowych w Lillehammer. Wówczas zajął drugie miejsce w slalomie gigancie. Jednak rywalizacji w Chinach nie będzie miło wspominał. 31-latek wziął udział w czterech konkurencjach i żadnej nie ukończył. Za każdym razem wypadł z trasy.

– Wiedziałem, że stać mnie na porządne przejazdy, ale niestety nie udało mi się ich zaprezentować. Patrząc na ostatnie lata, w tym roku forma była najlepsza. Miałem więcej treningów na śniegu niż przed Pjongczangiem. Również przygotowania letnie szły lepiej niż wcześniej, z roku na rok kondycyjnie wyglądałem lepiej – podkreśla narciarz korzystający z monoski.

W supergigancie zaczął dobrze. Ale na jednym z zakrętów przechylił się cały. Narta straciła kontakt ze stokiem i upadł. Polak znalazł się w grupie ośmiu zawodników, którzy nie ukończyli tej rywalizacji. Kolejnego dnia wystartował w superkombinacji. Błędu nie uniknął na przełamaniu, gdzie trzeba było mocniej skręcić, a pojechał za bardzo na wprost. Z trasy wypadł również w konkurencjach technicznych, w których czuje się lepiej niż w szybkościowych. Najpierw w slalomie gigancie, a później – w slalomie.

– Do każdego startu podchodziłem z czystą kartą, z dobrym nastawieniem. Zawsze staram się tak robić i w ten sposób postąpiłem podczas Igrzysk. Trasy były trochę inne niż te, z którymi miałem doświadczenia, np. dosyć wąskie. Ogólnie fajne, ciekawie zaprojektowane, świetnie przygotowane i trudne. Ale trudniej mieliśmy w Pjongczangu – mówi reprezentant kraju.

Ośrodek zamknięty
Obostrzenia pandemiczne sprawiły, że to były specyficzne Zimowe Igrzyska Paraolimpijskie. Łukasz Szeliga stwierdza, że wprowadzono większe ograniczenia niż latem ub.r. w Tokio. I dodaje, że stworzono tzw. bańkę. Np. wyłączono drogi, aby osoby spoza reprezentacji i organizatorów nie mogły dotrzeć w poszczególne miejsca. Panowała totalna izolacja, a każdego dnia obowiązkowe było zrobienie wymazu z gardła.

– Niemal wszędzie należało chodzić w maseczce. Nawet po wyjściu z boksu z nartami do trasy narciarskiej. Pilnowano tego bardzo. Dla mnie to było bardzo uciążliwe, bo nie mam rąk. Musiałem sobie radzić z ciągle pękającymi maseczkami, z ich wymianą – mówi Witold Skupień.

Jak dodaje Iweta Faron, wszędzie było czuć środki do dezynfekcji, a wiele osób chodziło w kombinezonach ochronnych. Reprezentantka Polski początkowo nie mogła się przyzwyczaić do tych restrykcyjnych obostrzeń. Było jej bardzo ciężko, czuła się jak w ośrodku zamkniętym. Z czasem już przystosowała się do specyficznych warunków. Coraz częściej opuszczała bowiem wioskę ze względu na starty i przygotowania do nich.

– Miejsca przy stołach na stołówce były oddzielone osłonami ochronnymi z pleksi. Każdy siedział praktycznie osobno. Można się było czuć bezpiecznie, ale też pojawiała się niepewność związana z wynikami testów. Wystarczy przypomnieć sobie jak to wyglądało z naszymi pełnosprawnymi zawodnikami. Brałem pod uwagę również to, że będę musiał siedzieć w pokoju i nie wystartuję – wspomina Igor Sikorski.

Natomiast Iweta Faron zaznacza, że przez liczne obostrzenia nie czuło się takiej atmosfery integracji. Ograniczano kontakty, bo nikt nie chciał zachorować na koronawirusa i znaleźć się na kwarantannie. Każdy zamierzał wystartować, pokazać swoje możliwości. To było zupełnie coś innego niż w Pjongczangu, gdzie zawodnicy często spotykali się i rozmawiali z sobą. W Pekinie panował dystans.

Kierunek Włochy
Łukasz Szeliga wystawia Chińczykom wysoką ocenę za organizację imprezy. Jak stwierdza prezes PKPar, kwestie transportu i logistyki były bardzo dobrze rozwiązane. Podobnie jak samo przeprowadzenie zawodów w poszczególnych dyscyplinach, zachowano standardy znane z Pucharu Świata czy Mistrzostw Świata. Choć paraolimpijczycy, tak jak olimpijczycy, rywalizowali na sztucznym śniegu. On był niepodobny do żadnego innego i dawał przewagę gospodarzom.

– Żartowaliśmy sobie, że to jest trochę taki nieugotowany ryż. Słyszeliśmy, że on był 3 lata magazynowany, więc Chińczycy mieli świetnie przygotowane narty, a my szukaliśmy optymalnych rozwiązań. Same trasy nie były bardzo wymagające. Ale odczuwaliśmy wysokość 1600 m n.p.m., szczególnie podczas dłuższych biegów – podkreśla Iweta Faron.

