Mistrz nie poddaje się

Tomasz Gollob i żużlowiec Grzegorz Zengota podczas turnieju charytatywnego (2018)

„Czas” to film o Tomaszu Gollobie, jego tragicznym wypadku, cierpieniu i walce o sprawność. Były mistrz świata wraca pamięcią do wydarzeń z kwietnia 2017 roku, kiedy to podczas zawodów motocrossowych w Chełmnie złamał kręgosłup i został sparaliżowany od pasa w dół. – Taki wypadek zdarza się raz na milion razy – mówili świadkowie tamtych zdarzeń.

W piątą rocznicę wypadku 23 kwietnia br. Canal+ wyemitował film dokumentalny o Tomaszu Gollobie. – Już rok temu bardzo intensywnie myślałem o takim filmie. Chciałem pokazać, jak Tomek wraca do zdrowia i jak ciężko pracuje. Rok temu Tomek powiedział, że potrzebuje jeszcze trochę czasu. Tak się złożyło, że film ukaże się w piątą rocznicę wypadku – powiedział szef żużla w Canal+ Marcin Majewski.

Tomasz Gollob w dniu wypadku był ciągle aktywnym sportowo 46- latkiem. To była słoneczna niedziela. Mistrz rano miał zaplanowane zawody motocrossowego w Chełmnie. Po południu planował wystartować w meczu ligowym swojej drużyny z Grudziądza.

Tak wyglądało życie Tomasza Golloba, od zawsze związane z motocyklami. Jego kariera żużlowa powoli zmierzała ku końcowi, on sam ograniczał starty, a wolne chwile zagospodarowywał właśnie na motocross. To był jeden z elementów przygotowań do startu w Rajdzie Dakar, który Gollob miał w głowie od wielu lat.

To był treningowy przejazd Golloba. Żużlowiec stwierdził, że zrobi jeszcze jedno kółko, aby poprawić swój wynik. Okazało się ono przeklęte. Na zawodnika czekał jego menedżer Tomasz Gaszyński.
– Wiedziałem, ile czasu zajmuje przejechanie jednego okrążenia. Tomek jednak nie wracał. Później dostałem informację o wypadku. Kiedy znalazłem się już przy Tomku, wiedziałem, że tym razem mamy do czynienia z bardzo poważnym urazem – wspomina.

Moment pechowego upadku pamięta doskonale sam Gollob. Dokładnie opisuje tamto zdarzenie i pierwsze odczucia. – Kierownicą dostałem na wysokości piersi pod sercem. Wtedy złamałem kręgosłup. Uciskał mnie gorset z przodu. Strasznie ciasno i duszno mi było. To były sekundy. Poprosiłem, żeby odpięli mi osprzęt, który chroni kręgosłup. Stwierdziłem po tym, że nie czuję nóg. Potem „urwał mi się film”.

Gollob został przetransportowany śmigłowcem do Wojskowego Szpitala w Bydgoszczy. Tam w trybie pilnym sprowadzony został profesor Marek Harat, który w przeszłości wielokrotnie leczył kontuzje zawodnika i znał go jak nikt inny. W tego typu urazach liczyła się każda sekunda. – Presja czasu była olbrzymia, dlatego, że jedynym czynnikiem poprawiającym rokowania jest czas od urazu do odbarczenia rdzenia, czyli zlikwidowania ucisku. Wykonanie operacji we właściwym czasie, nie gwarantuje jeszcze sukcesu – opowiedział profesor, który dodał, że operacja mistrza trwała 3 godziny. Walka toczyła się nie tylko o sprawność zawodnika, ale także o jego życie. – W tym przypadku mieliśmy do czynienia z bezpośrednim zagrożeniem życia – dodał.

Tomasz odzyskał świadomość dopiero w okolicach czwartku, a więc po czterech dniach. Nie miał czucia w nogach, mierzył się z olbrzymimi bólami. – Był na bardzo dużych dawkach silnych leków przeciwbólowych. Miał podawane kilka leków, w tym dwa, które stosowane są w bólach neuropatycznych. Są to one stosowane przede wszystkim w leczeniu padaczki – wytłumaczył profesor Harat.

Pierwsze chwile były dla Golloba trudne, kiedy musiał pogodzić się z nową rzeczywistością. Bliscy z otoczenia podkreślali, że stosunkowo szybko zaakceptował konieczność poruszania się na wózku i ciężką walkę o powrót do zdrowia, jednak najbardziej doskwierały mu bóle spastyczne oraz nawracające infekcje układu moczowego. Trwały one miesiącami, latami. Przełomem okazało się zarażenie koronawirusem.
– Według mnie ta infekcja spowodowała przestrojenie jego odporności. Organizm Golloba poradził sobie także z infekcją klebsielli w drogach moczowych – dodał profesor, a od tego czasu były żużlowiec rzeczywiście poradził sobie z problemem i może bez przeszkód skupić się na rehabilitacji.

– Kiedy odwiedziłem Tomka w szpitalu, zabrałem ze sobą różne suplementy diety, ortezy i cały inny osprzęt, aby się z tym oswajał. Spodobało mi się to, że w rozmowach z nim wyczułem, że nie zatracił takiego genu szefa, którym zawsze się wyróżniał. Tej charyzmy. Martwiło mnie na początku, że więcej niż o ciężkiej pracy mówiło się o jakichś niestandardowych próbach leczenia, ale z czasem się to zmieniło – wspominał z kolei Krzysztof Cegielski, były żużlowiec, który również w wyniku upadku był sparaliżowany od pasa w dół. Po dziesięciu latach udało mu się wstać z wózka.

– Czy miałeś myśli samobójcze? – pytano Tomasza Golloba. – Nie, to byłoby zbyt proste dla sportowca – stwierdził ze stanowczością Gollob.
On ciągle widzi światełko tunelu w walce o powrót do sprawności. Okazuje się, że dzięki intensywnej rehabilitacji odzyskał tzw. czucie głębokie. Cały czas poprawia swój stan i dziś jest samodzielną osobą. Potrafi bez problemów przesiąść się z wózka do samochodu i dojechać, gdzie tylko chce.

W niedługim czasie planuje być może kluczową dla siebie operację. Mówi się m.in. o Stanach Zjednoczonych. Taki zabieg daje mu szansę na częściowy powrót do sprawności i odzyskania czucia w nogach. – Moim marzeniem jest start w Rajdzie Dakar. Ciągle o tym myślę. Nie porzuciłem tych marzeń – stwierdził z optymizmem w głosie mistrz świata z 2010 roku.

Ewa Maj, fot. Grzegorz Zengota, CC BY-SA 4.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=96687882

Data publikacji: 26.04.2022 r.

Udostępnij

Zachęcamy do zapisania się do Newslettera

Przeczytaj również