Ciągle się podnoszę

Ciągle się podnoszę

Mały, niepozorny fizycznie, skromny , ale za to zawsze pogodny i mocny duchem . Piotr Litwin pochodzi z wielodzietnej i niezamożnej rodziny . Urodził się w Nowym Sączu. Teraz mieszka w Rzeszowie.

O chorobie mówi bez niepotrzebnych emocji. „Swą niepełnosprawność przyniosłem z sobą na świat. Urodziłem się z przepukliną oponowo-rdzeniową. Nie czuję się kaleką, i póki daję radę staram się normalnie funkcjonować”.
Często też mówi: „Jak mogę być nieszczęśliwy, skoro mam zdrowe ręce! Niektórzy mają trudniej, bo czasem niepełnosprawność dopada ich w wyniku wypadku, a ja się z tym urodziłem”.

Ma świetny i zdrowy dystans do siebie i swej choroby. Nie zawsze tak jednak było. Kolejne operacje, liczne zabiegi rehabilitacyjne i zderzenie ze szkolną społecznością sprawiły, że przez krótki czas był – jak mówi – „kąśliwy”. Teraz jednak dorósł i przy głupkowatych zaczepkach woli się wycofać. Ukończył szkołę średnią, zdał maturę i podjął nielekką pracę kasjera w dużym sklepie.

Pierwsza praca
Stali bywalcy sklepu , w którym pracował Piotr mówią o nim pozytywnie. „Grzeczny, uprzejmy, uśmiechnięty”. Takie słowa padają najczęściej, gdy pytam o Piotra Litwina. Inna osoba dodaje: „Jest pogodzony z tym co jest. Ma w sobie wiele pozytywów”. Dla niektórych klientów jest dobrym przykładem życzliwości i zrozumienia drugiego człowieka. „Taki niby zwyczajny, a jednak nadzwyczajny człowiek”- mówi znajoma mieszkająca obok sklepu.

Piotr długo szukał pracy i pewnie dlatego tak bardzo ją ceni. Jest przekonany, że każdy kto ma zdrowe ręce powinien pracować. I sam tak właśnie robi. Pracuje mimo wielu niedogodności, które wynikają z jego choroby. Stanowisko kasjera i kolejne wyjście do ludzi dużo go nauczyło.
„Świat idzie nie w tym kierunku. Wydaje mi się, że może się to źle skończyć. Materia zdominowała wszystko, odsuwając człowieka na dalszy plan” – uważa.
W pracy przekonał się też, że klientowi wolno bardzo wiele, a kasjer ma cierpliwie znosić wszystko. Bardzo ceni swą współpracę z personelem sklepu. Zawsze tam traktowano go dobrze. Teraz ma już pracę w biurze. Przemieszcza się do niej dość daleko, ale się cieszy, bo realizuje siebie.

Patrzy na świat własnymi oczyma
Doświadczenia życiowe ukształtowały w Piotrze silne poczucie sprawiedliwości. W relacjach z ludźmi zawsze zwraca uwagę na to, by nikomu nie wyrządzić krzywdy. „Mój głos sumienia od razu odzywa się, gdy zrobię coś nie tak. Wiem, że przy podejmowaniu ważnych decyzji, zawsze muszę kierować się też dobrem innych. I choć czasem działa to na mą niekorzyść, to ciągle pracuję nad tym, by też nie pozwolić innym mnie krzywdzić”- mówi z przekonaniem Piotr.

Nabrał już dużej odporności na to, że niektórzy ludzie śmieją się z niego. Nie reaguje. Na zaczepki nie odpowiada. Swego czasu zaczął uczyć się i ćwiczyć sztuki walki i techniki samoobrony. To dawało mu większe poczucie bezpieczeństwa gdy zaczepiano go na ulicy. Musiał jednak przerwać treningi. Organizm Piotra nie dawał rady. Ale bardzo pragnie i potrzebuje do nich wrócić. Ciągle ma taką nadzieję. Szczera pogoda ducha pomaga mu w stawianiu czoła coraz to nowym wyzwaniom. Pracował na nią długo i konsekwentnie. Bardzo dbał o to, by nie aktywować w sobie negatywów, mimo wielu mało pozytywnych doświadczeń. Nie uważa, że z powodu niepełnosprawności coś mu się należy. Nie lubi też niczego się domagać.

Ciągle pracuje nad sobą
Kilka lat temu przyjaciel zachęcił go do wyjazdu do Warszawy na kurs programowania neurolingwistycznego (NLP). Piotr sam sfinansował i wyjazd i pobyt na kursie. W pewnym stopniu korzysta z tych technik psychoterapii i samodoskonalenia. Poznał zasady sterowania swym umysłem po to, by pomagać sobie w życiu codziennym.

