Niemy krzyk o ratunek

Piętnastoletni Marek ma utrzymującą się od kilku tygodni depresję i stany lękowe. Nie chce spotkań z rówieśnikami, jego pasje nie sprawiają mu już radości, nie jest w stanie koncentrować się na nauce i przestał chodzić do szkoły. Kształcenie zdalne, a później zmiana środowiska, zrobiły swoje. Na szczęście ma uważnych rodziców, którzy zapewnili mu specjalistyczną pomoc. Inaczej było w przypadku czternastoletniej Klaudii. Dziewczynka o tę pomoc musiała do swoich zapracowanych rodziców zawołać skacząc z drugiego piętra.

Nie można podawać dłoni na przywitanie, nie można spotkać się w Mc’Donaldzie, nie wolno pożyczać długopisu na egzaminie maturalnym, nie można chodzić do kina, nie wolno urządzać przyjęć urodzinowych, nie można jeść wspólnie chipsów z jednej paczki ani pokazywać twarzy. Lista zasad zaczynających się od słowa „nie”, wprowadzonych w życie w kwietniu ubiegłego roku, odcisnęła się boleśnie na skórze każdego. Pandemia koronawirusa, chociaż nie tylko ona, znacząco przyczyniła się do wzrostu samobójstw wśród dzieci i młodzieży. Że Polska psychiatria dziecięca jest w zapaści informowano już jakiś czas temu, ale jej apogeum nastąpiło, gdy przyszło mierzyć się z konsekwencjami pierwszego roku pandemii.

Od stycznia do maja tego roku najwięcej sytuacji targnięcia się na własne życie dotyczyło osób w wieku 19-24 lata (653 osoby). Statystyki nie mówią, ile tak naprawdę w Polsce żyje dzieci, młodzieży i dorosłych z uporczywymi myślami samobójczymi. Pewien młody mężczyzna ze znaczną niepełnosprawnością tak bardzo doświadczał skutków przewlekłej choroby, że chciał sobie podciąć żyły. Gdy trzymał w ręce żyletkę, do łazienki wpadła przerażona matka. Nie znalazł się w żadnych statystykach. Tak samo nie znajdują się w nich osoby trafiające do szpitali po zatruciach lekami.

Lęk związany z niepewnością jutra i nadmierne obciążenie wymaganiami szkolnymi nie sprzyjają odbudowywaniu kondycji psychicznej po przymusowej, kilkumiesięcznej kwarantannie. „Przeczytałam o groźbie trzeciej wojny światowej. Boję się zasnąć i boję się też myśleć, co będzie dalej” – wyznaje użytkowniczka forum społecznościowego dla ludzi z depresją. Młodzi – i nie tylko oni – przytłoczeni są ogromem informacji spływających zewsząd za pośrednictwem internetu. Trudno znaleźć dystans, gdy wokoło tyle zagrożeń przelewających się przez linijki codziennych newsów. A niewątpliwie one podsycają strach.

Badacze podkreślają, że największe ryzyko popełnienia samobójstwa występuje wśród tych dzieci, które doświadczają przemocy w rodzinie bądź straciły kogoś bliskiego. Ale przecież nie tylko wśród takich dzieci. Pogłębiające się problemy zdrowia psychicznego nie są jedynym czynnikiem mającym wpływ na samobójstwa, choć w dużej mierze za nie odpowiadają. Dołącza się do tego brak tolerancji dla osób o odmiennych poglądach, przekonaniach, pochodzeniu lub orientacji seksualnej, nasilająca się agresja ze strony rówieśników.

Za każdą śmiercią samobójczą lub próbą odebrania sobie życia stoi inna historia. Nie tylko dzieci i nastolatki nie radzą sobie z problemami. Na dorosłych również nakłada się ciężar samotności i pustki spowodowanej przymusową izolacją oraz brakiem zrozumienia i wsparcia ze strony najbliższych. Czynimy starania, by w wigilijny wieczór nikt nie był sam, bo tak nakazuje tradycja, ale nie uświadamiamy sobie, jak wielu ludzi odczuwa samotność w pozostałe dni roku. Nie robimy z tym nic, nie zauważamy ich nawet, przemykając obojętnie i w pośpiechu między jednym a drugim skwerem ulicy.

Zatem jak dostrzec, że ktoś obok nas – dziecko, nastolatek lub dorosły wymaga natychmiastowej pomocy? Jakich sygnałów nie można lekceważyć? Statystycznie czterech na pięciu samobójców wysyła pewne sygnały. Mogą do nich zaliczać się: zmienny nastrój, pogorszenie wyników w nauce, ograniczanie kontaktów społecznych, zaburzenia snu, impulsywność, poczucie winy i beznadziei, brak planów i perspektyw na przyszłość, pobudzenie psychoruchowe, a co najważniejsze – samookaleczanie się. Nie lekceważmy również tak znaczącego werbalnego sygnału, który ktoś bliski nam wysyła, rozpaczliwie mówiąc: „nie chce mi się żyć”.

Zdarzają się osoby skrupulatnie „przygotowujące się” do samobójstwa poprzez porządkowanie bieżących spraw, płacenie przed upływem terminu rachunków czy nawet spisywanie testamentu. W tajemnicy przed najbliższymi obmyślają plan jak pozbawić siebie życia, na przykład gromadząc leki nasenne bądź różne przedmioty. Wielu takim próbom samobójczym można zapobiec reagując w porę i zapewniając profesjonalną pomoc psychologiczną lub psychiatryczną. Podstawą jest szczera rozmowa, okazanie zrozumienia dla trudnej sytuacji osoby zmagającej się z myślami samobójczymi i zapewnienie jej o wsparciu oraz chęci pomocy w rozwiązaniu problemów.

W naszym społeczeństwie wciąż pokutuje stereotyp, że myśli samobójcze są oznaką słabości. „Moje dziecko nie jest chore psychicznie, więc nie potrzebuje psychologa ani tym bardziej psychiatry” – słyszą niejednokrotnie pedagodzy szkolni podczas rozmów z rodzicami uczniów, u których zauważono zachowania wskazujące na zamiary samobójcze. Tymczasem konsultacja u tych specjalistów nie powinna być powodem do wstydu ani twierdzenia, że dziecko jest psychicznie chore.

Ponieważ jest mądre i wrażliwe, a nie jesteśmy w stanie samodzielnie mu pomóc, potrzebuje dodatkowego wsparcia z zewnątrz – znalezienia przyczyny problemów i opracowania planu pomocy. Nawet najstarszemu drzewu, z grubymi i mocnymi korzeniami, wicher może połamać gałęzie. Tak samo ludzka psychika, choćby uformowana była z najsilniejszych fundamentów (cech osobowości), może się złamać, doświadczyć kryzysu.

Karolina Anna Kasprzak, fot. pexels.com

Data publikacji: 22.11.2021 r.

Udostępnij

Zachęcamy do zapisania się do Newslettera

Przeczytaj również