Sztuka integracji i postrzeganie. ITAN potrzebny nie tylko aktorom

"Cyganeria"

Pod koniec ubiegłego roku Integracyjny Teatr Aktor Niewidomego (ITAN) zrealizował projekt „Teatr Akcja Integracja”. Dzięki niemu publiczność w kilku miastach mogła obejrzeć spektakle z repertuaru krakowskiej grupy. Podczas finału doceniono aktorów, którzy występują od dwudziestu lat u Artura Dziurmana. Zadbano o dostępność przedstawień – one były tłumaczone na PJM i zastosowano audiodeskrypcję. Przed Świętami Bożego Narodzenia zmarła Danuta Damek, od lat walcząca o lepszą przyszłość tego teatru. Trwają rozmowy z władzami Krakowa o zapewnieniu infrastruktury dla niego.

Od 19 października do 17 grudnia ub.r. 13 występów w różnych miastach województwa małopolskiego. 6 z nich w Centrum Sztuki Współczesnej Solvay w Krakowie. Do tego wizyty w Skawinie, Myślenicach, Suchej Beskidzkiej, Dobczycach, Wadowicach i Słomnikach. To główne założenia projektu „Teatr Akcja Integracja”. ITAN zrealizował go w ramach programu Urzędu Marszałkowskiego Województwa Małopolskiego „Kultura Wrażliwa”.

– Mieliśmy dłuższą przerwę w graniu, prawie roczną, bo wciąż nie mamy własnej infrastruktury. Realizacja tego projektu utwierdza nas w przekonaniu, że ITAN jest potrzebny nie tylko aktorom. Również widowni, która chce chodzić nie tylko na głupie przedstawienia, gdzie mówi się „d*pa” itp. Ona woli obejrzeć ambitniejszą rzecz, która daje trochę refleksji na końcu – mówi Artur Dziurman, prezes zarządu Fundacji ITAN Integracyjny Teatr Aktora Niewidomego i reżyser przedstawień.

Publiczność miała okazję obejrzeć spektakle dla dzieci i dorosłych. Wśród nich znalazły się „Brat naszego Boga”, „Alicja w Krainie Czarów” oraz „Wesele po krakowsku”. ITAN wystawił również „Cyganerię” oraz „Bal w Operze”. Swoje umiejętności aktorskie zaprezentowały m.in. osoby z niepełnosprawnością narządu wzroku oraz seniorzy. Obok nich wystąpili profesjonalni aktorzy.

– Gram dużo w różnych teatrach. Natomiast kontakt na scenie z niewidomymi aktorami dał mi ogromny zastrzyk ludzkiej energii. Nauczył mnie jeszcze większej pokory wobec życia, do postrzegania tego zawodu i przede wszystkim ludzi i świata. Nazwałam to postrzeganiem, ponieważ dla mnie oni nie są niewidomi. Czasami widzą więcej niż my, a dodatkowo potrafią to, co widzą, przekuć właśnie w przepiękną, pozytywną energię na scenie – opisuje Katarzyna Jamróz.

W grudniu po raz pierwszy wystąpiła w przedstawieniu teatru ITAN, dołączając do obsady „Cyganerii”. Natomiast we wcześniejszych latach zagrała w filmie „Marzenie. Prawdziwa historia”, a także w pierwszym i drugim sezonie serialu „Pasjonaci”.

– Nasi niewidomi i niedowidzący aktorzy mają ogromną chęć grania. Powiedziałem im, że ostatnio zrobili ogromny progres artystyczny – w śpiewaniu, poruszaniu się na scenie i grze aktorskiej. Nadają się do tego, a u nas nie ma taryfy ulgowej. Traktuję tych ludzi jak pełnoprawnych i pełnosprawnych twórców – dodaje Artur Dziurman.

Wyjątkowy finał
17 grudnia ITAN po raz ostatni wystąpił w ramach opisywanego projektu „Teatr Akcja Integracja”. Wówczas w Centrum Sztuki Współczesnej Solvay w Krakowie zaprezentował „Cyganerię”. Dodatkową atrakcję stanowił film dokumentalny dotyczący realizacji ww. przedsięwzięcia. Przy czym ta produkcja nie była wówczas jeszcze ukończona. W programie wydarzenia znalazła się też uroczystość jubileuszowa. Doceniono aktorów, którzy są w tej grupie od początku jej istnienia. To Renata Szczepaniak-Pajor, Mieczysław Baczyński, Janusz Bąk i Adam Łysek.