Bardzo ważnym wydarzeniem w życiu Piotra Litwina było spotkanie z Nickiem Vujicicem w Krakowie. Zrobiło ono na nim niesamowite wrażenie. „Czułem się tam wspaniale! Byłem przekonany, że mogę wszystko” – mówi z radosnym błyskiem w oku.

Był pewien, że mocno pójdzie do przodu. Życie zdecydowało jednak inaczej. Wrócił do Rzeszowa. „I… wtedy okazało się, że odeszła z tego świata bardzo bliska mi osoba. Kochałem ją bardzo. Przeżyłem szok! Ale znów podniosłem się, bo miałem wokół siebie życzliwych, dobrych ludzi. Pomogli mi” – Piotr mówi o tym już bez większych emocji. Teraz pragnie tylko tego, by ta bliska sercu osoba po Tamtej Stronie była szczęśliwa.

Życiową postawę Piotra, w pewnym stopniu, ukształtowała też Oaza. Spotkania, rozmowy i literatura pomogły mu w tym, że „stara się być troszkę lepszym człowiekiem”. Tam też nawiązał pierwsze przyjaźnie.

Rower sposobem na lepsze życie
Piotr pracując co dzień stawia czoła wyzwaniom. Przez długi czas nosił ciężki plecak wspomagając się kijkami, aby choć trochę odciążyć bolące nogi. Niekiedy mówi, że nie zna życia bez bólu. On towarzyszy mu od wczesnego dzieciństwa.

Sąsiadka, widząc postawę i wielką pokorę Piotra, postanowiła mu pomóc. Jej znajoma skontaktowała się z Telewizją Rzeszów. W marcu tego roku zrealizowała ona program interwencyjny o Piotrze. Zobaczyliśmy „nieszczęsne buty”, w których na co dzień tak trudno mu chodzić. Są ciężkie i bardzo niewygodne. Ranią mu nogi. Oglądając ten program trudno było powstrzymać łzy wzruszenia. Piotr Litwin pokazał też model roweru typu handbike, na którym mógłby się przemieszczać.

Po emisji programu szybko zaczęły napływać pieniądze na jego konto. Internauci, telewidzowie i znajomi od razu zareagowali. Zobaczyli postawę niezwykłego bohatera. Niczego się nie domagał i tym najbardziej ujął innych. Prawie miesiąc po wywiadzie mógł już kupić wymarzony rower.

Potem były jeszcze inne publikacje w prasie i telewizji. Ujmuje ludzi swą prostotą życia i naturalną dobrocią. „Bardzo wielu ludzi otworzyło dla mnie serce! Jestem za to ogromnie wdzięczny. Nie spodziewałem się tego!” – mówi ze wzruszeniem. Rowerem jeździ do pracy, na zakupy, na siłownię i już wreszcie nie musi dźwigać na plecach ciężkich zakupów. Odpoczywają jego nogi i kręgosłup.

Marzenia i codzienność
Ciągle chce być i jest aktywny. Poznaje nowe dziedziny wiedzy. Pasjonuje go psychologia, teatr, próbował uczyć się grać na gitarze. Techniki samoobrony, siłownia, sztuki walki były jego pasją. I choć musiał z niektórych zrezygnować, to nadal marzy o tym, by w Polsce połączyć naukę sztuk walki z elementami psychologii. „ Według mnie byłoby to doskonałe rozwiązanie”- przekonuje Piotr.

Chciałby stworzyć fundację, która dbałaby o osoby z niepełnosprawnością i te, w trudnej sytuacji życiowej. Już wie, że po kolejnych operacjach weźmie się za realizację marzeń. Wróci do treningów i nauki. Na co dzień boli go i mocno dokucza mu ludzka ignorancja.

„Trudno się tutaj żyje ludziom niepełnosprawnym. Buty, sprzęt ortopedyczny są bardzo drogie! Nawet te robione na zamówienie są nie do użytku! Czy producent nie wie, dla kogo je robi? Dlaczego tak bardzo trudno w nich chodzić? Muszę nogi owijać bandażami i dopiero wtedy mogę je włożyć. Podeszwy co raz muszę wymieniać, a to są dodatkowe, niemałe koszty” – ubolewa Piotr. I choć nigdy nie potrafił walczyć o siebie, to teraz zacznie. Wiele razy z powodu niefrasobliwości, niedbałości , czy braku kompetencji innych musiał chodzić od przysłowiowego Annasza do Kajfasza. A każdy krok po prostu go boli. I choć nie wie, co znaczy życie bez bólu, nie pozwoli już siebie tak traktować.
Grażyna Repetowska
fot. archiwum prywatne
Data publikacji: 09.08.2017 r.

Udostępnij

Zachęcamy do zapisania się do Newslettera

Przeczytaj również