Turystyczne progi i bariery

Za nami kolejny sezon turystyczny, dużo lepszy niż dwa poprzednie, bo świat wreszcie otworzył się po pandemii. Europejskie miasta i kurorty przeżywały oblężenie. Nadal jednak osoby z niepełnosprawnościami są w tłumie turystów rzadkością, choć ci wszyscy, którzy wyjeżdżają zgodnie podkreślają, że takie podróże są dla nich motywacją do podejmowania dalszych wyzwań.

Wśród podróżników z niepełnosprawnością są osoby w różnym wieku, wyjeżdżające od wielu lat. Każdego roku dołączają do nich nowi, najczęściej młodzi ludzie, którzy samodzielnie lub w towarzystwie opiekuna – przeważnie kogoś z rodziny – wybierają się w pierwszą dłuższą podróż. Co skłania ich do podjęcia takiej decyzji i jak odnajdują się zagranicą? Czy przygotowują się do takiego wyjazdu specjalnie? Jak odnajdują się w trakcie podróży? Czy wyjazdy wzmacniają ich wiarę w siebie? Zapytaliśmy o to dwóch młodych wiekiem i stażem podróżników, którzy na swój pierwszy zagraniczny wyjazd wybrali Pragę czeską.

Do stolicy Czech turyści przyjeżdżają zwykle na krótko: dzień, dwa, najwyżej trzy jeśli pod drodze chcą jeszcze odwiedzić np. Kutną Horę. Wycieczka, w której uczestniczyli moi rozmówcy, była nietypowa, w Pradze spędziliśmy aż sześć dni. Tyle czasu wystarczyło, by dość dobrze poznać miasto: odwiedzić nie tylko Hradczany, Most Karola i Plac Wacława, ale także powłóczyć się po kultowych zakątkach, takich jak Lucerna, czy odwiedzić Muzeum Muchy i obejrzeć piękne zakątki dzielnicy żydowskiej. Jeśli dodamy do tego „zwiedzanie w podgrupach” (w sumie było nas 9 osób z pilotką) czyli indywidualne spacery poza oficjalnym programem zwiedzania, przejazdy komunikacją miejską i 10-godzinną podróż w obie strony pociągiem tamtejszego przewoźnika České dráhy, to widać od razu, że nie było to łatwe wyzwanie nawet dla sprawnej osoby.

Obaj moi rozmówcy możliwości takiego zorganizowanego wyjazdu szukali w internecie. W ten sposób trafili do działającego od kilkunastu lat w Warszawie biura podróży dla osób niepełnosprawnych Accessible Poland Tours prowadzonego przez Małgorzatę Tokarską.

– Od pewnego czasu miałem ochotę odbyć samodzielny dłuższy wyjazd – mówi Michał, filolog angielski ze Śląska, niepełnosprawny ruchowo w stopniu znacznym. – Czułem, że dzięki postępom w rehabilitacji fizycznej i intelektualnej poradzę sobie samodzielne na dość dalekiej wycieczce. Przejazd do Czech pociągiem, wspólnie z innymi nie w pełni sprawnymi turystami, wydał mi się bezpiecznym i ciekawym sposobem na samodzielną podróż.
Jeśli chodzi o zwiedzanie, to byłem pewien, że program wycieczki jest w pełni dostosowany do ograniczeń uczestników. Moje przygotowanie do tego wyjazdu sprowadzało się głownie do przemyślanego pakowania. Próbowałem wyobrazić sobie pobyt w hotelu i zwiedzanie Pragi analizując, jakie rzeczy będą mi potrzebne w ciągu całego dnia.

– Od zawsze chciałem zwiedzić czeską Pragę, a najczęściej biura podróży nie mają dopasowanych dla nas ofert – mówi Janusz, niepełnosprawny ruchowo polonista z Częstochowy, który do Pragi wybrał się wraz z mamą. – Moje przygotowania nie były jakieś specjalne. Bardzo interesował mnie natomiast przebieg wycieczki, m.in. to, jak długie odcinki trasy będą do jednorazowego pokonania. Poza tym musiałem wcześniej potrenować, odbyć dłuższe spacery a w drogę zabrać końcówki do kijków trekkingowych, na wypadek gdyby poprzednie się zdarły. U mnie takie kijki zastępują kule ortopedyczne, które po prostu nie sprawdziły się.

