W Krakowie od blisko siedmiu miesięcy działa kawiarnia społeczna MOCna! Pracują w niej osoby z różnymi niepełnosprawnościami, w tym poruszające się na wózkach. Miejsce to odwiedził m.in. prezydent miasta Aleksander Miszalski. Lokal zarabia na swoje utrzymanie, a prowadzona działalność nie opiera się na grantach czy dofinansowaniach. Byli uczestnicy WTZ czują się potrzebni, choć początkowo mieli obawy, czy sobie poradzą. Otrzymanie propozycji zatrudnienia było poprzedzone udziałem w projekcie. Praca rozwija poszczególne osoby. Pojawiają się pomysły związane z rozszerzeniem działalności.
Czekamy jak na premierę najlepszego iPhone’a – to słowa, które ktoś napisał na drzwiach lokalu przy ul. Rzecznej 11A w Krakowie. To była reakcja na kolejne drobne przełożenie terminu otwarcia kawiarni MOCna! Przesunięcia wynikały z rożnych względów, m.in. przedłużającej się budowy baru u stolarza. Rozpoczęcie działalności nastąpiło 1 lipca 2025 r.
– Po tamtych słowach pomyślałam, że ludzie faktycznie są zajawieni tym, co chcemy robić i nie jest im obca tematyka ekonomii społecznej. Jednak nie skupiałam się na tym, żeby przedstawiać pracę osób z niepełnosprawnościami jako naszą największą wartość. Pokazywaliśmy za to, że będziemy mieć piękną kawiarnię z najlepszymi ciastami, jakie będziemy mogli wykonać, a także z obsługą, która nie jest zwykłą obsługą – mówi Katarzyna Kubicka, prezeska Fundacji MOCna!
To z jej inicjatywy powstała kawiarnia. Wcześniej przez kilka lat była kierownikiem WTZ w Katolickim Stowarzyszeniu Osób Niepełnosprawnych i Ich Przyjaciół Klika. W 2006 r. doszło do wypadku komunikacyjnego z udziałem jej córki. 9-letnia wówczas Karolina doznała m.in. urazu czaszkowo-mózgowego. Była w śpiączce przez rok, całkowicie sparaliżowana. Długa rehabilitacja sprawiła, że się usamodzielniła. W MOCnej! uczy się podawania do stolików, wykonuje swoje obowiązki zawodowe w sklepiku i przy przygotowaniu dokumentów do księgowej. Obecnie w kawiarni pracuje 10 osób, w tym 6 z niepełnosprawnościami.
– W naszym kraju jest parę tego typu miejsc. Z tego, co wiem, nie było do tej pory żadnego takiego pracodawcy, który zatrudnia osoby z różnymi niepełnosprawnościami. Sukcesem jest nasz zespół, z niektórymi pracownikami byłem jeszcze rok temu w WTZ – podkreśla Wiktor Okrój, jeden z pracowników kawiarni.
Wizyta prezydenta
Pod koniec września ub.r. kawiarnię odwiedził prezydent Krakowa Aleksander Miszalski. To efekt zaproszenia wysłanego przez Wiktora Okroja. Na spotkanie przybył też m.in. pełnomocnik prezydenta miasta ds. osób z niepełnosprawnościami Bogdan Dąsal.
– Odzew z urzędu miasta był bardzo szybki i niesamowity. Pan prezydent przyjechał do nas na kawę. To było przepiękne spotkanie, potraktował je jak wizytę u przyjaciół, choć wcześniej nas nie znał – opowiada prezeska Fundacji MOCna!
Jak wspomina Klaudia Kwiecień, pracownica kawiarni, to było wielkie wydarzenie. Cały zespół cieszył się z wizyty prezydenta. Ale pojawił się też stres na początku, bo to jednak ważna osobistość. Najpierw była część oficjalna, a po niej rozmowy przy stole, w luźnej i rodzinnej atmosferze. Szymon Chojnacki podkreśla, że obawy szybko minęły. Rozmówca jest dumny z tego, że mógł sobie zrobić zdjęcie z gościem MOCnej!
– Pan prezydent w sposób naturalny zapytał, w czym może nam pomóc. Odpowiedziałam pierwszą myślą – Proszę o nas mówić, że jesteśmy. Nic więcej nie chcemy, bo jeśli ludzie dowiedzą się o kawiarni, to nie potrzebujemy wsparcia finansowego. Zarobimy sobie na utrzymanie, bo w ten sposób chcemy prowadzić naszą działalność – informuje Katarzyna Kubicka.