– Nikt z nas nie wiedział, że coś takiego w ogóle nastąpi. Byłem bardzo miło i pozytywnie zaskoczony, to takie podsumowanie dwudziestu lat. W 2005 r. Artur [Dziurman – przyp. red.] szukał ludzi do spektaklu „Dzikie łabędzie”. Skontaktował się z Polskim Związkiem Niewidomych, do którego wówczas należałem. Poszedłem z koleżanką na spotkanie rekrutacyjne i tak to się zaczęło – opisuje Adam Łysek.

Wtedy z dużym dystansem podchodził do wizji występowania na scenie. Wydawało mu się, że nie będzie w stanie wyjść przed publiczność i powiedzieć określonych słów. Miał w pamięci choćby szkolne akademie. Podczas nich standardowo stawał z tyłu. Dziś jest jedną z kilku osób, które zagrały we wszystkich dotychczasowych przedstawieniach „Brata naszego Boga”. A to sztuka wystawiana wielokrotnie od 2009 r. W swoim dorobku ma też role w innych ITAN-owskich produkcjach – spektaklach, filmach oraz dwóch sezonach serialu.

– Gdyby ktoś 20 lat temu powiedział, że tak to będzie wyglądało, to w ogóle nie uwierzyłbym. Wtedy wszystko było w powijakach, zaczęliśmy projekt, a później kolejne. Artur przedstawiał nam swoją koncepcję i zgadzaliśmy się na jego pomysły. Uważaliśmy, że trzeba robić coś nowego – dodaje Adam Łysek.

Teatr dla każdego
Bezpłatne wejściówki na finał projektu szybko znalazły nabywców. Publiczność dopisała jednak nie tylko w Centrum Sztuki Współczesnej Solvay w Krakowie. Część osób miała po raz pierwszy okazję zobaczyć na żywo występy tego teatru.

– Frekwencja była bardzo dobra, nawet w tych mniejszych miejscowościach, co dla mnie stanowiło miłe zaskoczenie. Widać, że ludzie się interesują tym, co robimy. Na pewno część publiczności chciała zobaczyć, jak sobie radzimy na scenie. Pojawiały się bowiem wzmianki, że jesteśmy integracyjną grupą, skupiającą m.in. osoby niewidome i niedowidzące, co dla niektórych może być zaskoczeniem. To były bardzo fajne i ciepłe spotkania – mówi Elżbieta Sielawa, która w ITAN-ie występuje od trzynastu lat.

Z kolei Artur Dziurman zwraca uwagę na kwestie dotyczące dostępności. Spektakle były tłumaczone na PJM. Ponadto zastosowano audiodeskrypcję. Sprzętu do niej ITAN już nie musi wypożyczać, bowiem zakupił go ostatnio. Pierwsze jego użycie odbyło się podczas finału projektu. Jak zaznacza reżyser, jeśli będą kolejne przedstawienia, to planem jest korzystanie z tych rozwiązań zwiększających dostępność.

– Granie w teatrze, również w ramach tego projektu, jest za każdym razem świętem dla osób niewidomych i niedowidzących. To także forma terapii, pokonywania kolejnych barier. Można tu podać przykład chłopaka, który nie wychodził z domu, miał lęki, traumę i myśli samobójcze. Kiedy trafił do tej grupy i stał się samodzielny. Im chce się żyć dzięki wspólnej pasji, spędzaniu czasu razem – podkreśla Katarzyna Jamróz.

Osierocony ITAN
20 grudnia, a więc wkrótce po ostatnim spektaklu w ramach ww. projektu, zmarła w wieku 61 lat Danuta Damek. Była aktorką, producentką, koordynatorką oraz członkiem zarządu Fundacji ITAN Integracyjny Teatr Aktora Niewidomego. Od wielu lat wspólnie z Arturem Dziurmanem walczyła o lepsze jutro teatru.

