Drum Syndrome przeciwko samotności. Granie we wspólnym rytmie

Od dziesięciu lat działa grupa bębniarska Drum Syndrome. Tworzą ją głównie osoby z zespołem Downa. Kapela ma na swoim koncie koncerty w różnych miejscach. Niedawno w jej koncercie gościł prezydent Krakowa Aleksander Miszalski. Członkowie ekipy spotykają się co tydzień na próbach. Dzięki regularnej pracy są w stanie razem zagrać, co zaskoczyło już wiele osób.

Ich pasją jest gra na bębnach djembe oraz instrumentach perkusyjnych. Inspirację stanowi muzyka afrykańska, pełna pozytywnych emocji. Jako Drum Syndrome grają głównie do znanych piosenek rockowych, reggae czy funk. Obecnie w krakowskiej grupie występuje 12 osób. Gościnnie wspiera ją gitarzysta Wojciech Klich. W przeszłości występował w Zyio, a współpracował m.in. z Tadeuszem Nalepą, Wojciechem Waglewskim, Janem Borysewiczem i Grzegorzem Markowskim.

– Jestem dumna przede wszystkim z tego, że zespół nie rozpadł się przez tyle lat. Mieliśmy różne momenty i trudności, ale przetrwaliśmy i to jest ogromna wartość. Sporo osób widzi w naszej działalności coś fajnego i sensownego. To nie tylko rozwijanie zdolności muzycznych, ale też m.in. podnoszenie poczucia własnej wartości oraz integracja – mówi Katarzyna Zadora, perkusistka i muzykoterapeutka, która prowadzi grupę od 2016 r.

Początki zespołu związane są z krakowskim Stowarzyszeniem Rodziców i Przyjaciół Osób z Zespołem Downa „Tęcza”. Wówczas w spotkaniach mogli uczestniczyć wszyscy chętni, bez względu na wiek. Z czasem zajęcia straciły dofinansowanie. Od tego momentu zmieniła się też formuła działania – grupa skupiła się na koncertowaniu. Zespół utrzymują rodzice członków Drum Syndrome. Środki finansowe na działalność są też zbierane za pośrednictwem portalu Zrzutka.pl (https://zrzutka.pl/eajmta).

– Na pewno do naszej grupy przyciąga to, że występujemy w różnych miejscach. Gramy dla ludzi, nie ograniczamy się jedynie do sali prób. Robimy to, żeby się zaprezentować, ale też trochę odczarować wizerunek osób z niepełnosprawnościami. Myślę, że to jest największa wartość naszej działalności – stwierdza Kinga Skałka, współprowadząca grupę od 2017 r.

Prezydent na koncercie
21 marca obchodzony jest Światowy Dzień Osób z Zespołem Downa. W tym roku grupa bębniarska uczciła go w Krakowie w Forcie Borek. Tam zagrała koncert „Razem przeciwko samotności”, świętując też jubileusz dziesięciolecia swojej działalności. W wydarzeniu uczestniczył prezydent miasta Aleksander Miszalski.

– Członkowie zespołu wiedzieli, kto przyjedzie obejrzeć występ i czuli z tego powodu ekscytację. Dla nich to było ważne, że władze miasta dostrzegają ich i interesują się koncertem. Zresztą poczuliśmy się bardzo miło, kiedy zobaczyliśmy wywiad z prezydentem. Wyglądał na takiego autentycznie zadowolonego z tego, że uczestniczył w tym wydarzeniu. Tak troszkę sobie dopowiadamy, że może nawet go trochę zaskoczyliśmy – podkreśla Kinga Skałka.

Grupa ma na swoim koncie m.in. występ podczas inauguracji XIX Tygodnia Osób Niepełnosprawnych „Kocham Kraków z Wzajemnością – Małopolskie Dni Osób Niepełnosprawnych” (2018 r.). Zagrała też m.in. w Radiu Kraków czy w Dzień Dobry TVN. Publiczność oklaskiwała ją w Miasteczku Festiwalowym Festiwalu Muzyki Filmowej (FMF) w Krakowie i podczas finału projektu TYLE ŚWIATÓW 2.0 w Kalwarii Zebrzydowskiej. Członkowie Drum Syndrome zaprezentowali się też podczas Zaduszek Dżemowych Wojtka Klicha czy w kawiarni Społeczna Kaffka, w której pracują osoby z niepełnosprawnością intelektualną. Natomiast 19 kwietnia grupa zagra w jednym z punktów kibica (okolice DH Jubilat) na trasie Cracovia Maraton. Wkrótce będzie ją można obejrzeć w reportażu telewizyjnym w reżyserii Moniki Meleń.

