Wielkie osiągnięcie w Miss Wheelchair World. Żyć pełnią życia

29 października Anna Płoszyńska została II Wicemiss Wheelchair World. Jak przyznaje 25-latka, tytuł zdobyty w Rosarito (Meksyk) jest dla niej wielkim osiągnięciem. Natomiast samo uczestnictwo w konkursie było przygodą życia. Jednak wyprawa za ocean stała pod dużym znakiem zapytania. Brakowało bowiem pieniędzy na kosztowną podróż, stąd m.in. zorganizowanie zbiórki.

Latem 2016 r. Anna sięgnęła po tytuł II Wicemiss Polski na Wózku. Udowodniła sobie, że nie ma dla niej rzeczy niemożliwych. Rok wcześniej uległa wypadkowi podczas obozu karate, spadając na plecy z liny umieszczonej na wysokości czterech metrów. Wówczas złamała kręgosłup, a odłamki kości wbiły się w rdzeń kręgowy.

Karate było jej pasją życiową. Zdobyła czarny pas, wywalczyła medale podczas Pucharu Europy. Jeżdżąc na wózku nie zrezygnowała ze sportu. Najpierw postawiła na taniec towarzyski, a z czasem – na pływanie, w którym jest mistrzynią Polski. W przyszłości chciałaby uczestniczyć wiIgrzyskach paraolimpijskich.

Trenowanie łączy z pracą w zawodzie technika dentystycznego. W tym roku ukończyła studia na Uniwersytecie Medycznym w Łodzi. Aby dostać się na kierunek techniki dentystyczne, musiała m.in. wymodelować w plastelinie orła w skali 1:1. Miała niewielkie obawy związane ze studiowaniem, ale uczelnia wprowadziła ułatwienia dla niej, m.in. wynajęła wózek z funkcją pionizacji.
Swoją postawą udowadnia, że mimo niepełnosprawności można cieszyć się życiem.
Ono zmienia się po wypadku, ale nie oznacza, że będzie gorsze.

Nasze Sprawy: Jakie emocje towarzyszyły Pani podczas Gali Finałowej Miss Wheelchair World w Rosarito?
Anna Płoszyńska: Na początku byłam bardzo zestresowana, ponieważ razem z koleżanką z Holandii występowałyśmy na samym przodzie. Nie miałyśmy możliwości podpatrzenia ruchów tanecznych od kogokolwiek innego. Musiałyśmy mieć wszystko w głowach. Kiedy przyszło już do punktu kulminacyjnego Gali Finałowej, to najpierw wyczytywano tytuły komplementarne, takie jak Miss Uśmiechu czy Miss Popularności. Zauważyłam, że każda z nas otrzymuje jeden tytuł. Kiedy nie usłyszałam „Polska” w tytułach komplementarnych, to miałam cichą nadzieję, że może uda się zdobyć jeden z głównych tytułów. I tak się stało. Wyczytali mnie jako drugą Wicemiss Świata. Poczułam wtedy ogromną radość, szczęście i spełnienie. Myślę, że ten tytuł jest wielkim osiągnięciem.

NS: A czym było dla Pani samo uczestnictwo w konkursie?
AP: To była przygoda życia, wylot na drugi koniec świata i reprezentowanie Polski. Poznałam kobiety z różnych stron świata, ponieważ w konkursie wzięły udział kandydatki m.in. z Indii, RPA, Malezji i Mongolii. Rozmawiałyśmy na różne tematy, również o dostosowaniu każdego z krajów do potrzeb osób z niepełnosprawnościami. Były zdania, że w niektórych państwach jest lepiej niż w Polsce, ale czasami też zdecydowanie gorzej.

NS: Jakie zatem rozwiązania chciałaby Pani przenieść do naszego kraju?
AP: Przede wszystkim problemem są bariery architektoniczne. W większych lub mniejszych miastach rejony wychodzące poza centrum są wciąż niedostosowane do potrzeb OzN. Przykładowo, kostka brukowa ogólnie bardzo ładnie wygląda, ale dla nas jest ogromnym utrudnieniem. Mam nadzieję, że z czasem będzie coraz więcej udogodnień dla OzN. Staramy się pokazywać, że istniejemy. Jesteśmy tak samo ważni i tak samo mamy prawo żyć normalnie. Kiedy otoczenie zostanie dostosowane do naszych potrzeb, to niepełnosprawność nie będzie dla nas problemem.