Kolejne Zimowe Igrzyska Paraolimpijskie odbędą się w Mediolanie i Cortinie d’Ampezzo. Występu we Włoszech nie planuje Witold Skupień. Jak przyznaje zawodnik, interesuje go bowiem tylko rywalizacja o medale. To oznaczałoby kolejne 4 lata ciężkiej, katorżniczej indywidualnej pracy. Nie chce startować, aby walczyć tylko o pozycje gwarantujące stypendium. Jednak nie zamierza jeszcze rezygnować z narciarstwa biegowego. Przymierza się do obrony srebrnego medalu podczas przyszłorocznych MŚ.

Iweta Faron nie wybiega daleko w przyszłość. Jak zaznacza, musi odpocząć, dokonać analizy i podreperować zdrowie. Ma dwie niedoleczone kontuzje, potrzebuje regeneracji i odczuwa zmęczenie ostatnim czteroleciem. Obecnie jej celem jest skończenie studiów. Z kolei Igor Sikorski przyznaje, że na razie nie myśli o nartach i 2026 r. Jak podkreśla, teraz jest czas, żeby złapać oddech i wrócić na siłownię. We Włoszech na pewno nie wystartuje Andrzej Szczęsny, w Pekinie oficjalnie pożegnał się z zawodowym narciarstwem alpejskim.

– Dokonujemy ostatnich analiz i będziemy obierać drogę na kolejne Zimowe Igrzyska Paraolimpijskie. Mamy mało osób trenujących w klubach na wysokim poziomie. Całe zaplecze, z którego możemy wybierać, nie napawa wielkim optymizmem. Szczególnie dotyczy to rywalizacji w narciarstwie biegowym, biathlonie i parasnowboardzie. Z kolei w konkurencjach alpejskich widzę dwóch zawodników z bardzo dużym potencjałem na możliwości medalowe – podsumowuje prezes Łukasz Szeliga.

Łukasz Szeliga, prezes Polskiego Komitetu Paraolimpijskiego i prezes zarządu PZSN Start
Bardzo trudno jest szukać pozytywów, kiedy nie przywozi się żadnego medalu z Zimowych Igrzysk Paraolimpijskich. Jednak dwa piąte miejsca to bardzo dobre wyniki sportowe. Ale chcąc nie chcąc występy reprezentacji często oceniane są właśnie przez pryzmat klasyfikacji medalowej. A my nie należymy do potęg w sportach zimowych i długo nią nie będziemy.
Zawodnicy dali z siebie wszystko, trenerzy też. Zostało zrobione absolutnie to, co było do zrobienia. To jest największy pozytyw. Nie jest to bardzo pocieszające, ale spójrzmy na reprezentację Szwajcarii. Ona nie ma problemów finansowych i dysponuje świetnymi możliwościami trenowania na śniegu. Natomiast w Pekinie wywalczyła tylko jeden medal [brązowy – przyp. red.]
Widzimy przepaść między tym, co jest w kadrze i klubach. To największy problem do rozwiązania w sportach zimowych. W ostatnich latach jeszcze skurczyła się liczba zawodników, którzy nadają się do reprezentacji. Kadrowicze nie czują presji ze strony swoich potencjalnych następców. A w takich warunkach trudniej ich zmotywować do jeszcze bardziej efektywnego treningu.

Zimowe Igrzyska Paraolimpijskie w Pekinie. Najlepsze wyniki poszczególnych reprezentantów Polski

Narciarstwo biegowe i biathlon:
Iweta Faron – 5. miejsce w biathlonie w sprincie na 6 km (grupa stojąca)
Piotr Garbowski i przewodnik Jakub Twardowski – 6. miejsce w biegu na 20 km stylem klasycznym (grupa z dysfunkcją wzroku)
Paweł Gil i przewodnik Michał Lańda – 7. miejsce w biathlonie na 12,5 km (grupa z dysfunkcją wzroku)
Aneta Górska i przewodniczka Catherine Spierenburg – 8. miejsce w biathlonie w sprincie na 6 km (grupa z dysfunkcją wzroku)
Monika Kukla – 10. miejsce w biathlonie na 10 km (grupa siedząca) i 10. miejsce w biathlonie na 12,5 km (grupa siedząca)
Paweł Nowicki i przewodnik Jan Kobryń – 11. miejsce w narciarstwie biegowym w sztafecie open 4 x 2,5 km
Krzysztof Plewa – 11. miejsce w narciarstwie biegowym w sztafecie open 4 x 2,5 km
Witold Skupień – 5. miejsce w biegu na 20 km stylem klasycznym (grupa stojąca)

Narciarstwo alpejskie:
Igor Sikorski – nie ukończył żadnej konkurencji (grupa siedząca)
Andrzej Szczęsny – 23. miejsce w slalomie gigancie (grupa stojąca)

Parasnowboard:
Wojciech Taraba – 19. miejsce w banked slalomie

Zobacz galerię…

Marcin Gazda, fot. Bartłomiej Zborowski / PKPar, Grzegorz Jakubowski / KPRP

Data publikacji: 30.03.2022 r.

Udostępnij

Zachęcamy do zapisania się do Newslettera

Przeczytaj również