Porozmawiajmy o muzyce, czyli dźwięki czynią cuda (część pierwsza)
- 17.08.2026
Prof. Ewa Iżykowska-Lipińska
W lipcu i sierpniu Dom Pracy Twórczej w Radziejowicach rozbrzmiewa muzyką niemal przez całą dobę. A dzieje się tak za sprawą kursów mistrzowskich prowadzonych przez wybitnych pedagogów. Przyjeżdżają na nie młodzi śpiewacy, pianiści, skrzypkowie i wiolonczeliści niemal z całego świata.
Jedną z osób prowadzących kursy mistrzowskie jest profesor sztuk muzycznych Ewa Iżykowska-Lipińska, śpiewaczka, aktorka i reżyserka. W swoim dorobku ma występy na scenach operowych w kraju (m.in. w Teatrze Wielkim w Poznaniu i Warszawie) oraz za granicą (m.in. w La Scali i Kammeroper w Wiedniu), prawykonaniach i wykonaniach utworów kompozytorów współczesnych, m.in. Vasqueza, Pendereckiego i Góreckiego. Jest wykładowcą na Uniwersytecie Muzycznym Fryderyka Chopina w Warszawie i w Polskiej Akademii Nauk. Wcześniej, przez wiele lat, prowadziła klasy mistrzowskie zarówno w Polsce jak i we Włoszech, Austrii, jak i Stanach Zjednoczonych i Korei Południowej.
– Przysłuchując się niedawno próbie przed koncertem galowym uczestników kursów mistrzowskich prowadzonych przez Panią w Radziejowicach obserwowałam przemianę, która następowała w młodych artystach pod wpływem Pani uwag dotyczących czucia muzyki, rozumienia słów pieśni i emocji w nich zawartych. Czy muzyka może przemieniać także słuchaczy?
– To jest bardzo szeroki temat, myślę że mogłybyśmy przeprowadzić wiele wywiadów, żeby odnaleźć jakiś konsensus dotyczący pytania czy muzyka może przemieniać ludzi. Powiem że nie tylko może, ale przemienia i tu w ogóle nie ma nawet żadnego znaku zapytania. Taka jest funkcja sztuki. Cała sztuka przemienia człowieka jeżeli wyjdziemy od jej bazy pod tytułem katharsis. Sztuka z założenia oddziałuje bez względu na to, czy jest to muzyka, plastyka, czy teatr. To jest takie medium, które na nas wpływa i powoduje naszą przemianę. Pozostaje zatem pytanie co to jest muzyka? To są dźwięki odpowiednio poukładane, ale przecież mamy całą serię dźwięków nie konkretnie przez człowieka poukładanych, a na przykład przez naturę, które też są muzyką. Kiedy wykonywałam muzykę współczesną, a był to czas w moim życiu długi, trwający 10 lat, to nagle istnienie w tej współczesnej muzyce spowodowało przemianę mojego myślenia, przeżywania i odbierania rzeczywistości. Wszystkie dźwięki, które mnie otaczały, np. przejeżdżająca karetka na sygnale, stawały się nagle muzyką, bo okazały się ważne. I na ten całokształt pojęcia dźwięku uwrażliwili mnie jako wykonawcę właśnie kompozytorzy współcześni.
Dziecko, które się rodzi wydaje pierwszy okrzyk i to też jest dźwięk, a muzyka składa się z dźwięków. To też jest muzyka, którą to dziecko wydobywa z siebie, by zademonstrować, że oto ja jestem, czyli po prostu zaistnieć. Dochodzimy więc do takiej ważnej informacji, że dźwięk czy muzyka jest jak gdyby potwierdzeniem istnienia. I to jest bardzo ściśle związane z konkretną dziedziną, którą się zajmuję, czyli ze śpiewem, na którym oparłam także tory kształcenia czy oddziaływania na ludzi, wokalistów klasycznych, musicalowych, rozrywkowych, ale również kształcenie osób, które mają do czynienia z głosem w sensie mowy. Mam tu na myśli mówienie właściwe, czyli ustawienie głosu. Dotyczy to np. polityków i dziennikarzy – całej plejady osób, które wykorzystują głos do tego żeby istnieć w swoim zawodzie.
