Porozmawiajmy o muzyce, czyli dźwięki czynią cuda (część druga)
- 19.08.2026
Prof. Ewa Iżykowska-Lipińska
Przedstawiamy drugą cześć rozmowy z prof. Ewą Iżykowską-Lipińską poświęconej muzyce. Tym razem skupimy się na jej roli w życiu i funkcjonowaniu osób z różnego rodzaju niepełnosprawnościami i deficytami.
– Czym jest muzykoterapia, czasem niesłusznie pomijana lub niedoceniana w rehabilitacji osób z niepełnosprawnością?
– Wspomniałam już o moim siostrzeńcu z porażeniem mózgowym jako przykładzie osoby, na którą dźwięki oddziaływały od najmłodszych lat i nadal oddziałują, ale tak się złożyło, że nim tutaj przyjechałam, natknęłam się na wypowiedź osoby, która pracuje w Domu pod Modrzewem w Gdańsku. Jest to specjalistyczno-terapeutyczna placówka opiekuńczo-wychowawcza prowadzona przez Fundację dla Rodziny „Ogniska Nadziei”. Pani Julia Skuza, bo o niej mówię, jest śpiewaczką operową, a jednocześnie pracuje jako pedagog w tym ośrodku. Zapytana o to jaką funkcję może pełnić muzyka w rozwoju dzieci powiedziała: – Muzyka odgrywa niezwykle ważną rolę już od pierwszych dni życia dziecka. Nie jest jedynie formą rozrywki, ponieważ wspiera rozwój mózgu, pamięci, koncentracji oraz zdolności językowe. Dzieci, które mają regularny kontakt z muzyką uczą się lepiej rozpoznawać emocje, rozwijają wrażliwość i łatwiej nawiązują relacje z innymi. Śpiewanie, rytm czy gra na instrumentach angażują jednocześnie wiele obszarów mózgu, dzięki czemu wspierają rozwój koordynacji ruchowej uwagi i kreatywności. Muzyka pozwala także regulować emocje, potrafi wyciszyć zmniejszyć napięcia i stres, ale również dodawać energii i motywacji do działania.
– Pani również zetknęła się z osobami z niepełnosprawnością, które kochają muzykę i z niej czerpią radość i siłę. Proszę o tym opowiedzieć.
– Tak i to był niezwykły zbieg okoliczności. Otóż parę tygodni temu zostałam po raz kolejny zaproszona przez prof. Henryka Skarżyńskiego, twórcę Światowego Centrum Słuchu w Kajetanach, do udziału w jury Międzynarodowego Festiwalu Muzycznego dla Dzieci, Młodzieży i Dorosłych z zaburzeniami słuchu „Ślimakowe Rytmy”. To przedsięwzięcie prowadzi fantastyczna osoba, pani Barbara Kaczyńska, śpiewaczka operowa i muzykoterapeutka. Uczestnikami konkursu obywającego się w ramach festiwalu są osoby w różnym wieku, które doznały urazu słuchu. Muzykoterapia, a więc chociażby śpiewanie czy granie na instrumencie, na przykład na fortepianie, gitarze czy na saksofonie, jest dla tych ludzi po prostu elementem rehabilitacji. Przed konkursem pokazano film o pracy profesora Skarżyńskiego zawierający także wypowiedzi osób, które przeszły przez cały proces leczenia począwszy od operacji, na rehabilitacji skończywszy. Opowiadali o tym, co dla nich znaczy praktykowanie gry na instrumencie czy śpiewanie. Otóż wydobyło to ich z wielkiego życiowego zakrętu, na którym się znaleźli i ustawiło na prawidłowych torach. Ci ludzie podjęli walkę: oto biorę instrument czy śpiewam i niezależnie od moich słabości dalej ćwiczę, walczę, pracuję. A to oznacza, że oni chcą udowodnić sobie, iż powrócili do pełnej sprawności i w tym celu stosują autosugestię, która czasami jest o wiele ważniejszym remedium niż cokolwiek innego. Czyli tu znowu działa nasza psychika, o której mówiłam w poprzedniej rozmowie. Muzyka oddziałuje na psychikę – to jest bezpośredni bodziec, który po prostu działa.