Choć początkowo obaj moi rozmówcy mieli obawy o to, czy sobie poradzą, to okazały się one nieuzasadnione – Podczas podróży czułem się bardzo dobrze – wspomina Michał. Wpływ na to miało przede wszystkim towarzystwo – serdeczni, otwarci ludzie. Wiedziałem, że mogę liczyć na pomoc w razie ewentualnej potrzeby oraz samemu byłem gotowy wesprzeć innych, w miarę swoich możliwości. Podróż była dla mnie sprawdzianem, ponieważ była to pierwsza tak daleka samodzielna wyprawa. Przed wyjazdem miałem wątpliwości, czy będę w stanie odnaleźć się w zupełnie nowych okolicznościach, czy dotrzymam tempa grupie. Moje obawy okazały się bezzasadne. Nowa sytuacja dała mi energię do działania, chciałem jak najwięcej zobaczyć, doświadczyć i dobrze zapamiętać.

Michał potraktował ten pierwszy samodzielny wyjazd jak sprawdzian swojej samodzielności i twierdzi, że zdał do z bardzo dobrym wynikiem. -Przekonałem się, że po odpowiednim przygotowaniu i zaplanowaniu mogę z powodzeniem podjąć się czegoś, co na pierwszy rzut oka wydaje się być poza moim zasięgiem. Ten wyjazd wzmocnił moją pewność siebie i sprawił, że w przyszłości ważne wybory czy decyzje będę podejmował z większą odwagą.

Janusz z kolei potraktował ten pierwszy zagraniczny wyjazd jako zadanie. – Wiedziałem, że trzeba będzie dotrzeć z danego punktu do miejsca docelowego. Zwiedzenie kolejnego miejsca było swoistą nagrodą. A samo pokonywanie dystansu traktowałem niczym sprawdzian swojej sprawności oraz wydolności. Przy tym ważna była pomoc mojej mamy – Jadwigi oraz wsparcie pani Małgosi.

Obaj moi rozmówcy zgodnie twierdzą, że ten pierwszy wyjazd to początek przygody z podróżowaniem. Planują następne eskapady, Janusz marzy na przykład o wyjeździe do Wiednia i … powrocie do Pragi. Obaj wiedzą już, że nawet w przypadku znacznej niepełnosprawności są one możliwe. Pod warunkiem, że znajdzie się ich organizator, biuro podróży przeznaczone dla takich jak oni klientów. Tymczasem mało który touroperator chce zająć się klientami z niepełnosprawnościami, bo to niełatwe zadanie. By je zrealizować trzeba znaleźć hotel bez barier zapewniający dostateczną liczbę dostosowanych pokoi (z zerowym brodzikiem dla osób poruszających się na wózkach), opracować trasę, tak by po drodze nie było schodów, wysokich krawężników a obiekty, np. muzea, były pozbawione barier, znaleźć przewodników i dostosować tempo zwiedzania do możliwości uczestników, wreszcie zapewnić specjalistyczny transport, jeżeli w grupie są wózkowicze. I sprawa najważniejsza: tak zaplanować koszty, by potencjalnych uczestników stać było na wyjazd.

– Osoba niepełnosprawna może odwiedzić każdy zakątek na ziemi – kwestią są tylko finanse – mówi Małgorzata Tokarska prowadząca nieprzerwanie od 12 lat pierwsze w Polsce biuro turystyczne przeznaczone dla osób z różnymi niepełnosprawnościami. To biuro narodziło się z pasji podróżowania jego właścicielki, osoby z ograniczoną sprawnością ruchową od urodzenia. Mimo problemów z poruszaniem się zwiedziła kilkadziesiąt krajów, była nie tylko w Europie, ale także w Azji, Afryce, a nawet Australii i Nowej Zelandii

– Biura tego typu istnieją na całym świecie i nie są niczym nadzwyczajnym. Ja raczej nie korzystam z ich usług ze względu na koszty. Decydując się na pośrednictwo biura w innym kraju muszę się liczyć z dodatkową prowizją jakie ono narzuca. Wpływa to na końcowy koszt wycieczki – mówi Małgorzata.

