Jan Zając
Z Janem Zającem, prezesem Zarządu Polskiej Organizacji Pracodawców Osób Niepełnosprawnych rozmawia dr Halina Guzowska.
– Za nami trzecia edycja Kongresu Biznesu Odpowiedzialnego Społecznie organizowanego przez POPON. Czy Pana zdaniem ten biznes zmienił się w ciągu ostatnich trzech lat?
– Tak, biznes zmienił się, tak jak zmienia się nasze otoczenie i społeczeństwo. Zmienia się sposób postrzegania miejsca pracy, mamy przecież dzisiaj pokolenie Z, które wchodzi na rynek pracy. To pokolenie inaczej postrzega siebie w środowisku zatrudnienia i zupełnie czegoś innego oczekuje od miejsca pracy. Pracodawcy również się zmieniają – starają się dostosować do tych oczekiwań. W ten sam sposób zmienia się właśnie to otoczenie. Dzisiaj zakład pracy, firma czy przedsiębiorstwo, to już nie jest tylko miejsce, gdzie wypracowuje się produkt i zysk. To jest miejsce, które również jest silnie związane z lokalnym środowiskiem, z lokalną społecznością, którą stanowią dzisiaj pracownicy. Jeszcze parę lat temu nie było to tak oczywiste, że pracownik był elementem pewnej układanki związanej z funkcjonowaniem przedsiębiorstwa. Jego sposób zachowania, emocje miały być pozytywne dla osiągnięcia efektu, zysków. Dzisiaj jest zupełnie inaczej. I mamy jeszcze kolejny element, czyli zmiany mentalne związane z wejściem na rynek pracy nowego pokolenia. Jesteśmy także świadkami rewolucji technologicznej, która wywiera wpływ na całe nasze społeczeństwo a w szczególności na rynek pracy, na rynek przedsiębiorstw.
– A jak rewolucja technologiczna przekłada się na pracowników z niepełnosprawnościami?
– Rewolucja, czyli wielka zmiana, która jest nieprzewidywalna, niesie ze sobą różne skutki i nie do końca wiemy jaki wpływ wywrą one na nas wszystkich. W związku z tym niesie ona za sobą pewne obawy dla całego społeczeństwa, także dla osób z niepełnosprawnością. Panuje pogląd, że nowa technologia, postęp technologiczny wyeliminuje osoby z niepełnosprawnością z rynku pracy. Czy tak się stanie, nie wiadomo. Jeżeli chodzi o pewne proste czynności, być może zastąpi je robotyka. Z kolei sztuczna inteligencja może wyeliminować częściowo zatrudnienie związane z księgowością i sektorem IT. Wiadomo, że to nastąpi, bo to jest proces nieodwracalny, natomiast zawsze jest tak, że postęp, rozwój i nowe technologie wyzwalają nowe potrzeby i tak też się stanie, jeżeli chodzi o rynek pracy. Powstaną nowe zawody, nowe zajęcia, które będą musieli wykonywać ludzie, ci z niepełnosprawnością również.
– Przemiany demograficzne spowodują, że już niedługo na rynku pracy w Polsce zabraknie nawet 2 milionów pracowników. Mogłyby ją częściowo wypełnić osoby z niepełnosprawnością, które nie podejmują zatrudnienia pozostając na rencie. Co można zrobić, by zachęcić ich do wejścia na rynek pracy?
– Żeby osoby z niepełnosprawnością bardziej aktywnie weszły na rynek pracy, to po pierwsze one same muszą chcieć to zrobić. Jednak, by chciały to zrobić, muszą przestać się obawiać, że w wyniku podjęcia zatrudnienia stracą świadczenia społeczne, które mają. Część z tych osób uważa niestety, że wejście na rynek pracy ich karze przez utratę kotwicy w postaci świadczenia. Bowiem te świadczenia, nawet niewysokie, stanowią dla nich właśnie taką mentalną kotwicę. Dają pewność, że człowiek ma z czego żyć. Może biednie, może mniej komfortowo, ale zawsze dam sobie radę, a kiedy zacznę zarabiać pieniądze, te świadczenia utracę – tak myślą. I obawiają się, że nigdy ich nie odzyskają a pracę mogą stracić, bo może się okazać że nie pasują do nowego środowiska, że się nie odnajdą w zakładzie pracy. To wywołuje lęk, z którym trzeba walczyć.
– W jaki sposób?