Będąc jurorem tego konkursu wpadłam w maksymalny zachwyt, choć przyznam, że było mi bardzo trudno oceniać tych ludzi. Oni, jak wspomniałam, reprezentowali różne dyscypliny i mieli za sobą różne doświadczenia, także muzyczne. Była na przykład kobieta w średnim wieku, która straciła słuch w wieku 30 lat będąc czynną śpiewaczką operową. Teraz stanęła na scenie i wykonała arię Królowej Nocy z „Czarodziejskiego Fletu” W.A. Mozarta. I ta cała sytuacja przywróciła ją do życia. A to przecież spowodowała muzykoterapia, miłość do muzyki, to ona wyzwoliła wolę życia, wolę walki ze swoim losem, ze swoją sytuacją. Ci ludzie, pacjenci, osoby z niepełnosprawnością, właśnie w ten sposób wygrywają swoje życie dzięki muzyce. I to jest misja Kajetan, którą bardzo poważam.
– Kontakt z muzyką, który umożliwia podjęcie walki o siebie mimo ograniczeń wynikających z niepełnosprawności, w przypadku osób z uszkodzeniem lub brakiem słuchu ma znaczenie niemal symboliczne. Ale dotyczy to także innych jej rodzajów.
– Popatrzmy na to w ten sposób: jednym z elementów terapeutycznych możliwych do realizacji w każdym niemal przypadku jest udział w zajęciach muzycznych. Znamy na przykład wielu fenomenalnych niewidomych artystów muzyków, na przykład pianistów, jak Ray Charles czy Mieczysław Kosz. Są też śpiewacy niepełnosprawni ruchowo. Takim sztandarowym przykładem jest choćby niemiecki bas baryton prof. Thomas Quasthoff, który urodził się ze zredukowanymi kończynami. Mimo problemów – początkowo odmówiono mu studiów muzycznych – został śpiewakiem, a potem wykładowcą na uczelniach muzycznych w Niemczech. Na naszej uczelni w Warszawie była kiedyś niewidoma studentka wokalistyki, inny z naszych absolwentów wokalistyki ma częściową utratę wzroku, a jeszcze inny właśnie stracił obydwie nogi. Co ciekawe: utrata jakiegoś elementu naszego ciała, czy narządu typu wzrok, słuch, uwrażliwia pozostałe i na przykład znani są ludzie niewidomi, którzy mają o wiele lepszy słuch niż inni. Zatem skoro uwrażliwienie wzrasta u osób, które mają problem ze wzrokiem, to również może wzrastać u osób z problemami innego typu, na przykład z zaburzeniami osobowościowymi. Jakiś rodzaj zaburzeń nie oznacza ograniczeń, że na każdym tym polu ten człowiek jest gorszy. Wrócę do mojego siostrzeńca z porażeniem mózgowym, o którym wspomniałam w poprzedniej naszej rozmowie. Otóż proszę sobie wyobrazić, że ma on niezwykle fenomenalną pamięć i to zarówno normalną, jak i dźwiękową. Powiedziałabym wręcz, że chyba ma słuch absolutny. Niezwykłe jest to, że te nasze przestrzenie, zdolności, są bardzo różnorodne i one się po prostu chcą uzupełniać. Czyli gdzieś organizm stara się budować rekompensaty, jeżeli jeden element osłabnie, to rekompensujemy się na innym polu. To wszystko daje nam osobowość, która ma tę potrzebę reperacji za pomocą bodźców, czyli między innymi dźwięków.