– To, co się stało, to absurdalna niesprawiedliwość. Ta informacja mnie przytłoczyła, ukrzyżowała i wytrąciła z działania. Danusia wymyśliła projekt „Teatr Akcja Integracja”, konsultowaliśmy całość. Ona poświęciła mnóstwo czasu na to, żeby ten teatr zaistniał, wykonała tytaniczną pracę. Dla mnie była bliską osobą, traktowałem ją jak rodzoną siostrę. Bardzo dobrze się z nią współpracowało i żyło prywatnie – opisuje Artur Dziurman.

Elżbieta Sielawa zwraca uwagę na ogromne poświęcenie Danusi dla teatru. ITAN był jej światem, choć wciąż nie doczekał się swojej siedziby. Miała satysfakcję z tego, że mimo trudnych warunków, grupa realizowała kolejne duże projekty. Jak zaznacza rozmówczyni, to była osoba, która dzięki ciężkiej pracy stała się fachowcem. Miała do tego predyspozycje i szczerą chęć.

– ITAN został osierocony. Artur i Danusia tworzyli trzon teatru, wyjątkowy tandem. Ona nauczyła się pisać wnioski o granty, zajmowała się wieloma sprawami. Kiedy szesnastego [grudnia – przyp. red.] graliśmy „Cyganerię”, Artur powiedział nam i widzom, że ten i spektakl kolejny dedykujemy Danusi. I modlimy się o cud. Zdawał sobie sprawę, ja też wiedziałam, jak ciężka jest sytuacja. Cud nie nastąpił – podkreśla Katarzyna Jamróz.

Rozmowy o przyszłości
ITAN od wielu lat zabiega, aby mieć własną siedzibę wraz z finansowaniem działalności. Środki pieniężne na kolejne przedsięwzięcia zdobywane są w ramach różnych programów / konkursów. Jak stwierdza Adam Łysek, takie miejsce pozwoliłoby teatrowi pracować nad kolejnymi premierami. Dzięki temu kolejne osoby dowiedziałyby się o integracyjnej grupie. Byłby też określony repertuar – np. w styczniu takie przedstawienia, w lutym – takie itp. Elżbieta Sielawa zaznacza, że niekiedy przygotowania do spektakli trwają po kilka miesięcy. Zwłaszcza tych, w których choreografia jest bardziej rozbudowana. Na jej opanowanie osoby niewidzące potrzebują więcej czasu. A później trzeba czekać na kolejny projekt.

– Dla mnie niepojęte jest to, że jedyny w Polsce taki teatr wciąż nie ma swojej siedziby. Dlaczego ludzie, dla których poznawanie topografii każdego nowego miejsca jest wyzwaniem, muszą się bez przerwy tułać? Oni i tak są poranieni, a kolejne ciosy dostają od rzeczywistości, władz. Może po tej tragicznej wiadomości o odejściu Danusi nastąpi coś pozytywnego w tym temacie – dodaje Katarzyna Jamróz.

W trakcie realizacji projektu odbyły się kolejne rozmowy dotyczące ww. kwestii. Siedzibą teatru może zostać CSW Solvay, za który odpowiada Urząd Miasta Krakowa. Ze strony magistratu tematem zajmuje się Wydział Kultury. Ostatnie spotkanie zostało zorganizowane 30 grudnia, a kolejne zaplanowane jest na luty.

– Rozmawiałem z Panami prezydentem miasta Aleksandrem Miszalskim i jego zastępcą Stanisławem Kracikiem, którzy są absolutnie za tym, żeby ten teatr zaistniał. Nam zależy na pełnej infrastrukturze. Oczywiście, w niewielkiej formie, bo nie będziemy Teatrem im. Juliusza Słowackiego. Półśrodkami już nic nie zrobimy, ponadto po prostu nie mamy na to siły – podsumowuje Artur Dziurman.

Zobacz galerię…

Tekst i fot. Marcin Gazda

Data publikacji: 08.01.2026 r.

Udostępnij

Zachęcamy do zapisania się do Newslettera

Przeczytaj również