NS: A jak to wyglądało w Meksyku?
AP: Całkiem dobrze. Przemieszczałam się na Jukatanie i w Tijuanie, przy granicy ze Stanami Zjednoczonymi. Tam na każdym skrzyżowaniu był zjazd oznaczony dla osób na wózkach. W większości miejsc publicznych, sklepów czy restauracji znajdowały się podjazdy. Mniej lub bardziej strome, ale były, więc to już spore ułatwienie.

NS: Co można powiedzieć o przygotowaniach do Gali Finałowej?
AP: Pierwszego dnia, kiedy przyjechałyśmy do Tijuany, zorganizowano kolację powitalną. Każda z nas miała okazję zaprezentować się, opowiedzieć parę słów o swoim kraju i poznać inne dziewczyny. W kolejnych dwóch dniach odbyły się przygotowania oraz sesje zdjęciowe. Przed południem byłyśmy malowane i czesane, a później wykonywano fotografie. Następnego dnia pojechałyśmy na wycieczkę po Tijuanie. Później, w kolejnych dwóch dniach, uczyłyśmy się dwóch choreografii. W sobotę od samego rana byłyśmy już w Rosarito, czyli w miejscu Gali Finałowej. I tam też odbyła się próba generalna. Na Gali Finałowej prezentowałyśmy się w dwóch kreacjach: w strojach narodowych i strojach wieczorowych. Miałam na sobie sukienki Violi Piekut, więc czułam się, że tak powiem – jak milion dolarów.

NS: Sukces został osiągnięty już przed konkursem Miss Wheelchair World. Pozyskano środki potrzebne na opłacenie podróży, m.in. dzięki zbiórce na Siepomaga.pl. Jak duże było ryzyko, że nie poleci Pani do Meksyku?
AP: Przyznam, że ryzyko było duże. Do samego końca nie wiedziałam, czy podróż dojdzie do skutku. Bardzo się tym stresowałam, ale wszystko się dobrze skończyło. Bilety kupiliśmy w poniedziałek, a wylot mieliśmy w piątek. Cieszę się, że pomogło nam sporo osób. Dzięki temu mogłam osiągnąć to, co osiągnęłam.

NS: W 2016 r. zdobyła Pani tytuł II Wicemiss Polski na Wózku. Wówczas zwyciężyła Adrianna Zawadzińska, która w 2017 r. z Beatą Jałochą reprezentowały Polskę podczas pierwszych wyborów Miss Wheelchair World. Ten konkurs odbył się w Warszawie, a na drugą edycję trzeba było czekać do tego roku. Jak wspomina Pani to wydarzenie sprzed ponad pięciu lat?
AP: Na wyborach w 2017 r. byłam jako widz. Cieszyłam się z tego, że zostałam zaproszona, bo mogłam przypomnieć sobie swój udział w konkursie Miss Polski na Wózku. Było to wspaniałe widowisko. Fundacja Jedyna Taka, która zorganizowała to wydarzenie, naprawdę się postarała. Wszystko wyglądało bardzo profesjonalnie. Fajnie, że pojawiła się kolejna edycja. Ona odbyła się w Meksyku pod patronatem Fundacji Jedyna Taka. Kasia Ginalska mianowała Meksykankę dyrektorem tegorocznego konkursu, dzięki czemu wszystko mogło się tam odbyć. W 2017 r. nie myślałam o tym, żeby wziąć udział w wyborach Miss Świata. Wtedy byłam na początku studiów i miałam zupełnie inne rzeczy na głowie. Teraz stwierdziłam, że jest to ostatni moment, kiedy mogę wystartować, ponieważ skończyłam studia i jeszcze nie założyłam rodziny.

NS: Jak doszło do tego, że w 2016 r. wzięła Pani udział w konkursie Miss Polski na Wózku?
AP: Była to dość spontaniczna decyzja. Będąc na rehabilitacji w Łodzi, bratowa przekazała mi informację o konkursie. Zapytała, czy nie chciałabym wziąć udziału. Stwierdziłam, że właściwie czemu nie, na pewno nic nie stracę. Mogę przeżyć wspaniałą przygodę, wiele zyskać i też świetnie się bawić. Wypełniłam wszystkie dokumenty, nagrałam filmiki, w których odpowiadam na pytania. Miałam również zrobione profesjonalne zdjęcia, które mogłam załączyć. Po chyba dwóch miesiącach dowiedziałam się, że zostałam wybrana do finałowej dwunastki. W lipcu 2016 r. wyjechałam na dziesięciodniowe warsztaty zakończone właśnie Galą Finałową.

