Pełna Życia po Hipoterapii. Fort Sztuki na horyzoncie

24 października br. minęło 30 lat od powstania w Krakowie Fundacji Hipoterapia – Na Rzecz Rehabilitacji Dzieci Niepełnosprawnych. W tym roku zmieniła ona nazwę na Fundacja Pełna Życia, co ma związek z rozszerzeniem działalności. Jeden z projektów zakłada utworzenie Fortu Sztuki, gdzie osoby z niepełnosprawnościami będą mogły m.in. pracować i prezentować swoje talenty artystyczne.

To wymarzone miejsce, żeby skupić nasze działania – tak o Forcie 52 ½ S-Sidzina mówi się w Fundacji Pełna Życia. Ten obiekt przy ul. Kozienickiej 33 powstał pod koniec XIX wieku, wchodząc w skład Twierdzy Kraków. W 2014 roku został wydzierżawiony przez Fundację Hipoterapia na okres trzydziestu lat. Zaniedbania w przeszłości sprawiły, że zabytek jest częściowo zdewastowany. Przewidziane są więc prace konserwatorskie, restauratorskie, zabezpieczające przed zniszczeniem oraz roboty budowlane. Dzięki temu powstanie wyjątkowe miejsce na kulturalnej mapie stolicy Małopolski. Plany zakładają, że remont potrwa minimum 2-3 lata.

– Mamy zapewnione dofinansowanie z RPO Województwa Małopolskiego [ponad 4,6 mln – przyp. red.]. Zanim zapadła ta decyzja, nasz projekt znajdował się na liście rezerwowej przez ponad półtora roku. Musimy wnieść wkład własny, a nigdy nie prowadziliśmy działalności dochodowej. Zwrócimy się o pomoc w uzupełnieniu tej części do innych funduszy i darczyńców – opisuje Aleksandra Włodarczyk, prezes zarządu Fundacji Pełna Życia. Dodaje, że umowę podpisała w listopadzie ubiegłego roku, ale jeszcze nie zostały rozpoczęte prace w ramach tego zadania. To ma związek z różnymi procedurami i kontrolami przetargowymi.

Fort dla wszystkich

Przy ul. Kozienickiej 33 powstanie muzeum fortu i jego architekta. Przewidziane są też sale wielofunkcyjne. Tam swoją siedzibę będzie mieć grupa teatralna Kucyki, która działa od 2003 r. Plany zakładają przeniesienie do tej części Krakowa zajęć hipoterapeutycznych. W tym obiekcie będą organizowane wystawy oraz spotkania edukacyjne związane z tematyką niepełnosprawności. Mają odbywać się też szkolenia dla hipoterapeutów oraz innych terapeutów.

– Mamy tendencję do zatrudniania osób z niepełnosprawnościami przy wszystkich projektach. Przykładowo, na 12 osób zaangażowanych w opiekę wyręczającą, 4 są z niepełnosprawnością umiarkowaną lub znaczną. Chcemy, żeby też tak było również w tym miejscu – mówi Angelika Broniewska, wiceprezes zarządu Fundacji Pełna Życia.

Na terenie fortu znajdują się 3 hektary zabytkowej zieleni. Prawdopodobnie powstanie spółdzielnia socjalna, która będzie zatrudniać osoby z niepełnosprawnością do pielęgnowania tego obszaru. W sąsiednim Forcie Skotniki zlokalizowane jest Centrum Dokumentacji Zsyłek, Wypędzeń i Przesiedleń Uniwersytetu Pedagogicznego. Fundacja już odbyła wstępne rozmowy z uczelnią ws. praktyk dla przyszłych pedagogów i psychologów.

– To po prostu będzie żywe laboratorium. Równocześnie bardzo chciałabym, żeby to nie był kryształowy ośrodek zamykany na złoty kluczyk. To miejsce ma być ogólnodostępne i spełniać rolę podobną do parku rodzinnego, dające wytchnienie i szansę na pełnię życia. Chcemy, żeby w miejscu mogły się realizować osoby z niepełnosprawnościami – podkreśla Aleksandra Włodarczyk.

Z nowym szyldem

W czerwcu br. Fundacja Hipoterapia przekształciła się w Fundację Pełna Życia. Decyzja oznaczała pożegnanie z uznaną marką. Jednak stwierdzono, że ten krok był konieczny. Już lata temu fundacja wyszła bowiem z wąskiego kręgu specjalizacji.

– Dziś hipoterapia to tylko jeden z elementów naszych działań, obok m.in. innych terapii, opieki odciążeniowej, informacji obywatelskiej, restauracji zabytków czy mody bez ograniczeń. Dotychczasowa nazwa nas nieco ograniczała. Często na różnych spotkaniach musiałam tłumaczyć, że dzisiaj przychodzę, aby porozmawiać nie o koniach, a o innym projekcie – mówi Angelika Broniewska. Przyznaje, że niekiedy zdziwienie wywoływały informacje, że Fundacja Hipoterapia zbiera środki na remont fortu. Inni nie mogli znaleźć wspólnego mianownika dla nazwy kojarzonej z końmi i działalnością teatralną.

