Magiczne podróże, czyli świat jest pełen tajemnic

Autorka na tle Taj Mahal, Indie

Podróżując po świecie nie raz miałam wrażenie, że jestem w miejscu niezwykłym, emanującym czymś nieuchwytnym, niemożliwym do opisania zdjęciem lub mapą. Czasem trzeba odpowiedniej chwili, zapachu, przestrzeni, by poczuć niemal mistyczną energię. Zapraszam do mojego subiektywnego opisu miejsc i artefaktów, które zostawiły niezatarty ślad w mojej pamięci. Ta relacja jest zachętą do odkrywania takich punktów na mapie – nieoczywistych, tajemniczych i prawdziwie magicznych, których sens objawia się dopiero wtedy, gdy stajemy z nimi twarzą w twarz. Genius loci potrafi zaskoczyć!

Miasteczko Salem w stanie Massachusetts (USA)
W tej opowieści nie sposób pominąć miejsca, które przez wieki obrastało tajemnicą i do dziś emanuje aurą niezwykłości. Salem – miasto czarownic – zostało spopularyzowane najpierw przez dramat Arthura Millera „Czarownice z Salem”, a później przez jego filmowe adaptacje. Proces kobiet oskarżonych o czary w 1692 roku stał się nie tylko nośnym tematem dla artystów, lecz także skutecznym chwytem promocyjnym, dzięki któremu niewielkie miasto wyrosło na ważny ośrodek turystyczny. Główna ulica Salem pełna jest sklepików z magicznymi gadżetami, wróżki otwarcie reklamują swoje usługi, a wystrój wielu kawiarni nawiązuje do świata czarów i okultyzmu. Nawet policyjne radiowozy noszą odpowiednie logo, szkoła publiczna funkcjonuje pod nazwą „Szkoła Czarnoksięstwa”, lokalna drużyna sportowa to „The Witches”, a Gallows Hill, niegdyś miejsce publicznych egzekucji, dziś służy jako boisko sportowe.

Figurki uszebti w Muzeum Egipskim w Kairze (Egipt) i w w Neues Museum w Berlinie (Niemcy)
Te niewielkie figurki, składane do grobów w starożytnym Egipcie, urzekły mnie nie tylko precyzją wykonania, lecz także symboliką wiecznej służby, która wiele mówi o egipskim wyobrażeniu życia w zaświatach. Uszebti, mające towarzyszyć zmarłemu w życiu pozagrobowym, to idealnie przygotowani słudzy. Wierzono, że po śmierci dusza nadal będzie musiała pracować, dlatego potrzebowała pomocników gotowych do wykonywania różnych czynności – od uprawy pól i noszenia koszy, po bardziej wyrafinowane zadania, takie jak wachlowanie czy podawanie wina. Figurki symbolizowały wygodę, status oraz pragnienie zachowania ziemskiego komfortu w wieczności. Zamożniejsi Egipcjanie zabierali do grobów nawet setki uszebti, wierząc że im więcej pomocników, tym lżejsze będzie życie po śmierci. Wykonywano je z fajansu, drewna lub kamienia i często pokrywano zaklęciami, które miały „ożywiać” je w zaświatach. Dziś zachwycają i w osobliwy sposób nadal spełniają powierzone im zadania, opowiadając o życiu codziennym starożytnych Egipcjan.

Park Narodowy Tsavo East (Kenia)
Jakby Pan Bóg właśnie dla ciebie stwarzał świat… Natura w swojej pierwotnej krasie. Tak zapamiętałam dwudniową wyprawę safari do rezerwatu Tsavo East. To był punkt kulminacyjny mojego pobytu w Kenii. Program obejmował cztery wyjazdy na sawannę, którą przemierzaliśmy czerwonymi, piaszczystymi drogami. Busy mają podnoszone dachy, by turyści mogli na stojąco obserwować i filmować. Nie wolno z nich wychodzić, nie można też hałasować ani prowokować zwierząt. To one są u siebie, nie my. Wszystko musi się odbywać „pole, pole”, czyli spokojnie, bez pośpiechu. Pierwszymi zwierzętami, które pozwoliły się podziwiać, były słonie – czerwone od „kąpieli” w piasku sawanny, poruszające się stadami. Dane nam było zobaczyć również gazele o przepięknych oczach, zwinne antylopy, dikdiki, guźce, zebry, żyrafy, strusie i wiele gatunków ptaków. Sawanna zaskakuje różnorodnością krajobrazów i zmiennością barw.