NS: Jak wtedy przyjęła Pani decyzję jury i tytuł II Wicemiss Polski na Wózku?
AP: Pamiętam bardzo duże wzruszenie. Wręcz łzy mi poleciały na samej Gali. Byłam przeszczęśliwa, bo też sobie udowodniłam, że wszystko się da. To wydarzyło się bardzo krótko po wypadku, a już pokazywałam, że nie ma dla mnie rzeczy niemożliwych.

NS: To było pokonywanie barier?
AP: Na pewno, ponieważ pokazałam siebie siedzącą na wózku i prezentowałam się po prostu jako piękna kobieta. Uważam, że ogólnie wybory miss na wózku mają zdecydowanie głębsze przesłanie. To nie jest jedynie konkurs piękności, ale też właśnie przełamywanie barier. Pokazywanie, że my też możemy być atrakcyjne, pewne siebie i silne.

NS: Jaki wpływ na Pani postawę po wypadku miało trenowane wcześniej karate?
AP: Nauczyło mnie wytrwałości, hartu ducha, pracowitości i też dyscypliny. W efekcie każdą rehabilitację traktowałam jak trening. Ciężko pracowałam, żeby się usprawnić. Myślę też, że karate wzmocniło mój charakter, dzięki czemu lepiej przyjęłam to, co mnie spotkało. Podeszłam do tego bardzo zadaniowo. Na samym początku myślałam, że minie parę miesięcy i stanę na nogi. Byłam bardzo zmotywowana, żeby ćwiczyć i się usamodzielniać.

NS: Skąd pomysł na karate?
AP: To też była bardzo spontaniczna decyzja, ponieważ usłyszałam, że jest w okolicy klub i wraz z koleżanką zdecydowałyśmy się pójść na trening zobaczyć, jak to wygląda. No i tak już zostałyśmy. Spodobało nam się to. Brałam udział w każdych zawodach. Największe moje osiągnięcie to złoto i srebro na Pucharze Europy. Zdobyłam również czarny pas, więc można powiedzieć osiągnęłam poziom mistrzowski. Starałam się rozwijać w sporcie i była to pewnego rodzaju pasja życiowa.

NS: Wciąż jest Pani związana ze sportem. To było nieuniknione?
AP: Po moim wypadku szukałam czegoś nowego. Początkowo zajęłam się tańcem towarzyskim, trenowałam w sekcji tanecznej mojego uniwersytetu. Jednak zamknięto ją w pandemii. W międzyczasie pojawiło się pływanie. Kilka razy w tygodniu chodzę na treningi. Na ten moment jestem mistrzynią Polski w tej dyscyplinie. Zostałam powołana do kadry narodowej, więc również bardzo się rozwijam. Mam nadzieję, że uda mi się osiągnąć dużo więcej.

NS: Jakie ma więc Pani plany związane z pływaniem?
AP: Myślę o poprawieniu swoich czasów, żebym była w stanie wyrobić minimum na mistrzostwa świata. Chciałabym pojechać na tę imprezę, a w przyszłości – być może na igrzyska paraolimpijskie. Muszę jednak postawić zdrowie na pierwszym miejscu i zająć się swoim guzem tarczycy. Zobaczymy więc, jak to wszystko się ułoży. Mam nadzieję, że wszystko będę w stanie pogodzić.

NS: Do niedawna było jeszcze studiowanie na Uniwersytecie Medycznym w Łodzi, zakończone zdobyciem tytułu magistra. Jak wspomina Pani ten czas na kierunku techniki dentystyczne?
AP: Zamknęłam kolejny rozdział i było to też ogromne osiągnięcie dla mnie. W ostatnich latach otrzymywałam stypendium rektora, byłam starościną mojego roku, więc również organizacyjnie się bardzo udzielałam. Cieszę się, że mogłam się też spełnić, poznać wspaniałych ludzi, z którymi mam kontakt do dzisiaj. Teraz pracuję w zawodzie technika dentystycznego i wciąż czuję, że jest to coś dla mnie.