– Trzeba prowadzić szeroko pojętą edukację i działalność informacyjną po to, aby osoby z niepełnosprawnością miały większą pewność siebie jeśli chodzi o wejście na rynek pracy. I to jest chyba jeden z podstawowych elementów, który może wpłynąć na zmianę ich nastawienia. Kolejnym elementem, już na poziomie systemowym, powinna być zmiana systemu i zasad kształcenia osób z niepełnosprawnością. Od lat mówimy o tym, że sposób kształcenia, czyli system ich edukacji, musi być taki, jakiego wymaga rynek pracy, a nie wydumane przez urzędników dziwne pomysły i projekty. To rynek pracy dyktuje jakie zawody są potrzebne i w tych zawodach trzeba kształcić młode osoby z niepełnosprawnością. Jeżeli po skończeniu szkoły / edukacji będą miały zawód poszukiwany na rynku, wtedy wzrośnie nie tylko ich poczucie wartości, ale także przydatność w środowisku pracy.
Od lat jako organizacja zrzeszająca pracodawców osób z niepełnosprawnościami zwracamy uwagę na ten problem w rozmowach z decydentami. Chodzi nam o to, by zaistniał on w świadomości politycznej.
– A czy w ciągu ostatnich lat zmienia się nastawienie pracodawców z otwartego rynku pracy jeśli chodzi o zatrudnienie pracowników z niepełnosprawnością? Czy zauważają Państwo większe ich zainteresowanie tą potencjalną grupą zawodową?
– Tak i jest to związane również ze społeczną odpowiedzialnością biznesu. Często firmy mają wpisane w swoje DNA prowadzenie tego typu działalności. A nie mając pojęcia jak się za to wszystko się zabrać, zwracają się do nas, abyśmy ich wsparli właśnie wiedzą i kontaktami. W ten sposób łączymy te dwa środowiska: pracowników i pracodawców.
– Jednym z tematów poruszanych w trakcie tego kongresu jest neuroróżnorodność pracowników, zarówno tych pozostających już w zatrudnieniu, jak i przyszłych. To nowe hasło, które w obszarze zatrudnienia osób z niepełnosprawnościami pojawia się coraz częściej. Czy POPON w swoich działaniach będzie stawiał na tę neuroróżnorodność?
– My, jako pracodawcy, w ogóle nie postrzegamy pracowników jako osób z niepełnosprawnością. Nie dostrzegamy płci, preferencji seksualnych itp., bo nas to w ogóle nie obchodzi. Nas interesuje człowiek jako pracownik, dobry lub zły, pasujący do danego stanowiska, miejsca pracy lub nie. Jego przekonania polityczne, religijne, seksualne nie są w ogóle przedmiotem naszego zainteresowania. Oczywiście, jest to bardzo gorący temat, który myślę, że nawet został troszkę wywołany na początku przez środowiska związane z tą różnorodnością. I na pewno dobrze się stało, bo uważam, że jakakolwiek dyskryminacja jest straszna i nie powinno się tego robić w żaden sposób. Myślę też, że jest to temat, który jest rozgrywany przez polityków różnych opcji i w różny sposób wykorzystywany do celów politycznych, które niewiele mają wspólnego z samym problemem i tematyką. Różnorodność jest normalnym zjawiskiem, które jest widoczne w całym cywilizowanym świecie, więc nie wiem dlaczego u nas akurat miałoby być inaczej. Jesteśmy nowoczesnym, dobrze rozwiniętym krajem Europy Środkowej i wszystkie te zjawiska społeczne, związane również ze zdrowiem, u nas też występują. Zobaczmy, ile mamy dzisiaj problemów związanych z naszą psychiką – ADHD, kiedyś zastrzeżone dla bardzo nerwowych dzieci, które były karane w szkołach za to, że są zbyt aktywne, dzisiaj jest problemem społecznym. Wszystkie schorzenia neurologiczne związane z wypaleniem zawodowym, przebodźcowaniem wśród dzieci, to jest dzisiaj duży problem. Przed naszym społeczeństwem pojawiają się nowe wyzwania, z którymi musimy sobie radzić i z nimi żyć. Myślę więc, że zjawisko związane z różnorodnością jest jednym z takich elementów, ale nie demonizowałbym tego, ani nie lekceważył, bo jest to po prostu normalny sposób rozwoju społecznego.
– A czy po tym kolejnym kongresie POPON wzrośnie świadomość społeczna dotycząca zatrudniania osób z niepełnosprawnością?
– Tego nie wiemy, natomiast po to organizuje się takie kongresy, aby przekazywać wiedzę, aby była możliwość posłuchania mądrych ludzi i skonfrontowania się z ich poglądami. Aby w trakcie paneli, dyskusji i spotkań kuluarowych była szansa na wymianę poglądów. Kongres jest takim elementem łączenia różnych środowisk, a komunikacja, informacja, nowe technologie i społeczna odpowiedzialność biznesu, to są elementy, będące obecnie jednymi z najistotniejszych w naszym życiu gospodarczym.
– Dziękuję za rozmowę.
Źródło zdjęcia: POPON
Data publikacji: 20.05.2026 r.