Finanse na plus
Koszty generowane przez kawiarnię przy ul. Rzecznej 11A nie należą do niskich. Trzeba zapłacić wynagrodzenia 10 osobom. Do tego dochodzi czynsz za lokal z wolnego rynku, bez żadnych dotacji czy ulg. Ale MOCna! zarabia na to.
– Pierwszy miesiąc od otwarcia to jeden z najtrudniejszych moich okresów w życiu, ale bardzo satysfakcjonujący. Udało nam się wstrzelić w rynek. Być może to jest efekt tego, że włożyliśmy w to bardzo dużo pracy, serca i naszych marzeń. Od początku mamy klientów. Z miesiąca na miesiąc skoki w przychodach są bardzo duże, nieporównywalne do tego, co nawet sobie wyobrażaliśmy – opisuje pomysłodawczyni kawiarni.
Prezeska Fundacji MOCna! nie miała wcześniej doświadczenia zawodowego w branży gastronomicznej. Z wykształcenia jest prawnikiem. Pracowała jako funkcjonariusz straży granicznej, a już po wypadku córki – w Regionalnym Ośrodku Polityki Społecznej w Krakowie. Ukończyła też terapię zajęciową i coaching, który z powodzeniem wykorzystywała jako kierownik WTZ w pracy z OzN. Do tej wiedzy odwołuje się również szkoląc kadry instytucji pomocowych: WTZ i ŚDS.
Nie brała pod uwagę innego scenariusza niż założenie działalności gospodarczej. Wiedziała, że to najtrudniejsza z dostępnych opcji. Uznała, że jeśli da sobie z nią radę, to poradzi sobie ze wszystkim. Nie chciała bazować na różnych grantach czy dofinansowaniach. Nie każdy z wniosków jest bowiem pozytywnie rozpatrywany. To oznaczałoby problemy finansowe, co mogłoby się przyczynić do czasowego zamknięcia kawiarni lub nawet jej likwidacji.
– Przed pracownikami nie ukrywam stanu finansów. Rozmawiamy szczerze, bo uważam, że MOCna! nie jest moja, tylko jest nasza. A jeśli jest nasza, to każdy ma prawo wiedzieć o obecnej sytuacji. Mówię więc o realiach, które dotykają każdego z nas, jak np. zapłata czynszu. Robię to na zasadzie podawania informacji – w tym miesiącu mamy tyle i tyle – podkreśla Katarzyna Kubicka.
Od stresu do radości
Klaudia Kwiecień była bardzo szczęśliwa, że mogła zacząć swoją pierwszą pracę. Przyznaje, że miała łzy w oczach, kiedy zobaczyła to miejsce – już gotowe i piękne. Jednak stresowała się tym, czy sobie poradzi w roli koordynatora ds. warsztatów i jako współprowadząca sklepik. Dziś stwierdza, że nadaje się do tego. Jak podkreśla, czuje się jakby była w jakimś śnie, ale zaraz się obudzi i to się skończy.
– Zawszę chciałem pracować, napisałem o tym piosenkę w 2019 roku. Jestem managerem do spraw artystycznych. Coś, co traktowałem jako swoją pasję, czyli pisanie piosenek, nagle stało się elementem mojej drogi zawodowej – informuje Wiktor Okrój, który w 2021 r. wydał swoją debiutancką płytę „To po prostu mój świat”.
Dla Szymona Chojnackiego najważniejsze jest to, że został dostrzeżony i otrzymał szansę. W pracy koordynatora ds. promocji i marketingu może wykorzystać to, co robił w WTZ. Tam lubił przygotowywać plakaty. Teraz wykonuje je w Canvie. Jak zaznacza, największą radością jest to, że przychodzi do kawiarni i czuje się potrzebny. Z kolei Magdalena Zielińska chciałaby się rozwijać jak najszerzej. Zamierza dalej być kelnerką i nauczyć się robienia kaw, bo to też jest potrzebne.
– Kiedy wybraliśmy się na zrobienie badań, to czekający tam ludzie byli tacy podłamani. Mówili, że znowu do pracy itd. A my weszliśmy tam z taką energią, że wszyscy się zdziwili. Cieszyliśmy się z tego, że idziemy do pracy. Dzięki niej można mieć wiele satysfakcji, to spełnienie marzeń – podkreśla Klaudia Kwiecień.