Jak podkreśla Aleksandra Włodarczyk, przez lata udało się wylansować samą metodę i słowo hipoterapia. 30 lat temu niewiele osób wiedziało, co ono oznacza. Zdarzały się np. skojarzenia z hipopotamami. Tak było m.in. podczas jednego z pierwszych spotkań z potencjalnym darczyńcą. W tego typu sytuacjach konieczne były wyjaśnienia opisowe.

– Pisownię naszej nazwy konsultowałam u językoznawców w Instytucie Języka Polskiego Polskiej Akademii Nauk. Nie wiedzieliśmy, czy powinniśmy pisać przez jedno czy przez 2 p. Usłyszałam, że język polski jest dynamiczny i skoro mamy hipodrom, to może być hipoterapia – wspomina prezes zarządu Fundacji Pełna Życia.

Marzenia o standardach

Aleksandra Włodarczyk jest jedną z pięciu osób, które w 1989 r. założyły Hipoterapię. Była pewna, że jej rola skończy się na zredagowaniu kilku listów. Jednak stopniowo zaczęła rezygnować ze swojej pracy zawodowej. Początkowo przenosiła ją na godziny popołudniowo-wieczorne, później skróciła do pół etatu, aż całkowicie postawiła na fundację. Łatwo nie było, ale decyzji nie żałuje.

– Naszym marzeniem było wypracowanie standardów związanych z hipoterapią. Profesjonalna kadra to jedno. Do tego dochodziła kwestia informowania rodziców, potencjalnych klientów, że nie każdy, kto ma konia, jest hipoterapeutą – wyjaśnia Aleksandra Włodarczyk. Dodaje, że na początku lat 90. zaczynały się pojawiać w stadninach ogłoszenia typu: nauka chodzenia – hipoterapia. Robili to ludzie, którzy twierdzili, że wystarczy wozić dziecko na koniu i przyniesie to efekty terapeutyczne.

W czerwcu 1992 r. fundacja zorganizowała konferencję w Instytucie Polonijnym UJ, która została uznana za zjazd założycielski Polskiego Towarzystwa Hipoterapeutycznego. Utworzyli je eksperci z całego kraju, w tym m.in. lekarze, rehabilitanci, psycholodzy, pedagodzy, instruktorzy jazdy konnej czy hodowcy. Wspólnymi siłami opracowano program szkoleń dla hipoterapeutów, kończących się egzaminami z teorii oraz praktyki. Fundacja wykształciła ponad 1000 takich specjalistów. Natomiast z prowadzonej przez nią kompleksowej terapii korzysta ok. 100 dzieci rocznie.

Dostrzeganie potrzeb

Na początku lat 90. do Hipoterapii zgłaszały się przede wszystkim rodziny, które nie znalazły pomocy w innych miejscach. Albo miały złe doświadczenia z klasycznym leczeniem. Informacje o efektach terapii docierały do kolejnych osób. To sprawiało, że na zajęcia do Marii Rey w Tenczynku (okolice Krakowa) przyjeżdżało coraz więcej uczestników. Wtedy fundacja zaczęła rozwiązywać problemy rodzin. Pierwsze dodatkowe działania były nakierowane na rodziców. Do hipoterapii została dołączona fizjoterapia.

– To było tworzenie zalążków kompleksowego wsparcia. Podczas wakacyjnych turnusów jeszcze to rozszerzyliśmy o zajęcia pedagogiczne i kreatywne. Na taki dwu-trzytygodniowy wyjazd jechało np. 20 dzieci, a towarzyszyli im wszyscy chętni: rodzice, rodzeństwo, dziadkowie – mówi Aleksandra Włodarczyk.

W ostatnich latach z fundacją można połączyć różne inicjatywy, o których informowały „NS”, a wykraczały poza początkową specjalizację. To m.in. DrOmnibus (http://naszesprawy.eu/edukacja/terapeutyczne-granie-na-tablecie/), Moda bez ograniczeń (http://naszesprawy.eu/projekty-programy/modowe-pokonywanie-ogranicze/), Miejskie Centrum Informacji dla Rodzin z Dziećmi i Osobami Niepełnosprawnymi (http://naszesprawy.eu/aktualnosci/krakowskie-zrodlo-informacji/), a także Miejskie Centrum Informacji Społecznej (http://naszesprawy.eu/projekty-programy/krakow-rozszerza-informacyjne-wsparcie/). W ramach pilotażu realizuje projekt „Krakowskie Centrum Informacji i Wsparcia dla Opiekunów Osób Niesamodzielnych”.

– Gmina Kraków jest otwarta w sprawach społecznych i decyduje się na współpracę przy różnych działaniach. Jednocześnie wydzierżawiła nam fort na 30 lat. To, coś bardzo cennego i jesteśmy za to wdzięczni – podsumowuje Aleksandra Włodarczyk.

Zobacz galerię…

Marcin Gazda, fot. Fundacja Pełna Życia, autor

Data publikacji: 24.10.2019 r.

Udostępnij

Zachęcamy do zapisania się do Newslettera

Przeczytaj również