– Po marcowym koncercie w Forcie Borek zgłosiło się do nas 5 czy 6 kolejnych osób, które zdecydowały się dołączyć do Drum Syndrome. Dla nas jest to znak, że ludziom podoba się to, co robimy i sprawdzają się nasze rozwiązania. Zależy nam na tym, aby występy były atrakcyjne dla uczestników i słuchaczy. Nie infantylizujemy osób z zespołem Downa. Staramy się pokazać ich talent i pasję w jak najlepszym świetle – zaznacza Katarzyna Zadora.

Efekty pracy
Drum Syndrome spotyka się raz w tygodniu na próbach w Niepublicznej Szkole Podstawowej TiramiSu w Krakowie. Jak podkreśla Kinga Skałka, to nie są zajęcia dla wszystkich, co ma też związek ze stanem zdrowia osób z zespołem Downa. Wiele z nich niestety zmaga się z bardzo dużymi obciążeniami różnego rodzaju, często dotykającymi narządu słuchu. Jest więc niezwykle istotne, aby gra była czymś przyjemnym dla uczestników zespołu. Nie można pominąć również kierunku zainteresowań, które u osób z zespołem Down są różne. Rozmówczynię cieszy rozwój grupy. Można go dostrzec m.in. podczas przesłuchiwania archiwalnych nagrań.

– Członkowie naszego zespołu samodzielnie wypracowują program koncertowy od początku do końca. Co prawda zajęło to sporo czasu, ale wszyscy jesteśmy w stanie zagrać razem. Do każdej osoby podchodzimy indywidualnie, żeby się zrytmizowała. Pracujemy m.in. nad inhibicją [hamowanie ruchu/dźwięku – przyp. red.] i incytacją [pobudzanie do ruchu/dźwięku – przyp. red.], czyli umiejętnością zatrzymywania się w pauzach – informuje Katarzyna Zadora.

Z kolei Kinga Skałka zwraca uwagę na traktowanie osób z niepełnosprawnościami. W różnych projektach muzycznych stanowią one dodatek. Ktoś dołącza do grupy, dostaje np. grzechotkę, a główne zadanie należy do zawodowych muzyków. W przypadku Drum Syndrome wygląda to zupełnie inaczej. Uczestnicy z niepełnosprawnościami sami grają, część z nich jeszcze tańczy podczas występów. Jak można usłyszeć, początkowo sami rodzice byli trochę sceptycznie nastawieni do tego, że ich dzieci mogą razem grać. Znając temat niepełnosprawności, wiedzieli, że osoby z zespołem mają retardacje, z którymi ciężko walczyć.

– Członkowie zespołu przyswajają materiał nie tylko przez zmysł słuchu, istotny jest też kontakt wzrokowy, czyli naśladowanie ruchu. Dzięki wielkokrotnemu powtarzaniu akompaniamentów, fraz rytmicznych i całych form utworów, są one później przywoływane z pamięci mięśniowej. Zajęło nam to sporo czasu, lecz wszyscy jesteśmy w stanie grać we wspólnym rytmie. Widzimy, że mozolna praca miała sens – podsumowuje Katarzyna Zadora.

Katarzyna Zadora
Udało nam się wypracować to, że członkowie Drum Syndrome mają się czym pochwalić. To jest bardzo ważne, że oni budują własną samoocenę i bazę możliwości. Wiedzą, że granie jest dla nich dobre. Nie są jakimś elementem sceny, a ktoś wykonuje całą pracę za nich. Oczywiście, raz zagrają na koncercie lepiej, raz gorzej. Jednak najważniejsze jest to, że nie są zamknięci w czterech ścianach. To, co robią, jest związane z występami. Jednocześnie nie grają tylko dla siebie. Tworzą grupę i mają niesamowite poczucie wspólnoty. Wszystko osiągają razem, a nie osobno. Eliminuje to ducha niezdrowej konkurencji i indywidualizmu. Taką postawą zespół walczy ze szkodliwymi stereotypami tkwiącymi w społeczeństwie. Jest to też zgodne z paradygmatem humanistycznym.

Kinga Skałka
Prowadziłyśmy już zajęcia bębniarskie z uczestnikami w różnym wieku – w przedszkolach, szkołach, nawet w żłobkach, a także z dorosłymi. Natomiast z Drum Syndrome pracuje się najlepiej, bo to jest grupa najbardziej zmotywowana. Tych osób nie trzeba zachęcać do gry. Mają zapał do tego, żeby się ciągle uczyć. Nie rezygnują, mimo że nie od razu im wychodzi. W takiej sytuacji próbujemy jeszcze raz, czasem za tydzień, za drugi, za trzeci i w końcu to się udaje. Wtedy jestem dumna z tego, że dotrwali do tego momentu.

Zobacz galerię…

Marcin Gazda, fot. z próby autor, fot, z koncertu B. Świeżowski / krakow.pl

Data publikacji: 17.04.2026 r.

Udostępnij

Zachęcamy do zapisania się do Newslettera

Przeczytaj również