Nagroda za wytrwałość
Kiedy Katarzyna Kubicka rozpoczęła pracę jako kierownik WTZ, postawiła sobie za cel aktywizację zawodową OzN. Wiele warsztatów stanowiło główniemiejsce oddania dziecka pod czyjąś opiekę. Skupiła się m.in. na procesie usamodzielnienia uczestników zajęć, a więc przygotowaniu ich do opuszczenia placówki.
– Wiedziałam, że potrzebny będzie czas, żeby przekonać otoczenie – rodziców, rodzeństwo, bo osoby z niepełnosprawnością mają ogromną chęć samodzielności, czasem nawet nierealną. W WTZ było 55 uczestników i wszystkich zaprosiłam do mojego projektu. Powiedziałam im, że wyobrazimy sobie miejsce, w którym część z nich znajdzie zatrudnienie i zacznie zarabiać – zaznacza prezeska Fundacji MOCna!
Dla zainteresowanych udziałem w tym przedsięwzięciu było tylko jedno kryterium. To wytrwałość. Choć rehabilitacja w WTZ trwa od kilku do nawet kilkunastu lat, to założyła, że finalne przygotowanie musi odbyć się w określonym czasie i tempie. W tym przypadku zajęło ok. 2-3 lat. Podczas spotkań omawiano m.in. zagrożenia zewnętrzne czy atuty poszczególnych uczestników. 6 osób wykazało się determinacją i w zamian zostały zatrudnione. Przy czym pomysłodawczyni MOCnej! nie szukała kandydatów na określone stanowiska. Stworzyła je, uwzględniając umiejętności poszczególnych uczestników projektu.
– Mieliśmy nawet jedno zdarzenie, kiedy urzędnicy dowiedzieli się, że w kawiarni pracują osoby na wózkach. Przyjechali do nas na wizytę studyjną, bo chcieli zobaczyć, jak roznoszą kawę. Trochę to patrzenie stereotypami, bo w takim miejscu jak nasze, na zasadzie klubokawiarni, zatrudnieni są nie tylko bariści czy kelnerzy. Nikt z naszego zespołu nie potrafi wszystkiego, ale każdy ma unikatowe umiejętności i uzupełniamy się doskonale – podkreśla Katarzyna Kubicka.
Czas na rozwój
Do MOCnej! na kawę i wypieki przyjeżdżają klienci z odległych krakowskich osiedli. Można w niej spotkać obcokrajowców, w tym Włochów, którzy zamawiają cappuccino. W kawiarni organizowane są też różne wydarzenia, m.in. spotkania czy koncerty. Już wkrótce odbędzie się pierwszy wernisaż. W cieplejsze miesiące część aktywności zagości w ogródku. Dla Wiktora Okroja największym sukcesem jest to, że ludzie wracają do MOCnej! i dają pozytywną ocenę w sieci. Jego zdaniem nowe osoby przyciąga do tego miejsca atmosfera i oferta.
– Długo zajmuję się tematem rehabilitacji OzN, ale to, co tutaj dostrzegam, to jest wielkie wow. Od Adama na początku usłyszałam, że w pracy będzie tylko jeden dzień. Teraz dzwoni do mnie i pyta, dlaczego nie może codziennie pracować. Zrobił ogromny postęp, a teoretycznie przez 99 proc. ludzi byłby skreślony z pracy w kawiarni. Bo przecież głośno, ciągłe zmiany i sporo różnych osób – podkreśla prezeska Fundacji MOCna!.
Jak zaznacza Klaudia Kwiecień, praca daje jej przede wszystkim kontakt z ludźmi. Oni chcą przychodzić do kawiarni, bez względu na to, czy jest zimno, czy gorąco. Pracownicy mogą im jakoś pomóc – dać herbatę, kawę i ciastko. Klienci są zadowoleni, wyrozumiali i też zabawni, dzięki czemu mniej się stresowała na początku.
– Marzę o tym, żeby powstawało coraz więcej takich miejsc. Być może pokusimy się o gastronomię, bo już zaczęliśmy z małym cateringiem. Planów rozwojowych mamy dużo, myślimy np. o punktach w różnych dzielnicach Krakowa. Działamy w warunkach ekonomii społecznej, ale chcemy, żeby kawiarnia była rozpoznawalna przez twarze pracowników. Kiedy ktoś pyta mnie o kwestie finansów, odpowiadam, że w oczach mamy miłość, a nie dolary – podsumowuje Katarzyna Kubicka.
Tekst i fot. Marcin Gazda
Data publikacji: 26.01.2026 r.