NS: Formą przygotowania do studiów było rzeźbienie w mydle. Co zadecydowało o wyborze tego kierunku?
AP: Robiłam to, żeby mi było łatwiej na studiach. Wiedziałam, że kierunek techniki dentystyczne będzie bardzo manualny, więc chciałam troszkę wprawić rękę. Od dziecka lubiłam manualne rzeczy i rysowanie. Nigdy nie widziałam siebie w pracy biurowej. A po wypadku chciałam znaleźć coś, co będę w stanie wykonywać siedząc na wózku. Pomyślałam więc o kierunku techniki dentystyczne. Zdobyłam 185 na 200 możliwych punktów i dostałam się na studia. Na egzaminie manualnym miałam wymodelować w plastelinie orła w skali 1:1 oraz narysować rozłożoną kostkę Rubika. Wtedy już wiedziałam, że będę chciała to robić i się rozwijać w tym kierunku.

NS: Nie miała Pani obaw związanych ze studiowaniem?
AP: Początkowo miałam niewielkie. Jednak grono pedagogiczne spotkało się ze mną jeszcze przed rozpoczęciem studiów. To było już po egzaminie, kiedy wiedziałam, że pójdę na ten kierunek. Osoby z uczelni chciały zobaczyć, w jaki sposób będę sobie w stanie poradzić w pracowni i co trzeba byłoby zmienić, żeby ułatwić moje funkcjonowanie.

NS: Jakie więc wprowadzono zmiany?
AP: Uczelnia wynajęła wózek z funkcją pionizacji, żebym była w stanie wykonywać czynności niektóre w pozycji osoby stojącej. Później zakupiono mikrosilnik uruchamiany ręcznie, bo w pracowni wszystkie były uruchamiane za pomocą kolana, a ja specjalnie mogłam korzystać z uruchamianego ręcznie. Zawsze miałam też do dyspozycji Biuro ds. Osób Niepełnosprawnych, do którego mogłam się zgłosić z każdym problemem. Plan zajęć był dostosowany do mojej sytuacji i miejsca, w których odbywały się wykłady. Naprawdę uczelnia się postarała.

NS: Sport, studia, praca czy wybory Miss – to może inspirować. Co powiedziałaby Pani osobom, które np. po wypadku przeżywają trudne chwile? Albo ze względu na swoją niepełnosprawność ograniczają aktywności?
AP: Poprzez swoją osobę chciałabym im pokazać, że ich życie się nie skończyło. To, że są aktualnie na ciężkim etapie swojego życia, to nie znaczy, że tego nie przejdą i że zawsze już tak będzie. Życie faktycznie się zmienia po wypadku. Jednak to nie znaczy, że będzie gorsze. Jest po prostu inne. Można mimo niepełnosprawności żyć pełnią życia, cieszyć się nim. Powiedziałabym wręcz, że osoby z niepełnosprawnościami jeszcze bardziej się cieszą, ponieważ bardziej doceniają kruchość tego życia i starają się czerpać z niego jak najwięcej. Przynajmniej ja tak mam. Niepełnosprawność nie sprawia, że jesteśmy kimś gorszym. Mamy takie samo prawo do życia, do normalnego funkcjonowania jak każdy inny człowiek.

NS: Bariery są więc w nas?
AP: Niepełnosprawność, która nam towarzyszy, siedzi w naszych głowach. Bo nie uważam się za osobę niepełnosprawną. Mam pewne ograniczenia. Ale kiedy tylko otoczenie jest do mnie dostosowane, to nie odczuwam swojej niepełnosprawności. I chciałabym, żeby społeczeństwo postrzegało osoby z niepełnosprawnościami jako osoby, a nie widziało nas przez pryzmat niepełnosprawności. Moi znajomi mówią, że kiedy wchodzę do pomieszczenia, najpierw pojawiam się ja, a potem wózek. Pokazuję więc, że to możliwe. Tylko trzeba sobie przepracować to, co w nas siedzi.

Zobacz galerię…

Rozmawiał Marcin Gazda, fot. archiwum Anny Płoszyńskiej

Data publikacji: 30.12.2022 r.

Udostępnij

Zachęcamy do zapisania się do Newslettera

Przeczytaj również