Taj Mahal w Agrze (Indie)
Ta niezwykła budowla uchodzi za jeden ze współczesnych cudów świata i w wielu rankingach bywa uznawana za najpiękniejszą na ziemi. Pragnienie zobaczenia jej na własne oczy było jednym z głównych powodów mojej podróży do Indii. Mauzoleum wzniesiono w XVII wieku w Agrze z polecenia Szahdżahana, ku pamięci przedwcześnie zmarłej ukochanej żony, Mumtaz Mahal. Nic dziwnego, że obiekt często nazywany jest „świątynią miłości”. Mumtaz urodziła władcy czternaścioro dzieci w ciągu zaledwie szesnastu lat. Niejednokrotnie przytacza się anegdotę, że królowa nigdy nie widziała swoich stóp, bo widok ten nieustannie przesłaniał jej ciążowy brzuch. Taj Mahal odsłania swoje piękno stopniowo, umiejętnie budując napięcie oczekiwania. Do mauzoleum dotarliśmy elektrycznymi rikszami. Najpierw mija się monumentalną bramę symbolizującą wrota do raju; dopiero po jej przekroczeniu ukazuje się główna budowla. Nigdy nie zapomnę zachwytu i wzruszenia, które mnie ogarnęły, gdy stanęłam przed tym architektonicznym arcydziełem. Odcienie marmuru, finezja detali i legenda otaczająca to miejsce składają się na wrażenie, które pozostaje w pamięci na zawsze.

Wielki Sfinks w Gizie (Egipt)
Wielki Sfinks w Gizie emanuje niezwykłym ciepłem i spokojem, jakby od tysięcy lat cierpliwie obserwował świat. Posąg powstał prawdopodobnie około 2550 r. p.n.e. z inicjatywy faraona Chefrena. Choć to pobliskie piramidy najczęściej przyciągają pierwsze spojrzenia turystów, Sfinks szybko kradnie uwagę swoją tajemnicą. Monumentalne ciało lwa i ludzka twarz tworzą postać, która wydaje się jednocześnie surowa i łagodna. Najwięcej pytań budzi brak nosa; najprawdopodobniej został on celowo odłupany, ponieważ wierzono, że uszkodzenie posągu odbiera mu moc. W tej monumentalnej figurze jest coś magnetyzującego. Pamiętam tłum ludzi wokół, wiatr unoszący piasek i smak pustyni na ustach. A jednak nie mogłam oderwać oczu od Wielkiego Sfinksa.

Popiersie Nefretete w Neues Museum w Berlinie (Niemcy)
Królowa, władczyni, kobieta o nieprzemijającej urodzie. Nefretete bywa nazywana „najpiękniejszą Berlinianką”. Jej popiersie jest umieszczone w osobnej gablocie, za pancerną szybą. Była żoną faraona Echnatona, a jej imię oznacza „piękna, która przybyła”. To jeden z najsłynniejszych eksponatów Muzeum Egipskiego, wchodzącego w skład Altes Museum na Wyspie Muzeów w Berlinie. Z jej twarzy biją blask, gracja i spokój. Nawet według współczesnych kanonów piękna oblicze królowej wciąż zachwyca harmonią proporcji i urodą. Popiersie odnaleziono w 1912 roku dzięki niemieckiemu egiptologowi Ludwigowi Borchardtowi. Zostało wykonane z niezwykłym kunsztem, a jeszcze większe zdumienie budzi fakt, że prawdopodobnie służyło jedynie jako model do nauki sztuki rzeźbiarskiej. Władza Nefretete musiała być ogromna skoro na zachowanych płaskorzeźbach przedstawiano ją w pozach i strojach właściwych faraonom. Nie wiemy, jak długo żyła, lecz jej tajemniczy wizerunek i ponadczasowa uroda uczyniły ją nieśmiertelną. A przecież o tym najbardziej marzyli starożytni Egipcjanie.

Obraz Matki Boskiej z Guadalupe (Meksyk)
Sanktuaria i miejsca kultu od wieków przyciągają zarówno wierzących, jak i niewierzących, łącząc duchowość, historię i niepowtarzalną atmosferę. Doskonałym przykładem jest Bazylika Matki Bożej z Guadalupe – rzymskokatolicka świątynia położona w północnej części miasta Meksyk, największe sanktuarium maryjne na świecie. Została wzniesiona w pobliżu wzgórza Tepeyac, gdzie, według przekazów, Matka Boża objawiła się Juanowi Diego Cuauhtlatoatzinowi. W latach 70. XX wieku obok starego kościoła powstała nowoczesna bazylika. Słynny wizerunek można oglądać, stojąc na ruchomej platformie, która powoli przesuwa się przed obrazem. Choć czas na podziwianie jest krótki, sama świątynia i otaczający ją park sprzyjają refleksji i modlitwie. Historia cudownego objawienia oraz obraz Matki Bożej utrwalony na szacie Juana Diego poruszają wierzących i wciąż intrygują naukowców. Wizerunek Matki Bożej z Guadalupe ma wymiary 195 × 105 cm, a przeprowadzone badania nie wykazały śladów pędzla ani jakiegokolwiek gruntowania tkaniny.