Dlatego, organizując wyjazd, stara się zapewniać wszystkie usługi bez pośredników. Zwykle, zanim zaplanuje w szczegółach jakiś wyjazd, w miarę możliwości samodzielnie pokonuje całą trasę sprawdzając wszystkie szczegóły, bowiem informacje podane np. na stronach internetowych hoteli nie zawsze dają pełny obraz dostępności. Przykład sprzed paru lat: hotel w centrum Wiednia dysponujący dostosowanymi pokojami nie miał podjazdu przy wejściu, zamiast tego wysoki stopień. Na szczęście szybko zorganizowano dostawianą rampę, by osoby na wózkach mogły dostać się do pokoi.

Kim są turyści podróżujący z Małgorzatą? Przeważnie są to osoby młode lub w średnim wieku, ale zdarzają się także ludzie starsi obciążeni wieloma chorobami, którym trudniej jest nadążyć na „zwykłej” wycieczce. – Moje grupy organizowane z biura są małe, liczą od 8 do 15 osób. Ponieważ jest to biuro dedykowane dla osób z niepełnosprawnością ruchową, to głownie zgłaszają się osoby na wózkach inwalidzkich, które chcą podróżować same. Jeżeli tylko taka osoba potrafi być samodzielna w codziennych czynnościach typu toaleta, czy przejście na wózek inwalidzki, to ją zabieram. Ze względów logistycznych i pewnych limitów dotyczących np. liczby pokoi z dostosowaną łazienką i miejsc w dostosowanym busie muszę takiej osobie odmówić lub zabrać osobę, która pojedzie z opiekunem.

Część klientów podróżuje z biurem od początku jego istnienia. Co roku przybywają nowe osoby, niektórzy wracają też po kilku latach nie znalazłszy innej dopasowanej oferty lub, co bardziej prozaiczne, uzbierawszy w tym czasie środki na wymarzoną podróż.

Jakie są główne bariery w organizacji wyjazdów poza zbyt małą liczbą klientów? – Zdecydowanie finanse, o których już wspomniałam – mówi Małgorzata. – Organizując wyjazdy zagraniczne, bo na takie jest zapotrzebowanie, muszę wszystko kalkulować w obcej walucie, a dobrze wiemy jakie były i są np. ceny euro. Jeżdżę z grupami jako pilot wycieczki głównie dlatego, by ograniczyć koszty. Również dlatego, że sama będąc osobą z niepełnosprawnością ruchową bardzo dobrze rozumiem potrzeby tej grupy. Oczywiście, zdaję sobie sprawę, że nie wszystko jest zapięte na ostatni guzik właśnie ze względu na koszty. Dlatego staram się tak kalkulować wyjazdy aby wszystko było dostosowane i cena taka, by klient mógł ją zapłacić.

Przywołani na początku artykułu najmłodsi stażem turyści z niepełnosprawnością, Michał i Janusz, złapali bakcyla podróżowania i marzą o następnych wyjazdach. Czy jednak w dobie galopującej inflacji i rosnących szybko ceny walut będą mogli sobie na to pozwolić? I czy niszowemu w końcu przedsięwzięciu, jakim jest biuro podróży dla osób z niepełnosprawnością, uda się przetrwać w coraz trudniejszej rzeczywistości pokaże przyszłość. Oby odpowiedzi na te pytania w nowym sezonie turystycznym okazały się twierdzące.

dr Halina Guzowska, fot. freepik.com

Data publikacji: 27.10.2022 r.

Udostępnij

Zachęcamy do zapisania się do Newslettera

Przeczytaj również