A wracając do pytania: proszę zobaczyć co się dzieje z ludźmi podczas koncertów, przedstawień operowych; bywa, że uwrażliwieni słuchacze wpadają w trans, w euforię właśnie na dźwięki muzyki.
– Na ile to czucie muzyki może pomóc osobom z niepełnosprawnością zarówno fizyczną jak i umysłową? Czy podobnie jak uczestników Pani kursów może ich, mimo nieraz bardzo zmienionej percepcji, otworzyć?
– Absolutnie tak, bo to jest fala dźwiękowa, która uderza w określone receptory i powoduje określone zjawiska w naszym organizmie. Nie jestem lekarzem żeby to wszystko precyzyjnie zdefiniować, ale jestem praktykiem, który po prostu widział przemiany, widział w jaki sposób ludzie reagują na dźwięk. Zacznę od takiego osobistego przykładu: mam w rodzinie cudownego siostrzeńca, który ma porażenie mózgowe i od dziecka jego najpiękniejszym słowem była bimba. Dlaczego, bo kochał zegar ścienny, który wydaje dźwięk bim bam bim. Zostało mu to od najmłodszych lat, jako pamięć czegoś przyjemnego, domu dziadków, w którym dziecko czuło się bezpiecznie, było kochane i potrzebne. A więc ten dźwięk, czyli muzyka, pozostawiła w nim nieprawdopodobnie pozytywne skojarzenia. Teraz te skojarzenia pozostają z nim na całe jego życie, kiedy stara je sobie powtórzyć, po to żeby jego życie było przyjemniejsze. Kojarzy mu się to z czymś bardzo ciepłym, wspaniałym i rodzinnym. A skoro dziecko z porażeniem mózgowym jest wrażliwe na dźwięk do tego stopnia że przez całe życie ten dźwięk mu towarzyszy, to cóż ma powiedzieć publiczność, która zmęczona po całodniowym wysiłku przychodzi na koncert i tu dzieje się magia, ponieważ dźwięki mogą wprowadzić nas po prostu w trans.
– Wśród kompozytorów muzyki klasycznej, których utwory mają szczególne walory muzykoterapeutyczne, wymienia się przede wszystkim Mozarta i Bacha z jego koncertami organowymi. A inni klasycy?
– Oczywiście, w takim oddziaływaniu terapeutycznym muzyka klasyczna przoduje, ale nie odnosi się to wyłącznie do tych wymienionych kompozytorów. Harmonia dźwięku, czyli sposób ich układania przez wszystkich kompozytorów, zwłaszcza klasycznych, przez określone częstotliwości wibracji oddziałują na nasze receptory, na nasze komórki, ciało, umysł i duszę. W konsekwencji, to właśnie ich muzyka sprawia, że ludzie podczas koncertu czy ostatniego aktu opery wyciągają chusteczki i płaczą. Ale czyż nie płaczą również choćby podczas Konkursów Chopinowskich? Proszę popatrzeć na fenomen tego konkursu, który powoduje że słuchacze przyjeżdżają z najodleglejszych stron świata po to tylko, żeby się zatopić w harmonii dźwięków jakże fenomenalnie napisanych przez Chopina. Zapominają o swoich problemach, cierpieniach, ograniczeniach. Chcą przenieść się w ten czarowny świat, który on wykreował. Świat XIX-wiecznego salonu, walców, polonezów, mazurków, wschodnich dumek, którymi nasyconych jest 17. pieśni tego kompozytora. Po paru akordach jego Etiudy Rewolucyjnej jawi się nam Warszawa i młodzi powstańcy z 1830 roku. Dlaczego? Bo potrzebujemy odejść od naszej codzienności po to żeby doznać właśnie owego katharsis, o którym wspomniałam na początku naszej rozmowy.
