Podziwiając widok z klasztornego tarasu w Valldemossie
O wyjeździe na Majorkę marzyłam od dawna. We wrześniu tego roku postanowiłam wreszcie spełnić to marzenie i przekonać się, skąd bierze się fenomen wyspy, która od lat przyciąga podróżników z całego świata. Największa z Balearów zachwyca niezwykłą różnorodnością krajobrazów – od złocistych plaż i turkusowych zatok po majestatyczne szczyty Serra de Tramuntana, wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Przez większą część roku wyspę otula śródziemnomorskie słońce, a łagodny klimat sprzyja niespiesznemu odkrywaniu jej uroków o każdej porze roku. Na odwiedzających czekają malownicze miasteczka, średniowieczne zabytki i kamienne wioski ukryte pośród wzgórz, gdzie czas zdaje się płynąć wolniej.
Majorka ma także polski akcent – w urokliwej Valldemossie zimę 1838–1839 spędzili Fryderyk Chopin i George Sand. Wyspa urzeka nie tylko pięknem natury, lecz także bogatą historią, kulturą i atmosferą, która sprawia, że wielu gości wraca tu raz po raz.
Jechałam na Majorkę nie bez obaw. W 2026 roku mieszkańcy wyspy po raz kolejny zaprotestowali przeciwko masowej turystyce. W lipcowej manifestacji w Palmie uczestniczyły dziesiątki tysięcy osób, skandujących m.in. „Tourists go home”. Mieszkańcy wskazują na drogie mieszkania, najem krótkoterminowy, przeciążoną infrastrukturę i presję na środowisko. Protesty nie oznaczają jednak sprzeciwu wobec turystyki jako takiej, lecz są żądaniem jej ograniczenia i zmiany modelu.
Magaluf, czyli pierwsze wrażenie
Lot i hotel w Magaluf zarezerwowałam kilka miesięcy przed planowanym wyjazdem. Przy rezerwacji lotu zaznaczyłam potrzebę specjalnego serwisu dla osoby z niepełnosprawnością, a w korespondencji z hotelem poprosiłam o pokój przystosowany dla osoby poruszającej się na wózku. Pomoc asystentów na lotniskach jest niezwykle sprawna i profesjonalna. I tym razem wszystko przebiegło bez najmniejszych problemów. Do hotelu dotarliśmy (podróżowałam z dwójką przyjaciół) specjalnie zamówioną przez hotel taksówką wyposażoną w rampę.
Kiedy po raz pierwszy zobaczyłam Magaluf, pomyślałam, że to miejsce doskonale zna przepis na udane wakacje. Słońce i ciepło (we wrześniu temperatura sięgała około 28 stopni), błękitne morze, szeroka plaża i smukłe palmy tworzą niemal pocztówkową scenerię. Nowoczesne hotele ciągnące się wzdłuż wybrzeża przypominają, że turystyka od dawna jest tutaj częścią codzienności.
Magaluf tętni życiem. Na promenadzie spotykają się spacerowicze, restauracje kuszą śródziemnomorskimi smakami, a z portu można wyruszyć w rejs wzdłuż malowniczego wybrzeża. Nie brakuje także sportów wodnych i atrakcji dla tych, którzy szukają wakacyjnej rozrywki. Mnie jednak najbardziej urzekły widoki: intensywnie niebieskie morze, skaliste zatoczki i niezwykłe światło Majorki, dzięki któremu nawet zwyczajny spacer nabiera prawdziwie wakacyjnego blasku.
Valldemossa, czyli śladami Chopina
To miejsce pojawia się niemal w każdym przewodniku po Majorce. Urocze miasteczko, wtulone w surowe pasmo gór Serra de Tramuntana, zachwyca od pierwszego wejrzenia. Wąskie, brukowane uliczki wiją się między kamiennymi domami i kolorowymi fasadami, z których niemal wysypują się doniczki pełne bujnie kwitnących roślin. Wokół miasteczka rozciąga się niezwykły krajobraz Majorki – tarasowe zbocza porośnięte gajami oliwnymi, migdałowcami i drzewami pomarańczowymi. Tu najlepiej po prostu zwolnić, zgubić się w labiryncie uliczek i pozwolić, by miasteczko samo opowiedziało swoją historię.
Do Valldemossy pojechaliśmy przystosowaną taksówką z rampą. Za kierownicą siedziała sympatyczna Bułgarka, od dwudziestu lat mieszkająca na Majorce. Po drodze, w mieszance bułgarskiego, polskiego i angielskiego, opowiadała nam o życiu na wyspie. Słuchaliśmy z zainteresowaniem, choć pewne słowo zaczęło wzbudzać nasze podejrzenia. W jej opowieści niemal co chwilę pojawiało się „ima”. Początkowo uznaliśmy więc, że mieszkając od tylu lat na Majorce, nasza rozmówczyni wylicza głównie to, czego w jej nowej ojczyźnie… nie ma. Jakież było nasze zdziwienie, gdy okazało się, że bułgarskie „ima” oznacza dokładnie coś przeciwnego – „jest”! Nagle wszystko nabrało zupełnie innego sensu. Jak się okazuje, podróżowanie to nie tylko odkrywanie nowych miejsc, ale także sztuka słuchania, domyślania się i wzajemnego rozumienia.
