Równi i równiejsi

Równi i równiejsi

10 stycznia odbyła się Gala Mistrzów Sportu „Przeglądu Sportowego" i Telewizji Polskiej. Zgodnie z przewidywaniami Sportowcem 2014 został dwukrotny złoty medalista olimpijski z Soczi, Kamil Stoch. W kategorii „Najlepszy sportowiec niepełnosprawny" nagrodzona została Renata Kałuża, aktualna mistrzyni świata w kolarstwie (handbike).

Niestety, była ona jedynym sportowcem z niepełnosprawnością zaproszonym na galę. Polski plebiscyt na najlepszego sportowca danego roku jest organizowany od 80. lat, na świecie pod względem wieku ustępuje jedynie Svenska Dagbladets Guldmedal, plebiscytowi szwedzkiemu. Odbywa się zawsze pod patronatem prezydenta RP w prestiżowych miejscach, jak Sala Kongresowa czy Hotel Victoria. Na Gali Mistrzów Sportu, od kilku lat transmitowanej przez TVP, bawią się nie tylko zawodnicy z rodzinami ale także szefowie związków i organizacji sportowych, menedżerowie wielkich firm, artyści i celebryci. Obecność na tytm wydarzeniu to dla wielu wręcz towarzyska nobilitacja i nieco snobistyczny obowiązek, bo siła prestiżu i tradycji tej imprezy jest bezdyskusyjna.

To niekwestionowane święto sportu w tym roku zostało zakłócone przez fakt niezaproszenia nikogo z reprezentantów środowiska niepełnosprawnych. Nie wiadomo, czy było to niedopatrzenie ze strony organizatorów czy też swoista emanacja postawy wobec tej grupy sportowców w ogóle. Dzięki artykułowi jaki ukazał się w „Rzeczypospolitej” (jedyny w całej polskiej prasie materiał na ten temat) wiemy, że przedstawiciele TVP uznali ten fakt za nietakt, natomiast redaktor naczelny „Przeglądu Sportowego”, nie miał sobie nic do zarzucenia, bo – jak tłumaczył – przecież na gali pojawił się też Krzysztof Cegielski, były żużlowiec, który po wypadku na torze przez lata jeździł na wózku inwalidzkim i wręczał nagrodę żużlowcowi Krzysztofowi Kasprzakowi…

Prezes Polskiego Komitetu Paraolimpijskiego, Longin Komołowski zaproszony został dopiero po telefonicznej interwencji Łukasza Szeligi, szefa Polskiego Związku Sportu Niepełnosprawnych „Start”. Nikt również nie pomyślał o zaproszeniu reprezentanta tej największej w kraju organizacji sportowej osób z niepełnosprawnoscią jaką jest „Start”, za niepotrzebne uznano także zaproszenie pozostałych sportowców z dysfunkcjami, którzy jak zwyciężczyni – Renata Kałuża, brali udział w plebiscycie. Nie chciałbym wyciągać tak deprymujących wniosków, że być może obecność ludzi niesłyszących, niewidzących czy pozbawionych kończyn zakłócałaby radosne święto sportu…

I aby było jasne – nie chodzi o udział w imprezie towarzyskiej, ale okazję do pokazania się sponsorom, publiczności, widzom TVP, która to możliwość stwarza lepszy klimat i zainteresowanie dla sportu niepełnosprawnych, a także jest szansą na pozyskanie sponsoringu, bez którego współczesny sport po prostu nie istnieje. Ta okazja została zmarnowana. Wszystko to pozostawia głęboki niesmak i wpisuje się w politykę deklaratywności i „papierowej” integracji środowiska sportowego. Równoprawność w słowach, dyskryminacja w praktyce. Są równi i równiejsi – jak u Orwella?

Marek Ciszak

Data publikacji: 15.01.2015 r.

Udostępnij

Zachęcamy do zapisania się do Newslettera

Przeczytaj również