7 na 10 dorosłych Polaków sięga po suplementy. Jak nie zgubić się przy wyborze probiotyku?
- 09.10.2026
Na długo przed pojawieniem się kapsułek i saszetek z probiotykami ludzie wykorzystywali mikroorganizmy do fermentowania mleka. Nie wiedzieli jeszcze, czym jest mikrobiota, gatunek czy szczep bakterii. Wiedzieli natomiast, że mleko poddane fermentacji zmienia smak, konsystencję i trwałość. Dziś potrafimy zajrzeć znacznie głębiej: zidentyfikować konkretny mikroorganizm, określić szczep i policzyć żywe komórki. I właśnie dlatego wybór współczesnego probiotyku może okazać się bardziej skomplikowany, niż sugeruje apteczna półka.
W przypadku probiotyków konsument spotyka się dodatkowo z łacińskimi nazwami bakterii, kodami szczepów oraz liczbami wyrażonymi w miliardach CFU.
– Na półce najłatwiej porównać to, co najbardziej rzuca się w oczy: 5, 10 czy 20 miliardów bakterii. Tyle że w przypadku probiotyków nie wystarczy wiedzieć, ile bakterii zawiera produkt. Najpierw trzeba sprawdzić, jaki gatunek bakterii zawiera, a przede wszystkim – jaki konkretny szczep – mówi Viktor Balabanov, przedstawiciel Narex, który odpowiada za promocję produktów z probiotykiem Narine,.
Na etykiecie probiotyku można znaleźć np. nazwę Lactobacillus acidophilus. Pierwszy człon określa rodzaj, drugi – gatunek. To jednak jeszcze nie koniec identyfikacji.
W obrębie tego samego gatunku występują różne szczepy. Można je potraktować jak kolejne, znacznie dokładniejsze oznaczenie mikroorganizmu.
Jeśli dane naukowe dotyczą konkretnego szczepu stosowanego w określonej dawce, nie powinno się automatycznie przenosić tych wyników na inne szczepy tego samego gatunku. Dlatego przy wyborze warto sprawdzić nazwę gatunku, oznaczenie szczepu i ilość mikroorganizmów w zalecanej porcji, a nie kierować się wyłącznie największą liczbą na opakowaniu – mówi Tomasz Kolipiński, dietetyk kliniczny.
Producenci często na opakowaniu eksponują liczby i skróty.
CFU to skrót od angielskiego colony-forming units – jednostek tworzących kolonie. W praktyce jest to sposób wyrażania liczby żywych mikroorganizmów zdolnych do namnażania się w odpowiednich warunkach. Dlatego na opakowaniach probiotyków możemy zobaczyć np. 1 miliard, 10 miliardów czy nawet kilkadziesiąt miliardów CFU w porcji.
Duża liczba działa na wyobraźnię, ale Narodowy Instytut Zdrowia wprost zaznacza, że produkt zawierający więcej CFU nie musi zapewniać większych korzyści niż produkt o niższej liczbie. Znaczenie ma jednocześnie to, jaki szczep znajduje się w preparacie oraz w jakiej ilości był badany.
Liczba CFU podana na opakowaniu określa minimalną liczbę żywych mikroorganizmów zdolnych do tworzenia kolonii, którą producent gwarantuje do końca okresu przydatności produktu. Uwzględnia więc ewentualny spadek ich liczby podczas przechowywania.
Jeżeli więc mamy przed sobą kilka probiotyków, sama informacja „10 miliardów bakterii” niewiele jeszcze rozstrzyga. Warto sprawdzić:
• rodzaj, gatunek i oznaczenie konkretnego szczepu;
• liczbę CFU w zalecanej porcji dziennej;
• sposób stosowania i zalecaną dzienną porcję produktu;
• warunki przechowywania, bo nie wszystkie szczepy i preparaty mają takie same wymagania;
Nie wszystkie informacje znajdziemy jednak na opakowaniu. Dokumentacji dotyczącej konkretnego szczepu warto szukać w wiarygodnych źródłach i publikacjach naukowych. Nie należy przy tym zakładać, że wyniki badań jednego szczepu odnoszą się również do innych bakterii o podobnej nazwie.
Skala rynku probiotyków jest duża. Z opublikowanej w 2025 roku analizy danych pochodzących z reprezentatywnego badania 5006 dorosłych Polaków w wieku 18–64 lat wynika, że 39,1 proc. respondentów regularnie stosowało suplementy diety w ciągu trzech miesięcy poprzedzających badanie, a kolejne 31,5 proc. sięgało po nie okazjonalnie. Łącznie to 70,6 proc. badanych. Tylko 11,4 proc. osób przyjmujących suplementy deklarowało, że wszystkie zostały zalecone przez lekarza, a 22,7 proc. – że lekarz zalecił część z nich.
Warto również dodać, że produkt fermentowany i probiotyk nie są synonimami. Eksperci definiują żywność fermentowaną jako żywność powstałą w wyniku pożądanego wzrostu mikroorganizmów i enzymatycznych przemian składników. Probiotyk wymaga natomiast konkretnych, żywych mikroorganizmów podawanych w odpowiedniej ilości, dla których wykazano korzyść zdrowotną. Jogurt, kefir czy kiszonka mogą więc zawierać żywe kultury, ale nie każdy fermentowany produkt można z tego powodu nazywać probiotykiem.
Oprac. jotka, fot. pixabay.com
Data publikacji: 09.10.2026 r.