Valldemossa kojarzy się dziś przede wszystkim z Chopinem, choć historia jego pobytu na Majorce była daleka od sielanki. W grudniu 1838 roku Fryderyk Chopin i George Sand zamieszkali w dawnym klasztorze kartuzów, szukając spokoju, słońca i dobrych warunków dla coraz bardziej podupadającego zdrowia kompozytora. Zamiast tego trafili na wyjątkowo chłodną, wilgotną i deszczową zimę. Chopin chorował, a wymarzony fortepian Pleyela długo płynął z Paryża.
Dziś w dawnej celi nr 4 mieści się niewielkie, zaledwie trzyizbowe muzeum. Można tu zobaczyć pamiątki po słynnej parze, rękopisy, dokumenty, portrety i maskę pośmiertną kompozytora, a przede wszystkim fortepian, który ostatecznie dotarł na Majorkę dopiero pod koniec ich pobytu. Co ciekawe, właśnie w tych niezbyt komfortowych warunkach Chopin stworzył znaczną część swoich 24 Preludiów op. 28, w tym słynne Preludium Des-dur nr 15, zwane „Deszczowym”. Choroba i wszelkie niedogodności nie pozbawiły go twórczego natchnienia.
Sam klasztor warto zwiedzić nieco szerzej. Są tu krużganki, dawna apteka kartuzów, kościół, ogrody i pomieszczenia pokazujące codzienne życie mnichów, a z klasztornych tarasów roztacza się widok, który naprawdę zapiera dech w piersiach. A jeśli ktoś chce poczuć atmosferę tamtej niezwykłej zimy, powinien sięgnąć po „Zimę na Majorce” George Sand. To właśnie jej niezbyt pochlebne wspomnienia sprawiły, że Valldemossa na dobre weszła do historii literatury i podróży.
Co roku odbywa się tu również Festiwal Chopinowski, podczas którego muzyka kompozytora ponownie rozbrzmiewa w murach dawnej kartuzji. W cenę biletu do klasztoru wliczony jest także krótki koncert chopinowski (niezapomniane przeżycie!).
Nasza bułgarska taksówkarka radziła nam koniecznie spróbować cocas de patata. To miękkie, lekko słodkie bułeczki ziemniaczane, specjalność Valldemossy. Puszyste, delikatne i oprószone cukrem przypominają nieco nasze ciasto drożdżowe. Najlepiej smakują świeże, z filiżanką kawy lub gorącej czekolady. Warto było spróbować!
Palma, czyli serce Majorki
Z Magaluf do stolicy wyspy – Palmy de Mallorca – pojechaliśmy autobusem, który okazał się wygodnym środkiem transportu. Przystosowanie komunikacji do potrzeb osób poruszających się na wózkach znacznie ułatwia zwiedzanie Majorki. Palma zachwyca od pierwszego wejrzenia: smukłe palmy, błękitna zatoka, zabytkowe kościoły i kamienice z balkonami tonącymi w kwiatach. Plątanina uliczek starego miasta tworzy prawdziwy labirynt.
Trudno wyobrazić sobie Palmę bez La Seu. Monumentalna katedra wyrasta tuż nad morzem, a jej smukłe wieże od wieków są jednym z symboli Majorki. Budowę świątyni rozpoczęto w XIII wieku, po odbiciu wyspy z rąk Maurów. W środku uwagę przyciąga ogromna rozeta, słynne „oko gotyku”, przez które światło wpada do wnętrza i tworzy kolorowy spektakl. Wnętrze kryje także niezwykłe dzieło Antoniego Gaudíego – modernistyczny baldachim nad głównym ołtarzem. Historia spotyka się tu więc z odrobiną artystycznego szaleństwa. La Seu jest dostępna dla osób z ograniczoną mobilnością, a dla osoby z niepełnosprawnością i jej opiekuna wstęp jest bezpłatny.
Palma jest trochę jak dobra opowieść o Majorce – ma w sobie historię, słońce, morze i odrobinę tajemnicy. A we wrześniu, kiedy letni tłum zaczyna już nieco rzednąć, można naprawdę poczuć jej niespieszny rytm. Palma ma jeszcze jeden atut – morze jest tu na wyciągnięcie ręki. Wystarczy kilka minut, by z labiryntu zabytkowych ulic trafić na nadmorski bulwar. I chyba właśnie ta mieszanka historii, śródziemnomorskiego luzu i miejskiego gwaru sprawiła, że Palma spodobała mi się bardziej, niż się spodziewałam.
A co oprócz wspomnień i zdjęć warto przywieźć z Majorki? Może to być piękna biżuteria z perłami Majorica, kolorowe rękodzieło, ceramika albo drobiazg wypatrzony w jednym z małych sklepików Palmy czy Valldemossy. Najcenniejsze pamiątki są jednak niewidoczne; to uśmiechy przypadkowo spotkanych ludzi, krótkie rozmowy, drobne gesty i historie, które zostają z nami na długo. Ważni są również ludzie, z którymi podróżujemy, bo najpiękniejsze emocje i wrażenia to te, które możemy z kimś dzielić.
Lilla Latus, fot. z archiwum autorki
Data publikacji: 09.10.2026 r.