– Niepowtarzalną wręcz potęgą dźwięku, a więc i muzyki, jest fakt, że może oddziaływać jednocześnie na dużą zbiorowość, zmuszając wszystkich do tych samych wzruszeń.
– Muzyka jest po prostu bodźcem bezpośrednim, który atakuje nas natychmiast, tu i teraz, powodując określone reakcje, także zbiorową wrażliwość. Jesteśmy na pogrzebie, ktoś w kościele czy na cmentarzu wykonuje jakiś bardzo taki dostojny, spokojny, smutny utwór i wszyscy natychmiast płaczą. I odwrotny przykład: na weselu bawimy się, wpadamy w zbiorową radość, śpiewamy. Idziemy na ślub, żeby się wspólnie weselić, wszyscy po prostu wpadają w trans radości zbiorowej. Ale muzyka sięga o wiele głębiej: popatrzmy na plemiona afrykańskie, na ich sposób nazywania rzeczywistości i jej przeżywania. Wszystkie obrzędy są związane z muzyką, bo muzyka ich zalewa jakimś właśnie zbiorowym szczęściem, poczuciem tej zbiorowości. We współczesnej Korei masowym zjawiskiem są chóry, ale trochę inne niż u nas: otóż Koreańczycy umawiają się na przykład w lokalu, jedzą, piją i śpiewają. Nie tak jak u nas, na baczność, ale jak gdyby delektując się samą sytuacją. Mieszkańcy tego kraju mają genialne głosy, więc działa tam też wiele normalnych chórów. W Finlandii istnieje z kolei dofinansowanie rządowe do chórów, które są powszechnym zjawiskiem, zwłaszcza na północy. Wydawać by się mogło, że to taki zamknięty psychicznie kraj, a tymczasem rząd zrozumiał co dają chóry – one odstresowują, bo powodują relacje społeczne. Ludzie zaczynają się spotykać rozmawiać ze sobą a wszystko to pod pretekstem wspólnego muzykowania. Dla mnie to fenomenalne zjawisko. W Polsce tego nie mamy, a tradycja chóralna zdaje się trochę zanikać zwłaszcza wśród młodych.
– Dźwięki i muzykę wykorzystuje Pani również w pracy z przedstawicielami innych zawodów. Czy wpływają one na ich osobowość?
– Przez 20 lat prowadziłam zajęcia w Polskiej Akademii Nauk w studium podyplomowym komunikacji mediów, z retoryki i kreowania osobowości medialnej, przedmiotu który mnie zafascynował. Napisałam do niego swój autorski program. Uczestnikami kursów byli przedstawiciele różnych grup zawodowych i społecznych: dziennikarze, politycy, księża, studenci, uczniowie. Proszę sobie wyobrazić, że dla mnie samej był to fenomenalny okres. Fascynująca podróż, która pokazała mi jak dalece ustawienie głosu na oddechu, czyli prawidłowe wydobycie z siebie głosu zmienia osobowość. Zajęcia charakteryzowały się na przykład tym, że śpiewaliśmy w ruchu, robiłam ćwiczenia gdzie na przykład ludzie jednocześnie maszerowali i śpiewali. Wśród słuchaczy studium było wiele osób, które wstydziły się śpiewać, nie chciały albo na przykład nie miały słuchu, ale robiłam to tak, żeby im tego nie pokazywać. Po prostu fantastycznie się bawiliśmy a pod koniec zajęć wiele osób zmieniało zawód. Efektem bowiem naszych ćwiczeń z głosem, z dźwiękiem było to wydobycie siebie na zewnątrz, które pokazywało, że są kimś zupełnie innym niż o sobie sądzili. Wcześniej pochowali się jak ślimaki w te swoje skorupki z takich czy innych powodów, a tymczasem mieli w sobie o wiele więcej możliwości mocy i siły.
– Dziękuję za rozmowę.*
dr Halina Guzowska, fot. Andrzej Lipiński
* Część druga rozmowy z prof. Ewą Iżykowską-Lipińską będzie poświęcona muzykoterapii.
Data publikacji: 17.08.2026 r.