– A samoleczenie muzyką? Co Pani o tym sądzi? Jeżeli osoba z niepełnosprawnością codziennie ćwiczy w domu, może też serwować sobie muzykoterapię…
– Oczywiście, opowiem tu o takim przykładzie: moja znajoma jest chora onkologicznie i bez przerwy czeka na jakieś wyniki badań, a to nie jest to przyjemna sytuacja. I teraz co robi? Otóż codziennie wieczorem jest na koncercie. Muzykę, która do nas przemawia możemy sobie zresztą wybrać sami, właśnie w domowym zaciszu, choćby na YouTubie. Dla mnie takim ciekawym doznaniem była na przykład dostępna tam muzyka medytacyjna i relaksacyjna, z której korzystam kiedy jest mi to potrzebne. Nie trzeba być specjalistą muzykoterapeutą, żeby sobie posłuchać takiego nagrania nawet przez 5 minut w ciągu dnia i po prostu się wyłączyć.
– A na ile to czucie muzyki może pomóc osobom ze znaczną niepełnosprawnością zarówno psychiczną jak i fizyczną? Czy osobę mocno zaburzoną można też przemienić dzięki dźwiękom, muzyce?
– Jak najbardziej i to zawsze. Zacznijmy od tego że muzykoterapia została zauważona i stała się bardzo istotnym elementem kształcenia muzyków, obecnie jest na przykład jednym z kierunków w Akademii Muzycznej im. Grażyny i Kiejstuta Bacewiczów w Łodzi. Muzykoterapia zasługuje na głębokie studia. Jak zauważyłam, nie tylko w Kajetanach, mamy już specjalistów w tym zakresie, którzy w sposób bardzo pragmatyczny prowadzą zajęcia dla określonych grup osób z niepełnosprawnością i wynikającymi z niej ograniczeniami. Wyobraźmy sobie na przykład, ile dla takiej osoby może znaczyć już samo wydobycie dźwięku, głosu, zaśpiewanie nawet niesamodzielne – z koleżanką czy kolegą. To daje poczucie pewności siebie. Dalej, wyobraźmy sobie człowieka na wózku, który nagle zagrzmi donośnym dźwiękiem i sam się zdziwi, że taki głos jest w stanie w ogóle z siebie wydobyć. To już jest kosmos.
– A czy muzyka może w takim samym stopniu oddziaływać na osoby neuroróżnorodne, na przykład z ADHD, czy w spektrum autyzmu?
– Ich to jeszcze bardziej dotyczy, bo jak powiedziałam muzyka oddziałuje na psychikę. Przecież muzyka to bodziec, więc jeżeli ktoś ma autyzm – ja dokładnie nie znam problematyki autyzmu, ale rozumiem, że jest ona zamknięciem w swoim świecie – to wyjście z tej skorupy na zewnątrz może okazać się niezwykle cenne. Wydobywam z siebie dźwięk, bo ja tego chcę i teraz odezwę się głośno. I może się okazać, że mi to się spodoba, że ja mogę i koniec. Zatem jestem coś warta, bo to jest bardzo bliskie poczuciu wartości. W przypadku ADHD jest odwrotna sytuacja – tu powinno się stosować takie uspokajające metody, choćby muzykę wspomnianego już Mozarta, Bacha czy może nawet Vivaldiego. Ale nie tylko, bo nie każdy toleruje muzykę klasyczną, z prostego powodu, bo nikt go wcześniej na to nie uwrażliwił. Ja sama też zresztą jak dziecko nie byłam jej fanką – wolałam muzykę rozrywkową, którą słyszałam w radiu. Jestem przekonana, że nie wszystkie dzieci z ADHD można leczyć muzyką klasyczną, a właśnie rozrywkową. Trzeba tylko znaleźć klucz, która z nich może okazać się przydatna. A zrozumiemy to, kiedy zobaczymy reakcje dziecka. Wcześniej nie jesteśmy w stanie przewidzieć czy będą to na przykład piosenki Sinatry, Beatlesów, czy może musicalowe lub jazz a nawet disco polo. Zatem odpowiedź na to pytanie brzmi: może – i tu robię milion wykrzykników. Tyle tylko, że do tego procesu potrzebni są wykwalifikowani specjaliści, którzy wiedzą jak szukać drogi do tych ludzi.
– Dziękuję za rozmowę.
dr Halina Guzowska, fot. autorka
Pierwsza część rozmowy z prof. Ewą Iżykowską-Lipińską
Data publikacji: 19.08.2026 r.