Hotel wykuty w skale (Matmata, Tunezja)
W Matmacie znalazłam się podczas dwudniowej wycieczki na Saharę w trakcie pobytu w Tunezji. Hotel, w którym zatrzymaliśmy się na noc, był labiryntem jaskiń i korytarzy. Najodważniejsi wybierali pokoje na wyższym poziomie, do których można było dostać się wyłącznie po linie, korzystając z kilku wyżłobień na stopy w pionowej skale. Zamykane na kłódkę pokoje nie miały okien, a miejsce do spania stanowił materac umieszczony w skalnej wnęce. Całość przypominała tradycyjne domostwa troglodytów: centralne patio otoczone było wydrążonymi w skale pieczarami pełniącymi funkcję pokoi. Słowo „troglodyta” nie budzi dziś najlepszych skojarzeń. Tymczasem jego greckie pochodzenie oznacza po prostu człowieka mieszkającego w grocie.

Pobyt w Matmacie rodzi szczery szacunek dla ludzi, którzy nauczyli się żyć w skrajnych warunkach klimatycznych. Ich jaskiniowe domy, pieczołowicie wydrążone w ziemi i skale, znajdują się 5–7 metrów poniżej poziomu gruntu i wyróżniają się znakomitą izotermicznością, niezależnie od warunków panujących na zewnątrz. Niezwykłe krajobrazy tego miejsca od lat inspirują filmowców; kręcono tu między innymi „Gwiezdne wojny” oraz „Angielskiego pacjenta”. Noc spędzona w takim hotelu pozostaje w pamięci na zawsze.

Filiżanka herbaty w górach Taurus (Turcja)
Herbata to napój, bez którego wielu z nas nie wyobraża sobie codzienności. Jej historia sięga starożytnych Chin, a pierwsze wzmianki o niej pochodzą z X wieku p.n.e. Będąc w ojczyźnie herbaty, sięgałam po nią z wyjątkowym zaciekawieniem, licząc na smakowe objawienie. Ale nie odnalazłam jednak nic szczególnego ani w aromacie, ani w sposobie podania. Najlepszą herbatę piłam w Turcji, w małej wiosce ukrytej w górach Taurus. Przygotowała ją starsza kobieta w specjalnym imbryku ustawionym na palenisku, tuż obok swojego skromnego domu przy drodze. Smaku i koloru tego napoju nie zapomnę do końca życia; był w nim urok miejsca, ciepło ognia i prosta, szczera gościnność. Także i w hotelowej restauracji można napić się w Turcji znakomitej czarnej herbaty, jeśli poprosimy o przygotowanie jej „po turecku”. Otrzymujemy wtedy mocny, esencjonalny napar podany w charakterystycznej szklaneczce w kształcie tulipana. Çay jest tu wszechobecny, na ulicach często można spotkać czajczego niosącego tacę pełną parujących szklaneczek. Turcję odwiedziłam już kilkakrotnie i darzę ją ogromną sympatią. Mam nadzieję, że jeszcze nie raz będzie mi dane napić się prawdziwej, aromatycznej herbaty w tym niezwykle gościnnym i fascynującym kraju.

Passegiatta
We Włoszech niespieszna przechadzka po mieście to coś znacznie więcej niż zwykły spacer. Passeggiata jest rytuałem, zwyczajem i kwintesencją włoskiego „dolce vita”. To rodzaj spotkania towarzyskiego i okazja, by pokazać się na głównym deptaku lub corso. Rozmawia się wtedy o lokalnej polityce, ostatnim meczu piłki nożnej, plotkuje o sąsiadach, flirtuje, ogląda wystawy sklepowe, zamawia kawę lub aperitivo w pobliskim barze. I po prostu celebruje się życie. Passeggiata wzmacnia lokalne więzi i stanowi ważny element włoskiej kultury opartej na międzypokoleniowych relacjach i umiejętności cieszenia się drobnymi przyjemnościami. Dlatego jeśli będziecie podróżować po Włoszech i zechcecie lepiej poznać lokalny rytm życia, odnajdźcie główną ulicę miasta, usiądźcie na ławce lub w barze i obserwujcie spacerujących mieszkańców. A najlepiej śmiało do nich dołączcie!

Zobacz galerię…

Lilla Latus, fot. z archiwum autorki

Data publikacji: 11.02.2026 r.

Udostępnij

Zachęcamy do zapisania się do Newslettera

Przeczytaj również