Nie każdy nowotwór to rak. Czego Polacy boją się usłyszeć w diagnozie?

Słowo „nowotwór” wciąż brzmi dla wielu Polaków jak wyrok. Strach przed tym, co może wykryć badanie, skutecznie odsuwa wizytę u lekarza. Tymczasem nie każdy nowotwór to rak, a duża część zmian wykrywanych w badaniach profilaktycznych okazuje się niegroźna. Prawdziwe ryzyko nie tkwi w samej diagnozie, lecz w jej opóźnieniu.

Październik, miesiąc świadomości raka piersi, to dobry moment, by przyjrzeć się nie tylko statystykom zachorowań, ale też przekonaniom, które trzymają nas z dala od gabinetów. Część z nich wynika z niezrozumienia medycznych pojęć, część – z lęku przed wynikiem.

Mit 1: „Każdy nowotwór to rak”
Nowotwór to nieprawidłowy, niekontrolowany rozrost tkanki. Medycyna dzieli nowotwory na łagodne i złośliwe. Te pierwsze nie naciekają sąsiednich tkanek i nie dają przerzutów. Należą do nich m.in. tłuszczaki, włókniaki, mięśniaki macicy, a nawet zwykłe pieprzyki.

Rak to tylko jedna grupa nowotworów złośliwych – tych, które powstają z tkanki nabłonkowej. Każdy rak jest więc nowotworem, ale nie każdy nowotwór jest rakiem. Z medycznego punktu widzenia rakiem nie są nawet niektóre nowotwory złośliwe, np. czerniak, białaczka czy chłoniak.

– Pacjent często słysząc określenie „zmiana nowotworowa” wyobraża już sobie chemioterapię. Tymczasem ok. 70 proc zmian, które znajdujemy jako LongLife w profilaktycznych badaniach USG, to zmiany łagodne. Część z nich wymaga jedynie obserwacji. Istnieje też paradoks, o którym mało się mówi: niektóre zmiany łagodne, jak polipy jelita grubego, mogą z czasem przekształcić się w raka. Jeśli usuniemy je podczas kolonoskopii, rak w ogóle nie powstanie. Badanie nie tylko wykrywa raka, ale może mu zapobiec – mówi lek. Piotr Leszczyński, dyrektor medyczny LongLife.

Mit 2: „Lepiej się nie badać, bo jeszcze coś wyjdzie”
To przekonanie odwraca związek przyczyny i skutku. Badanie nie wywołuje choroby. Decyduje jedynie o tym, kiedy się o niej dowiemy – i czy będzie to moment, w którym da się ją wyleczyć. Tymczasem to właśnie czas wykrycia najmocniej zmienia rokowania.

– Pytanie „czy coś wyjdzie” jest źle postawione. Jeśli choroba ma zostać wykryta, to zostanie – albo w gabinecie przy badaniu kontrolnym, albo na izbie przyjęć, kiedy pojawią się poważne objawy. Pacjent nie wybiera, czy będzie chory, ale ma wpływ na to, na którym etapie się o tym dowie. A od tego często zależy, czy mówimy o leczeniu, czy o wyleczeniu – podkreśla lek. Piotr Leszczyński.

Potwierdzają to dane dotyczące przeżywalności. Według NHS England dla nowotworów zdiagnozowanych w Anglii w latach 2016–2020 5-letnia przeżywalność wynosiła:
• 98 proc. w przypadku raka piersi wykrytego w najwcześniejszym stadium vs. 27 proc. w przypadku wykrycia w zaawansowanym stadium,
• 91 proc. w przypadku raka jelita grubego wykrytego w najwcześniejszym stadium vs. 11 proc. w przypadku wykrycia w zaawansowanym stadium,
• 63 proc. w przypadku raka płuca wykrytego w najwcześniejszym stadium vs. 4 proc. w przypadku wykrycia w zaawansowanym stadium.

Mit 3: „Nic mnie nie boli, więc jestem zdrowy”
Wczesne stadia wielu nowotworów przebiegają bez objawów. Ból czy wyczuwalny guz często pojawiają się dopiero wtedy, gdy choroba jest zaawansowana. Dlatego badania profilaktyczne wykonuje się u wszystkich osób, nawet jeśli czują się dobrze.

– Profilaktyczne badania USG wykonane przez LongLife w 2025 r. w miejscach pracy objęły osoby aktywne zawodowo, które w większości przypadków uważały się za zdrowe. Mimo to tylko u 34 proc. nie stwierdzono żadnych zmian, a większość osób z nieprawidłowym wynikiem nie wiedziała wcześniej o problemie – mówi lek. Piotr Leszczyński z LongLife.

Tymczasem statystyki profilaktyki nie napawają optymizmem – według raportu LongLife “Luki zdrowotne w profilaktyce polskich pracowników” połowa pracowników wykonuje badania profilaktyczne rzadziej niż raz w roku. Czy to znaczy, że Polacy nie chcą się badać? Nie do końca – często problemem są bariery logistyczne, finansowe czy brak świadomości. Badanie zwykle trzeba samodzielnie zaplanować, zarejestrować się lub uzyskać skierowanie, zwolnić się z pracy, a potem odebrać wynik i – w razie wykrycia nieprawidłowości – poszukać możliwości leczenia.

– Mówi się, że Polacy boją się badać. Z naszych obserwacji wynika coś innego – badania organizowane w miejscu pracy cieszą się ponad 90-procentową frekwencją. Polacy po prostu nie zawsze wiedzą, jak zorganizować sobie odpowiednie badania, bo system ich nie prowdzi. Później często boją się zostać z wynikiem sami. Kiedy badanie jest  odgórnie zorganizowane i wystarczy tylko się na nim pojawić, a lekarz od razu tłumaczy, co oznacza wynik i co należy zrobić dalej, zmniejsza się poczucie niepewności, a statystyki rosną – dodaje ekspert.

tuk/, fot. pixabay.com

Data publikacji: 29.10.2026 r.

Udostępnij

Zachęcamy do zapisania się do Newslettera

Przeczytaj również